kultura

Vetusta Morla: „widać zainteresowanie muzyką śpiewaną w języku hiszpańskim poza Hiszpanią”

Artykuł opublikowany 11 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 11 stycznia 2012
Przez jednych kochana, przez innych nienawidzona - grupa Vetusta Morla wyzwala pasję tam, gdzie się udaje. Wymyka się etykietom i powoli grupa, powstała w latach ’90 pomiędzy salami madryckiego instytutu, zdobywa uznanie coraz bardziej zróżnicowanej i heterogenicznej publiczności.

Ich płyta z 2008 roku „Un dia en el mundo” (Jeden dzień na świecie – przyp. tłum ) wywołała prawdziwy boom sprawiając, że stali się silną grupą na hiszpańskim rynku muzycznym. Ich piosenka pt. „Copnhague” została wytypowana na jedną z trzech najlepszych stworzonych w hiszpańskim stylu niezależnym ( tzw. Indie español) z przeciągu ostatnich 30 lat. Grupę tworzą Pucho (wokalista), GuillermoGalván (gitara), JorgeGonzález (bębny), David García„El Indio” (perkusja), Álvaro B. Baglietto (bas ) oraz  Juanma Latorre (gitara), którzy w chwili obecnej odbywają turnée po Meksyku, mającym na celu poszerzenie międzynarodowej grupy fanów zespołu.

cafebabel.com: Po turnée w Hiszpani, Argentynie, Meksyku... na kiedy planujecie trasę po Europie?

Mówiono nam o bardzo interesujących scenach w Niemczech i Francji, ale mamy jedną małą trudność, którą jest język.Juanma: W marcu jedziemy do Londynu i poza dwoma razami, kiedy byliśmy we Włoszech, będzie to nasza pierwsza trasa po Europie. I obyśmy mogli jeździć więcej. Mówiono nam o bardzo interesujących scenach w Niemczech i Francji, ale mamy jedną małą trudność, którą jest język. Śpiewamy po hiszpańsku i trudniej jest dotrzeć do publiczności, która nie zna naszego języka. Pomimo tego, wciąż nas do tego zachęcano, mówiono nam, że widać zainteresowanie słuchaniem muzyki tworzonej w języku hiszpańskim... Inną przeciwnością jest to, że tworzymy hiszpańską muzykę rokowa, nie inspirując się żadnymi elementami etnicznymi. Jeśli byłoby to flamenco, to być może moglibyśmy dotrzeć do szerszego grona odbiorców.

cafebabel.com: Czy myśleliście o tym aby śpiewać w innym języku?

Guille: Szczerze powiedziawszy, nie. Kiedy zaczynaliśmy, eksperymentowaliśmy z niektórymi piosenkami po angielsku. W przypadku innych - mieszaliśmy różne języki, ale zdaliśmy sobie sprawę, że tak jak potrzebujemy kontrolować swój instrument najlepiej jak potrafimy aby być dokładnymi w tym, co robimy, tak samo musimy panować nad tekstem. Jeśli chcemy wyrazić dobrze to, co mamy w głowach, możemy to zrobić tylko po hiszpańsku.

cafebabel.com: Macie własnego producenta. Jak to się stało?

Pucho: Trochę z konieczności. Na początku zrobiliśmy taką pre-makietę płyty, którą przedstawialiśmy wszystkim wytwórniom nagraniowym, ale nie było odpowiedzi. Zdecydowaliśmy się więc na plan B, jakim było nagranie płyty bez wsparcia wytwórni i sprawdzenie czy uda nam się je zdobyć później. Nie wyszło, więc przyszedł czas na plan C, którym był właśnie ten. Z płytą „Mapas” zdecydowaliśmy się kontynuować tym samym sposobem, ponieważ mieliśmy pewien pomysł jak pomóc wydaniu pierwszej płyty i zadziałał on bardzo dobrze.

cafebabel.com: Sukces nie przyszedł od ręki, ale w którym momencie powiedzieliście „to wymknęło namsięspod kontroli”?

Juanma: Przez eksplozję popularności z 2009 można było pomyśleć, że wyszliśmy na prostą, ale kosztowało nas to bardzo wiele pracy i wszystko działo się tak powoli i stopniowo, że był to czas na zasymilowanie wszystkiego. Prawdą jest, że były również takie momenty, kiedy śpiewaliśmy słowa Deluxa - „Czym jest to, co się dzieje?”

Guille: Był taki moment, o którym nie mamy zwyczaju rozmawiać, a który lekko nas zaszokował. To było wtedy, kiedy pierwszy raz graliśmy w La Riviera w Madrycie. Pamiętacie? To był koncert, na którym występowały różne grupy. a my byliśmy tylko jedną z nich. Wydawało się, że koncert się skończył, ale ludzie zaczęli wtórować „oeoeoe” i wtedy nas zatkało. Staliśmy jak słupy myśląc „o matko jedyna....”

Jorge: Dla mnie też był to moment znaczący, ponieważ na podstawie tego wydarzenia zdecydowałem się zamknąć swój bar. Zdałem sobie sprawę, że niemożliwe będzie łączyć obie rzeczy i że będę musiał się całkowicie oddać sprawie.

cafebabel.com: Czego słuchacie i kto zarządza radiem w waszej furgonecie?

Guille: Kontroluje go nasz pilot, który jest bliżej urządzenia i zazwyczaj jest to Juanma, chociaż czasem tyły wywierają na nim presję. Jednak normalnie czas w furgonecie jest czasem odpoczynku i staramy się aby nie było w nim żadnych dźwięków.

Juanma: A ja przygotowuję różne... przygotowuję je specjalnie dla furgonety i wkurzam się kiedy mi się je zabiera, chociaż nie otrzymałem jeszcze pogróżek, to plastikowe butelki lądowały na mnie nie raz.

cafebabel.com: Czujecie się bardziej komfortowo dając małe koncerty akustycznych czy dużez instrumentami elektrycznymi?

Jorge: Małe, akustyczne są tak rzadkie, że sprawiają, że czuję się bardziej zdenerwowany, ponieważ poza wyjątkowym charakterem mają pewien punkt niestabilności. Elektryczne z kolei mamy już we krwi, zaś małe koncerty tzw. „unplugged” dajemy rzadko. Które wolę? Nie potrafię wybrać.

cafebabel.com: Czy po tylu koncertach i trasach jest coś do czego jeszcze nie przywykliście?

Guille: Do takich momentów zaliczyłbym momenty poprzedzaje koncert. Są okropne!

Juanma: Tak,to oczekiwanie tuż przed koncertem. Denerwujemy się. W koncercie, który daliśmy w Tres Cantos, w rocznicę Amnesty International, wszyscy „trzęśliśmy się jak galarety”. To było bardzo wyjątkowe, ponieważ obecne były nasze rodziny, przyjaciele. I wtedy zrobiliśmy coś, czego nie zrobiliśmy nigdy przedtem - po raz pierwszy zagraliśmy piosenki z akustycznie. Wszystko było nowe. I myślę, że to był koncert, na którym najbardziej się denerwowałem podczas całej trasy.

Grupa Vetusta Morla odbyła trasę po Meksyku 18.11.2011. 

Fot.: główna © Marta Arias; okładka płyty Sonorama 2008, oficjalna strona grupy Vetusta Morla ma Facebooku; wodeo: vetustamorla/youtube.