kultura

Węgierska piosenkarka Erzsi Kiss: „Mój język opiera się na muzykalności”

Artykuł opublikowany 13 marca 2012
Artykuł opublikowany 13 marca 2012
„To nie bełkot. To hasło znaczy dużo więcej” - mówi o swoich tekstach Erzsi Kiss, liderka i piosenkarka węgierskiego zespołu Egy Kiss Erzsi Zene. Artystka opowiada nam o śpiewaniu w niby-języku.

cafebabel.com: Erzsi, twoje teksty powstają ze słów, które sama tworzysz. Skąd wziął się pomysł na taki „niby-język”?

Erzsi Kiss: Nie miałam konkretnej inspiracji – to coś, co pochodzi z mojego dzieciństwa. Gdy uczęszczałam do grupy teatralnej, często improwizowałam, naśladując języki afrykańskie i bębny. Wydawało mi się, że perkusja ożywia afrykańską mowę i szukałam wtedy takich onomatopeicznych wyrazów. Miałam więc dwa źródła inspiracji: idee zachodnie - elementy musicalu i piosenki - które tworzyłam od dziecka, a także elementy arabskie oraz słowiańskie rytmy, które kiedyś improwizowałam na scenie.

cafebabel.com: Co znaczą słowa w twoich tekstach? Wyjaśnisz nam skąd wziął się „kiss erzsi language” („język kiss erzsi”) i co znaczą niektóre słowa?

Erzsi Kiss: Trudno znaleźć jeden wyraz, zastępujący „gobbledygook”. Często tak się to nazywa i w pewnym stopniu jest to poprawne. W każdym razie, ja tego słowa nie lubię, bo ono sugeruje pewien rodzaj infantylizmu - czyli czegoś, „co nie jest bardzo serio”. Kiedy widzę, że ktoś próbuje imitować quasi-języki albo po prostu stara się używać sztucznej mowy, potrafię powiedzieć, że to bezsensowne.

Mój język natomiast opiera się w znacznym stopniu na muzykalności. Zazwyczaj komponuję melodie wraz ze słowami i ideami. Melodia rozbrzmiewa i słowa mają to odzwierciedlać. Język musi łączyć się z wyrazami muzycznymi. Ja chcę to uwydatnić. Na przykład, jeśli ton słowa brzmi jak „niby-chanson” - na stylizację francuską - tekst jest bardzo pomocny, gdy muzyka to bardziej takie „niby-gypsy” [z ang. „gypsy” - cygan(ka)], styl słowiański jest lepszy. Są różne możliwości ekspresji uczuć (np. delikatniej lub mocniej) aby nazwać odmienne odpowiedzi od słuchaczy.

cafebabel.com: Po czym poznamy znaczenie albo historię w tekstach?

Erzsi Kiss: Znaczenia mogą być postrzegane przez emocje. Istnieją wyrazy i sylaby rozumiane międzynarodowo, np. „mama”. Uważam, że większość Europy Środkowej może pojąć znaczenie piosenek, ale z całą pewnością inni ludzie zrozumieją je równie dobrze.

cafebabel.com: Zapisujesz teksty, czy wolisz nagrać je i odtworzyć?

Erzsi Kiss: Zazwyczaj nagrywam, bo chcę odtworzyć je tak dokładnie, jak zostały pierwotnie zaimprowizowane.

cafebabel.com: Jak znalazłaś pozostałe osoby z zespołu Egy Kiss Erzsi Zene?

Erzsi Kiss: Stworzyliśmy zespół w 1996 r. Już wtedy naprawdę czułam się gotowa do występów, więc zaczęłam szukać ludzi, z którymi mogłabym grać. Skontaktowałam się z Csaba Hajnóczy w 1995 r. i przez rok eksperymentowaliśmy. Wtedy przedstawił mi Gabi Kenderesi, a potem Árpád Vajdovich, który wciąż jest członkiem zespołu. Kapela odradzała się ponad rok.

cafebabel.com: Czy przy okazji zmiany ekipy zmieniłaś swój styl?

Erzsi Kiss: Oczywiście. Moja muzyka wypływa z moich własnych pomysłów, mam wrażenie dudnienia w głowie przez otaczającą mnie muzykę. Usłyszeć możesz wpływ Jánosa, Hunora G. Szabó and Zoli Farkas, kiedy słuchasz naszej płyty.

cafebabel.com: Poświęcasz się całkowicie muzyce, czy nadal jesteś zaangażowana w teatrze?

Erzsi Kiss: Na szczęście nie muszę tego rozdzielać. Przez pewien czas komponowałam muzykę dla spektakli lalkarskich. Moje najnowsze utwory miały swoją premierę pod koniec 2010 roku. Z belgijskim reżyserem Karelem Van Ransbeeck i z Ákosem Futó - lalkarzem z Veszprém, miasta w zachodnich Węgrzech, jestem zaangażowana w teatr lalek dla małych dzieci. Współpracujemy z belgijskim Teater de Spiegel i Kabóca Puppet Theatre w Veszprém. Na wrześniowym festiwalu Kolibri zdobyłam za moje przedstawienie nagrodę Michela Indali. Naprawdę cieszy mnie aktorstwo. Śpiewamy dla małych dzieci wraz z akompaniamentem ukulele i Ákosa. Bawimy się abstrakcyjnymi lalkami w kształcie kulki i kostki. Północne Węgry mają taką abstrakcję w tradycji. To nie jest prawdziwa historia; cała gra opiera się na małych skeczach. Przez 1,5 godziny te małe dzieci są zafascynowane i oglądają bez płaczu. Na koniec spektaklu wczuwają się w lalki. Dzieci dzisiejszego cyfrowego świata z otwartymi ustami odczuwają dotknięcie piłek, czy drewnianych kostek. To naprawdę wspaniałe.

Przeczytaj cały artykuł na blogu naszej ekipy z Budapesztu.

Fot.: © Egy Kiss Erzsi Zene/ Facebook