kultura

Super Głupi Wtorek

Artykuł opublikowany 30 stycznia 2008
Artykuł opublikowany 30 stycznia 2008
We wtorek, 5. lutego, w 22 Stanach odbędą się prawybory. Czy aktualna procedura ułatwia nominację najlepszych kandydatów?

8. stycznia. Amerykańskie stany Iowa i New Hampshire jako pierwsze głosują w nominacjach do wyborów prezydenckich 2008. Mike Huckabee i Barack Obama wygrywają w Iowa, a Hilary Clinton i John McCain w New Hampshire, startując odpowiednio z list Republikanów i Demokratów.

Później wielu Amerykanów zaczyna kwestionować sam proces nominacji. Według ankiety przeprowadzonej dla Associated Press i Yahoo News, mniej niż jeden na pięciu głosujących popiera status "uprzywilejowanego stanu", który mają Iowa i New Hampshire. Czy dwa małe wiejskie stany naprawdę są miejscem do rozpoczęcia ważnego narodowego procesu selekcji?

Stany się prześcigają

Przedstawiciele w pozostałych Stanach boją się, że jeśli prawybory odbędą się tam zbyt późno, nominacje będą już ustalone i staną się nieważne. To doprowadziło w zeszłym roku do przesunięcia daty rozpoczęcia bliżej Nowego Roku.

Rezultat: kolosalny spazm absurdu znany jako "Super Duper Tuesday". We wtorek, 5 lutego, w ciągu jednego dnia, we wszystkich 22 stanach odbędą się prawybory. Wliczając te wielkie jak Kalifornia, Nowy Jork, Illinois, Georgia i New Jersey. Te 22 stany mają wystarczająco delegatów, żeby prawie samodzielnie zadecydować o nominacjach.

Jeden dzień z tyloma stanami organizującymi prawybory powinien nazywać się "Super Stupid Tuesday" ("Super Głupi Wtorek"). Kandydaci prowadzący najagresywniejsze i najdroższe kampanie mogą wygrać w tylu stanach naraz, co powoduje wirtualne prawybory bogactwa, z których nowe twarze szybko zostaną wyeliminowane.

Stany z prawyborami po 5. lutego - między innymi Texas, Ohio, Pensylwania, Indiana, Północna Karolina i Virginia - mogą poczuć że nominacje są już skończone, zanim same dostaną szansę głosowania. Jeśli nadarzy się możliwość, stany te spróbują wyprzedzić inne w wyborach w 2012 roku, kontynuując anarchię.

"Plan narodowy" kontra "Aktualna anarchia"

Coraz więcej obywateli zauważa, że aktualny system jest wadliwy. Jest lepsze wyjście - zezwolenie maksymalnej ilości stanów - małym, średnim i dużym, na równoprawny udział w procesie nominacji prezydenckich.

Plan narodowy miałby ustalić cztery dni prawyborów, każde co miesiąc. Stany podzielono by na cztery grupy, według populacji. 12 małych stanów, potem terytoria federalne i Waszyngton głosowałyby pierwsze, następnie kolejne 13 najmniejszych, 13 średnich i w końcu 12 największych. Cztery tury prawyborów miałyby się odbywać od marca do czerwca.

Plan narodowy ma dużo zalet w porównaniu z aktualną anarchią. Po pierwsze, zaczynając od małych stanów i przechodząc do większych, pozwalamy wszystkim stanom mieć wpływ i większej ilości ludzi oddawać użyteczne głosy. Duże stany głosowałyby jako ostatnie, ale jako że mają najwięcej delegatów, decyzje o nominacjach nie byłyby podjęte do ostatniej chwili.

Po drugie, projekt wypełnia rekomendację "Vanishing Voter Project" ("Znikający Wyborca") Harvard's Kennedy School of Government. Innymi słowy, proces nominacji powinien "stać się konkurencyjny, aby dać wyborcom lepszą możliwość zaangażowania w kampanię i być lepiej poinformowanymi o kandydatach". Pozwala to także na skrócenie przerwy pomiędzy prawyborami a konwencjami nominacyjnymi, co pozwala na utrzymanie wyższego poziomu zaangażowania.

Poza tym, plan narodowy chroni lokalną politykę w małych stanach na początku sezonu. Daje to mniej znanym albo niedofinansowanym kandydatom szansę na zwycięstwo. Kandydaci późno rozkwitający będą mieli szansę się zregenerować po wcześniejszych niepowodzeniach.

W roku 2000 Republikański Komitet Narodowy prawie zaakceptował podobny plan. Szkoda, że prawie, bo to uratowałoby Stany przed aktualnym bałaganem. Obie wielkie partie powinny wdrożyć plan narodowy przed wyborami 2012. Nominacja nowego prezydenta jest zbyt ważna, żeby pozostawić ją tak chaotycznej procedurze.

Autor jest dyrektorem Programu Reform Politycznych (Political Reform Program) w Fundacji Nowa Ameryka (New America Foundation) oraz autorem książki "10 kroków w kierunku naprawy amerykańskiej demokracji" ("10 Steps to Repair American Democracy")