kultura

Tahar Ben Jelloun

Artykuł opublikowany 3 lutego 2006
Artykuł opublikowany 3 lutego 2006
Tahar Ben Jelloun, 62. letni pisarz, najbardziej "francuski" z marokańskich pisarzy, w swojej nowej powieści opowiada o imigrantach napływających do Europy, "rozkapryszonych europejskich dzieciach" i swojej ojczyźnie.

"Partir"- tytuł powieści autorstwa Bena Jellouna mieszkającego od kilkudziesięciu lat pomiędzy Tangerem a Paryżem wyraża melancholię, nadzieję na lepsze gdzie indziej.

W styczniu tego roku, wówczas gdy opublikowano jego nową powieść spotkaliśmy się w snobistycznej kafejce "de Flore", w porze, gdy mistrzowie literatury zmęczeni i jeszcze senni, rozkoszują się pierwszą poranną kawą.

Pomieszczenie, pełne foteli z czerwonymi skórzanymi obiciami i otoczone lustrami Art Deco wypełnia brązowo-złocisty blask i poranna gadanina francusko-niemieckiej elity towarzyskiej. Wręcz odurzona silnym aromatem firmowej kawy za 4,40 euro kieruję głowę w stronę wejścia. Tahar właśnie przekracza próg. Jest to potężnej postury mężczyzna, w zielonym filcowym kapeluszu. Bez wahania zmierza w kierunku mojego stolika i śmiało zajmuje miejsce. Przenikliwe spojrzenie, pewny uścisk dłoni i życzliwy uśmiech, nieco przykryty krótką siwą brodą – to co odróżnia mojego gościa.

"Jesteśmy wystawieni na pokaz, tak samo jak ci, którzy to robią z własnej woli"- daje mi do zrozumienia mój towarzysz. "Przychodziłem tutaj często wówczas, gdy po raz pierwszy przyjechałem do Paryża. A teraz niemalże wcale. To miejsce zmieniło się w scenę promowania show biznesu".

Francusko-orientalny

Urodził się w 1944 r., studiował romanistykę, został profesorem filozofii w Tetouan, opuścił Marok, by w 1971 r. osiąść w stolicy Francji i zrobić doktorat z psychologii. "W liceum uczono nas ogólnej filozofii życiowej, a nie arabizacji filozofii czy idei islamizmu. Dlatego też wyjechałem. Z tego też powodu nie czuję się pisarzem na uchodźctwie. Gdybym tylko znalazł się w trudnej sytuacji, nigdy nie poczułbym, że nie mogę powrócić do ojczyzny, czy że drzwi do mojego ojczystego kraju są dla mnie zamknięte".

Mieszkając w Paryżu, w roku 1968 zaczął, w ramach relaksu, systematycznie pisać dla działu "Książki" w dzienniku Le Monde i opublikował swoją pierwszą powieść "Harrouda" w 1973. "Nie jestem arabskim autorem, skoro piszę w języku francuskim. Możliwość swobodnego wyrażania się w języku obcym sprawia mi przyjemność, choć moja wyobraźnia nosi na sobie piętno cywilizacji wschodniej".

Spojrzenie mojego rozmówcy trudno jest uchwycić, w jego wypowiedzi zaś odnotowuję powściągliwość. Na skutek oskarżenia o udział w zamachu w Casablance w 1965, Ben Jellouen, wówczas student, został zesłany na dwuletnią służbę do dyscyplinarnego obozu armii marokańskiej. Od tego czasu, autor "Świętej nocy" ("La Nuit sacree"), zwycięzca nagrody Goncourt w 1987 r., pozostawał w ambiwalentnej relacji ze swoim krajem ojczystym. "Powiedzmy, że darzę Marok bardziej czujnym uczuciem. Staram się być samokrytyczny, co jest charakterystyczne dla każdego pisarza. Jednak nie można zaprzeczyć temu, że sytuacja w kraju jest dużo lepsza niż dziesięć lat temu. Dziennikarze świetnie potrafią krytykować i mówić, że dotychczasowe postępy są niewystarczające. Jednak to Mohammed VI doprowadził do wyraźnego przerwania działań swojego ojca Hassana II. Na taki czyn żaden z mężów stanu by się nie zdecydował: pozwolić swojemu narodowi doznawać przez lata represji i krzywd, a potem zerwać kategorycznie z przeszłością. Takie działanie ocenia się pozytywnie, jednak nie kryje się faktu, że młodzi Marokańczycy nadal pożądliwie uciekają w poszukiwaniu lepszego życia. W ostatnich 15. latach coraz więcej młodych ludzi, pomimo, że studiują, uważa, że znajdują się w beznadziejnym położeniu, więc obsesyjnie zmierzają do Europy. Wierzą, że to czego nie mogą dokonać w Maroku zrealizują zagranicą".

"Tak" dla Turcji i Maroka

W większej mierze nowa powieść Jellouna opowiada o nielegalnej imigracji, w konsekwencji której główny bohater powieści Azel- marokański wygnaniec przebywający w Barcelonie zostaje skazany na powolne schodzenie do piekieł. Podczas gdy, we wrześniu ubiegłego roku media doniosły o śmierci Afrykańczyków nielegalnie przedostających się przez kolczaste druty na terytorium hiszpańskich enklaw- Ceuty i Melilli, jednocześnie wzywając Brukselę do rozwiązania problemu imigracji, B. Jelloun załamywał ręce nad rzeczywistą polityką Wspólnot Europejskich w tej kwestii, której nie można było inaczej określić jak w kategoriach wykluczenia i prześladowania. Według niego, niektóre państwa członkowskie UE radzą sobie lepiej niż reszta z problemem imigracji. "Na przykład Szwecję cechuje raczej dobre podejście do tej sprawy, co jednak wynika z faktu, że kraj ten nigdy nie miał powiązań historycznych z krajami Afryki". Jelloun, który regularnie współpracuje z La Republicca i La Vanguardia uważa, że Europa stwarza sprzyjające okoliczności. "Jednak jej mieszkańcy nie zdają sobie sprawy z faktu, że mają to szczęście i żyją w krajach, w których panuje pokój, bezpieczeństwo i dostatek. Można ich nazwać rozpieszczonymi dziećmi, które winny dziękować swoim przodkom. Bo to oni doznawali wielu krzywd, aby im przywrócić odebraną tożsamość opartą na wolności, demokracji i szacunku do drugiej osoby". Jednakże, Jelloun gwałtownie oznajmia, że nie da się obejść wszystkich przeszkód, niektóre są nawet pożądane. "Bo życie bez przeszkód to śmierć"- szybko dorzuca mój rozmówca.

Mając na uwadze kwestię rozszerzenia UE, twierdzi, że "skoro państwa Europy wschodniej należą do Europy, to tym samym należy zaakceptować Turcję i Marok. Marok tak naprawdę powinien dołączyć do UE z uwagi na liczne podobieństwa i wspólny język z kontynentem europejskim"- dorzuca mój gość. "Z drugiej strony, jeśli Algieria nie odzyskałaby niepodległości, obecnie byłaby państwem europejskim. Co więcej, skoro dwie enklawy hiszpańskie na terytorium Maroka- Ceuta i Melilla geograficznie są europejskie, to dlaczego Marok nie może należeć do Europy?" Wprawdzie Ben Jelloun do końca nie popiera idei integracji na wzór tej europejskiej, niemniej wyobraża sobie, że otwarcie Europy na państwa śródziemnomorskie mogłoby "rozwiązać problem nielegalnej imigracji, jak też w pewnym sensie osłabić rozprzestrzenianie się islamizmu i fanatyzmu".

Publikacja "Partir" we wrzesniu 2006 r. we Włoszech (Bompiani Milan), w Hiszpanii (Grupa 62), w Niemczech (Berlin Verlag), w Szwecji (Alphabeta).