kultura

"Where is my vote?"

Artykuł opublikowany 12 lutego 2010
Artykuł opublikowany 12 lutego 2010
31 rocznicę islamskiej rewolucji świętowano na irańskich ulicach w czwartek, 11 lutego. Manifestacjom towarzyszyło duże napięcie społeczne zapoczątkowane przez pozorowane wybory prezydenckie z 2009 r. Od tego czasu Irańczycy wciąż bezskutecznie domagają się uznania swoich praw wyborczych.

Wyborcza farsa

Według oficjalnych wyników w czerwcu tego roku urzędujący prezydent Mahmud Ahmadineżad uzyskał nieco ponad 62,6-procentowe poparcie w wyborach prezydenckich. Jednak od momentu ogłoszenia ostatecznych wyników coraz liczniej pojawiają się dowody demaskujące łamanie prawa wyborczego. Brak obserwatorów międzynarodowych, wypchane „głosami” lub skradzione urny, ponad stuprocentowa frekwencja w niektórych wsiach... Można mnożyć przykłady, które uprawomocniają przypuszczenia o oszustwie wyborczym.

Według przecieków z kręgów rządowych pierwsze miejsce w wyścigu do urzędu prezydenckiego miał zająć reformator Mir Hosejn Musawi, uzyskując 45,20-procentowe poparcie. Tuż za nim uplasował się inny liberalny kandydat, Mehdi Karubi. Obecnie urzędujący prezydent uzyskał trzeci rezultat równy 13,6% głosów. Tuż po ogłoszeniu ostatecznych wyników miliony Irańczyków wyszło na ulicę. „Where is my vote?” - można było przeczytać po angielsku i po persku na niesionych przez demonstrantów transparentach. Manifestujący w kraju zostali wsparci przez irańską diasporę na całym świecie, która zadawała to samo pytanie: „Co się stało z naszymi głosami?” 

Uciszone media

Również na europejskim forum zawrzało od komeNtarzy. W połowie stycznia w Madrycie irańska laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2003 r., adwokatka Shirin Ebadi, dyskutowała o aktualnej sytuacji w jej kraju z hiszpańskimi kolegami po fachu. Według jej relacji praca dwóch mediów zagranicznych mających na miejscu swoje ekipy, „Voice of America” i BBC, została zakłócona wraz z początkiem ulicznych demonstracji. „Część dziennikarzy została wydalona, a ci, którzy pozostali na miejscu, nie mają prawa przekazywania informacji. Cenzura jest bardzo dotkliwa. Według organizacji Reporterzy Bez Granic Iran jest krajem, w którym więzi się najwięcej dziennikarzy na świecie”. Aresztowania miały miejsce również wśród demonstrantów, którzy „stanowili zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa” – informowała irańska działaczka, która jest również założycielką Centrum Obrońców Praw Człowieka, organizacji uznawanej w Iranie za nielegalną a oferującej bezpłatne usługi prawnicze więźniom politycznym. W tym specyficznym klimacie młodzi Irańczycy przemienili się w potencjalnych dziennikarzy. „Tylko dzięki nim i nowym technologiom informacja dociera za granicę” - dodała Shirin Ebadi.

Mobilizacja

Od Zachodu oczekujemy solidarności

Zielona fala uderzyła o brzegi Iranu, pozostawiając po sobie niezatarty ślad. Zieleń to kolor przegranego kandydata opozycji, Mira Hosejna Moussaviego, ale równieże Islamu i wolności. W walce o swoje prawa Irańczycy wykazują się wyjątkową inteligencją. Nie domagają się radykalnej zmiany reżimu, wymagają jedynie, aby ich głos został zauważony. Żądają unieważnienia wyborów, których nieprawdziwość demaskują nawet członkowie aktualnego aparatu polityczno-reliogijnego. Wielki Ajatollah Montazeri okrelił wynik wyborczy jako « fakt, którego żaden zdrowy umysł nie może zaakceptować ». Shirin Ebadi jest jednak przeciwna jakiejkolwiek interwencji z zewnątrz : „Od Zachodu oczekujemy solidarności. Wywierajcie nacisk na waszych przywódców, aby podjęto z Iranem rozmowy nie tylko na temat broni nuklearnej lecz także praw człowieka”.

Co z przyszłością ?

Od ośmiu miesięcy zaangażowanie Irańczyków w walkę o ich prawa nie słabnie, a wraz z nim przemoc i represja ze strony państwa. Antyrządowe protesty są zabronione, stąd opozycja próbuje urządzać wiece protestacyjne przy okazji oficjalnych uroczystości religijnych. Nikt nie jest w stanie przepowiedzieć, jaki skutek odniesie ten powyborczy bunt. „Nawet jeśli rewolta przetrwa, zmiany nie wejdą w życie z dnia na dzień. Irańska rewolucja w 1979 roku wzięła swoje początki z wydarzeń mających miejsce trzy lata wcześniej”- dodaje naukowiec Azadeh Kian-Thiébaut. Ignorując protesty obywateli, irański rząd może podpisywać na siebie wyrok. Według Shirin Ebad zmęczeni sytuacją Irańczycy już i tak niewiele mają do stracenia. Odebrano im dumę, historię i podstawowe prawa. Zeszłoroczna wyborcza parodia i przemoc wobec pacyfistycznych manifestacji finalizują proces przemiany Republiki Islamskiej w dyktaturę.

zdjęcia :  Steve Rhodes/flickr - Amnesty International/flickr