kultura

Widziane z historycznego muzeum Belgradu: Serbia, Europa i historyczne obsesje

Artykuł opublikowany 3 marca 2011
Artykuł opublikowany 3 marca 2011
W marzeniu o dumnej, niezależnej Serbii Unia Europejska nie jest jedynie kompromisem, lecz raczej jego afirmacją. Ekstremiści stojący za takimi wydarzeniami, jak nacjonalistyczne zamieszki podczas parady gejów w październiku, są jedynie serbskim odpowiednikiem marginalnych ruchów, które dochodzą do głosu w każdym kraju, kiedy niepewna przyszłość wymaga działań.
W innych krajach radykałowie, aby bronić swych racji, mogą powoływać się na imigrantów lub gospodarkę. W Serbii wykorzystują historię.

Wydaje się, że w państwie, które zdaniem wielu skupia się na swojej historii, nie powinno brakować udogodnień w centralnym biurze historycznego muzeum Serbii w Belgradzie (IMUS). „Pojedź windą na czwarte piętro; następnie najlepiej wysiądź i idź w górę na piąte” - odpowiada pracownik budynku na nasze pytanie, gdzie możemy znaleźć kuratora Nebojsa Damnjanovica. W tym momencie zimne, zardzewiałe, metalowe drzwi zostają zamknięte i winda, skrzypiąc, jedzie do góry.

Europejskie nadzieje

Jestem pewny, że mają więcej nowoczesnych wind w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, gdzie europejscy dyplomaci dumają nad przyszłymi relacjami Serbii z Unią Europejską, głosując za zatwierdzeniem umowy stabilizacyjnej i stowarzyszeniowej bałkańskiego państwa (SAP, cześć procesu stabilizacji i stowarzyszenia – red.). Zatwierdzenie tego dokumentu 19 stycznia umożliwia rozpoczęcie handlu pomiędzy Serbią i dwudziestoma siedmioma członkami Unii Europejskiej i daje tej pierwszej dostęp do przedakcesyjnych funduszy. Podczas gdy potencjalne członkostwo Serbii pozostaje kwestią dobrych kilku lat, stanowi to istotny krok w kierunku zaakceptowania nawet trudnych przyszłych reform i współpracy z Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla Byłej Jugosławii (ICTY), które są wciąż oczekiwane od tego bałkańskiego narodu.

„Bycie pierwszym narodem w Południowo-Wschodniej Europie, który uzyskał niezależność (od imperium osmańskiego) zajmuje centralne miejsce w naszej historii”.

Serbia nie zawsze była uznawana przez swoich zachodnich odpowiedników. W ciągu ostatniej dekady walczyła o zerwanie z łatką bycia najgorszym z najgorszych wśród bałkańskich państw. Przez niektórych z zewnątrz jest postrzegana jako przywiązana do fantazji o chwalebnej przeszłości i niechętna wobec zaakceptowania współczesnej europejskiej rzeczywistości i struktur władzy. W efekcie, Serbowie obserwowali jak ich sąsiedzi z północy, południa, wschodu i zachodu mijają ich na drodze do Europy. Opinie Nebojsa Damnjanovica na temat serbskiej historii potwierdzają wagę niezależności od obcych wpływów. „Idea własnego, niezależnego państwa była zawsze bardzo ważna” podkreśla. ”To dlatego nasza pozycja pierwszego państwa Europy Środkowo-Wschodniej, które uzyskało niepodległość (od imperium osmańskiego) jest centralna w naszej historii”.

Europejska tożsamość

Jednak Nebojsa Damnjanovic mówi wyraźnie, że Serbia jest częścią europejskiej historii i kraj należy do Europy. „Podczas rebelii w dziewiętnastym wieku postrzegaliśmy siebie jako naród europejski, a powstania jako związane z Europą”. Okazuje szczerą dumę, gdy mówi o wyrwaniu się Serbii ze wschodniego, otomańskiego więzienia. Współcześnie, podobnie jak wówczas, Serbia pragnie „powrotu” do Europy. Unia Europejska jest pewna, że może zmarginalizować i przemilczeć skrajne tendencje, jak to już wielokrotnie miało miejsce na podzielonym kontynencie. Krwawe dzieje Europy będą pokonane dzięki postępowi i wzajemnej, demokratycznej współpracy. Kiedy mały, doświadczający trudności naród potrzebuje pomocy, inne w sposób naturalny i z radością podzielą się swymi nadwyżkami. Dobrobyt rozprzestrzeni się do najdalszych zakątków Europy – od Grecji, przez Irlandię do Portugalii. Wszystko to dzięki idei że proces integracji z Unią Europejską zatuszuje niewygodne, sporne tematy, takie jak Kosowo. Może minąć trochę czasu, zanim większość zaakceptuje jego stratę, ale z pewnością postęp w kierunku europejskiego dobrobytu, symbolizowany przez inspirujące takie dokumenty, jak umowa stabilizacyjna i stowarzyszeniowa, spowodują, że Kosowa stanie się mniej ważne.

„Serbia potrzebuje uczynić swoją gospodarkę stabilną, obniżyć wskaźnik bezrobocia i eksportować więcej”, mówi Valentina, studentka uniwersytetu z południowej Serbii. Prawdopodobnie ta lista brzmiałaby podobnie, gdyby pochodziła od młodego studenta z jakiegokolwiek państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Valentina nie wspomina o Kosowie, jako najważniejszej kwestii stojącej przed Serbią. Mimo to słowa na „K” pojawia się cały czas w dyskusjach na temat serbskiej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, czy to się Serbii podoba czy nie. „Brzemię mitu Kosowa dotykało i nadal dotyka wszystkich pokoleń”, w taki sposób Sladana Bojkovic, kurator w muzeum, wyjaśnia kwestię, która nieuchronnie pojawia się przy temacie relacji z Unią Europejską.

Słowo na „K”

Pod koniec stycznia, sprawozdawca Parlamentu Europejskiego w sprawie Kosowa, Ulrike Lunacek publicznie powiedziała, że Serbia musi uznać niepodległość swojej byłej prowincji, zanim będzie poważnie myślała o wstąpieniu do Unii Europejskiej. To sporne, małe terytorium, które jest jednym z najbiedniejszych i najbardziej zacofanych w Europie, przez długi czas trzymało postęp materialny Serbii niczym zakładnika. Najpierw był 1389 – data i koncepcja trwale osadzona we wszystkich pokoleniach Serbów i przekazywana przyszłym. Jest to zbiorowa pamięć o bitwie, która wyznaczyła fizyczny upadek średniowiecznego królestwa serbskiego na rzecz jego duchowego panowania.

Książę Stefan Lazar wybrał Kosovo Polje (Kosowe Pole), miejsce usytuowane blisko współczesnej Prisztiny, aby wałczyć z obcymi imperialistami – Osmanami – i doznał porażki jako bohater, który obiecał kontynuację boskiej Serbii [z militarnego punktu widzenia wynik bitwy nie został rozstrzygnięty]. Nigdy do końca nie został rozwiązany dylemat czasami sprzecznych celów materialnego postępu i historycznego idealizmu. Dzisiaj Serbia bez wątpienia mogłaby uczynić gładszą swoją drogę do stabilnej, nowoczesnej przyszłości poprzez zaakceptowanie międzynarodowej opinii w sprawie Kosowa, jakakolwiek by ona nie była. Lecz brzemię mitu Kosowa przetrwało wieki obcego panowania, odrodzenie Serbii, a następnie komunizm. Kosowo ponownie odegrało rolę gospodarza terytorialnych zmian. To tutaj doszło do pierwszych odłamów w braterskim układzie Tity i w latach osiemdziesiątych narodziła się wspólnota prowadząc do upadku snu o Jugosławii. To tutaj porywcza polityka Miloševicia i agresywny serbski nacjonalizm połączyły się i wywołały gniew świata. Po tym jak spadł deszcz bomb i wymieniono się aktami okrucieństwa, Serbia doznała porażki i historia stała się teraźniejszością.

Adam Stefanović (1870)

„Serbska historia stale się powtarza. Serbowie cierpieli z rąk tych samych wrogów i dzięki Kościołowi (prawosławnemu) naród przetrwał”, tłumaczą. Dzisiaj sprawa Kosowa komplikuje wzajemne pragnienie: Unii Europejskiej, aby zaakceptować Serbię, i Serbii, aby zaakceptować Unię Europejską. Patrząc z serbskiego punktu widzenia, historia sama się powtarza. Tak samo jak wielu Serbów Damnjanovic i Bojkovic wierzą, że niezależna Serbia i Unia Europejska nie są tylko kompatybilne, ale reprezentują przyszłość. Jednakże to europejskie marzenie Serbii nie zastępuje jej własnej spuścizny historycznej. Brzemię powtarzającej się historii nie zniknie wraz z podpisaniem dokumentów przygotowanych w Brukseli. „Gdy nie jesteśmy dobrzy dla siebie, nie możemy być dla kogokolwiek innego”, mówi Valentina.

Po ciepłej, przyjacielskiej dyskusji o serbskiej historii przechodzimy do szklaneczki domowej rakiji, serwowanej dumnie przez Bojkovica. Setki kilometrów dalej, w nowoczesnych biurach Brukseli, dyplomaci racjonalnie dyskutują na temat serbskiej umowy stabilizacyjnej i stowarzyszeniowej. Zatwierdzenie będzie oznaczało pozytywny postęp dla Unii Europejskiej i Serbii, ale w Serbii przeszłość, tak jak rakija, jest mocna i ciepła. W przeciwieństwie do umów i procesów unijnych, przynajmniej tak mi się wydaje, gdy tak siedzę tutaj, w centrum Belgradu. Czy to wystarczy żeby Serbia porzuciła powtarzającą się historię, tak jak radziła Ulrike Lunacek? Czy Unia Europejska jest wystarczająco silna, aby rozstrzygać dylemat pomiędzy postępem terytorialnym a historyczną spuścizną? Moi gospodarze, tak jak ja, nie wydaję się tym zaniepokojeni. Dobrze nam tu, gdzie jesteśmy.

Fot. (cc) rudlavibizon/ Flickr