kultura

WIZJE PRZYSZŁOŚCI W ZAGRZEBIU: Z GWIEZDNEGO ORNAMENTU PROSTO W BREJĘ RZECZYWISTOŚCI

Artykuł opublikowany 9 października 2013
Artykuł opublikowany 9 października 2013

Przyszłość była wczoraj. Z nadzieją spoglądają w nią dzisiaj wyłącznie idealiści, marzyciele i szaleńcy. Czy są oni zatem ostatnią deską ratunku dla ludzkości? W celu rozwiązania tej frapującej zagadki spotkałem się z kilkoma autorami science fiction w stolicy Chorwacji, Zagrzebiu 

Był rok 1971, gdy przed Teatrem Narodowym wylądowało słońce. Trzydzieści lat później dołączyły do niego Merkury, Wenus, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton. Wśród nich także nasza Ziemia, karzełek wielkości paznokcia, gdy porównamy ją z dwumetrową gwiazdą z metalu.

Dla Mihaeli Mariji Perković instalacja artystów Ivana Kožarića  i Davora Preisa stanowi symbol uosabiający lepsze jutro dla całej ludzkości oraz metaforę wyboistej i kamienistej drogi, która ma ich tam zaprowadzić. W oddalonej pięć minut drogi od Saturna kawiarni na ulicy Maksimirska Cesta robimy sobie przerwę na kawę. Przyszłość bez kofeiny? Nie, dziękuję!

Z GWIAZD PROSTO W BREJĘ

Gdy pytam Mihaelę o jej własne wyobrażenie na temat perfekcyjnego świata, długo zastanawia się nad odpowiedzią. Prawdziwe utopie mają w chorwackim science fiction dość nieuporządkowany charakter - społeczeństwo doskonałe oferuje ograniczone pole do popisu w obszarze dramatu. Poza tym konflikt bałkański dołożył swoje pięć groszy, stwarzając atmosferę mroku w opowieściach o przyszłości.

Mihaela podaje mi książkę w czarnej okładce. Kontakt” jest zbiorem krótkich opowiadań chorwackich autorów science fiction, przetłumaczonych na angielski. Chorwackie science fiction jest mroczne. ,,Odwróciła swój zdziwiony wzrok od gwiazd i spojrzała w dół na błoto" – czytam w przedmowie, napisanej przez niejakiego Darko Macana, który przedstawi mi się później w mailu jako zdołowany pesymista-mizantrop. Przełykam kawę. Czy Chorwacja jest rzeczywiście odpowiednim miejscem do rozmów o lepszej przyszłości? ,,Nasz sposób nauczania musi się diametralnie zmienić" – wyrywa się nagle Mihaeli. Jej przyjaciółka i koleżanka po fachu, Irena Rašeta, twierdząco kiwa głową. W ich opinii przymus i uczenie się na pamięć nie mają przyszłości – nie w Chorwacji, nigdzie na świecie. Lata spędzone w szkole nie zdołały obudzić w Mihaeli ciekawości i sprawić, by zainteresowała się kosmosem. Fascynacja ta ożyła w niej później i to ze zdwojoną siłą. 

WIELOPOKOLENIOWA RODZINA O NAZWIsku LUDZKOŚĆ

Pomimo tej fascynacji, postęp technologiczny odgrywa w wizjach Mihaeli wyłącznie podrzędną rolę. ,,Moje historie przekształcają się często, w miarę pisania, w feministyczne opowiadania" – wyjaśnia autorka, która także jest matką. Głównym przesłaniem opowiadań Michaeli jest to, że ludziom powinno dać się możliwość stania się lepszymi, bezinteresownymi i wrażliwymi na los innych, co ma także czysto pragmatyczne powody. ,,W społeczeństwie, w którym liczba singli rośnie w siłę jesteśmy, osiągając podeszły wiek, niechybnie skazani na pomoc ze strony innych" –mówi pisarka. Ludzkość musi zrozumieć, że wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną, do której każdy coś wnosi: od opieki nad dziećmi, przez pomoc starszym, aż po dalsze przekazywanie wiedzy.

Klasyczny model rodziny z kobietą jako matką i mężczyzną jako ojcem jest dla Mihaeli tylko jedną z wielu opcji. ,,Życzyłabym sobie takiego świata, w którym wszystkie rodzaje związków są możliwe i uważane za coś oczywistego. Gej, lesbijka, dwoje, pięcioro czy siedmioro dzieci – każda wspólnota powinna mieć prawo do adopcji i wychowywania dzieci. ,,Tu, w Chorwacji, jest wiele porzuconych dzieci, przy czym proces adopcyjny może trwać często nawet do 10 lat zanim uda się takie dziecko adoptować" – pomstuje Mihaela. ,,Podsumowując, moja utopia jest mieszaniną hippisowskiego świata lat 70., osadzoną w miejskim, futurystycznym otoczeniu, z szacunkiem dla technologii i jej możliwości oraz dostępem do bezpłatnej nauki dla każdego" – tłumaczy.

Irena uważa, że taka przyszłość jest możliwa tylko wtedy, gdy jej w pewien, nie do końca legalny sposób, sami pomożemy. ,,Wynajdę taki narkotyk, który sprawi, że ludzie będą bardziej troszczyć się o siebie nawzajem. Dodam go do wody gruntowej, aby wszyscy mieli z nim kontakt" – śmieje się 34-latka. ,,Zapomnieliśmy, jak samodzielnie myśleć. Dzieci muszą się również nauczyć kwestionować autorytety!" – podkreśla.

POWIEW APOKALIPSY 

Specjalistą w kwestionowaniu autorytetów jest Aleksandar Žiljaks.  Ten 50-letni współwydawca antologii „Ubiq” pisał już o przyszłości na długo przed naszymi narodzinami (przyp.tłum. autor urodzony w latach 80. XX wieku). Niektóre z jego opowieści zostały nawet przetłumaczone i ukazały się w niemiecko-, polsko- i angielskojęzycznych czasopismach.  Także „Ultramarine”,  ulubione opowiadanie Aleksandra. Z tym dinozaurem  chorwackiego science fiction spotykam się w barze w ogródku Muzeum Archeologicznego. Właśnie tam. Piwo jest zimne, a muzyka przyjemna. 

Wszystko staje się jasne bardzo szybko:  Aleksandra wyróżnia swojego rodzaju skłonność do fatalizmu oraz wisielczy humor. Zaczyna wykładać mi swoją wersję utopii, z której wyłania się obraz całkowitego upadku, w jego mniemaniu absolutnie prawdopodobny. Jego wizje nie odbiegają jednakże aż tak bardzo od wizji Mihaeli i Ireny. Miasto według Aleksandra powinno być przede wszystkim zielone – stanowić jeden wielki zielony park, w którym nie ma miejsca dla prywatnych samochodów. Samochody powinna zastępować gęsta sieć środków komunikacji publicznej, które umożliwiałyby ludziom bezproblemowe poruszanie się między punktem A, a punktem B

„Miliardy ludzi nie są w stanie przeżyć na Ziemi, na której niektóre narody uprawiają gospodarkę rolną rodem z XVII wieku" – zapewnia Aleksandar. Miejscowe wspólnie zarządzane elektrociepłownie i elektrownie wodne mają za zadanie zaopatrywać mieszkańców Ziemi w wodę oraz prąd. ,,Prywatyzacja tych branż w gospodarce to czysty idiotyzm i zwykłe niebezpieczeństwo!" – ostrzega mój rozmówca, krytykując kapitalizm i tym samym uderzając w obecną politykę rządu w swoim kraju. ,,Przez dwadzieścia lat prywatyzowaliśmy w Chorwacji wszystko, co się dało i  co z tego wynikło? Większość fabryk jest zamknięta, a ich pracownicy zwolnieni" – wytyka. Potok słów Aleksandra ciężko przerwać. ,,Mamy armię bezrobotnych, ale nie z powodu strat wojennych, lecz przez nieumiejętne kierowanie naszą gospodarką!'' – oburza się.     

W przyszłości kombinacja własności prywatnej oraz dóbr publicznych ma zapewniać równowagę. Pewne obiekty użyteczności publicznej mogą być wspólnie użytkowane, a artykuły codziennego użytku  –dzięki zaawansowanej technologicznie drukarce 3D – produkowane w domu. Pewnego rodzaju socjalizm 2.0.

EDUKACJA DLA KAŻDEGO DZIECKA

No tak, ale co zrobić z milionami bezrobotnych? Musiałem wziąć głęboki oddech, gdy Aleksander zawyrokował, że tylko 20 procent ludzkości jest w stanie zdobyć lepszą pracę, a wielu z nich nie może rozwijać swojego potencjału, ponieważ dorastali w biednych warunkach.  ,,Dla obecnego pokolenia jest już za późno, musimy teraz inwestować w dzieci" – tłumaczy. Przy pomocy globalnej sieci edukacyjnej jest możliwe zapewnienie wszystkim dzieciom, czy to urodzonym w Afryce, Stanach Zjednoczonych, Azji, czy Europie, równych szans w dostępie do edukacji. Aleksandar jest przekonany, że sposoby na osiągnięcie utopii znajdują się w nieodległej przyszłości.  Z technicznego punktu widzenia. Jedynego problemu upatruje Aleksander w sposobie prowadzenia polityki i w postawach szefów państw.

,,W interesie osób odpowiedzialnych za obecny system nie leży sprawiedliwe rozdzielanie zasoby Ziemi" – podkreśla mój rozmówca. Czy w takim razie powinno się przeprowadzić restart systemu? Czy powinniśmy czekać na upadek, aby móc zbudować nowy, lepszy świat z popiołów naszej cywilizacji?  W odpowiedzi na moje pytanie otrzymuję spojrzeniem pełne wrogości. ,,Te popioły będą radioaktywne.  Następna wojna światowa i jej konsekwencje dosłowne cofną nas co najmniej do czasów średniowiecza!" – peroruje Aleksander. Tęsknota za wojną, która miałaby przynieść lepszą przyszłość jest niczym innym jak  kompletną bzdurą. "Kto z tych ludzi wie, jak to jest, gdy się do niego strzela albo gdy trzeba maszerować 50 kilometrów w pełnym uzbrojeniu? A co dopiero, jak się doi krowę? Z całkowitego chaosu nigdy nie powstaje nic dobrego!'' – dodaje po chwili.

Ten artykuł jest częścią serii reportaży EUtopia on the ground,  które każdego miesiąca stara się stawiać pytanie na temat przyszłości Europy. Projekt cafébabel jest współfinansowany ze środków Komisji Europejskiej w ramach współpracy z francuskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Fundacją Hippocrène oraz Fundacją Charlesa Léopolda Mayera.