kultura

Wywiad z Lwem Tołstojem tuż przed jego setną śmiercią

Artykuł opublikowany 26 listopada 2010
Artykuł opublikowany 26 listopada 2010
20 listopada 2010 r. Lew Tołstoj umarł po raz setny w swoim życiu. Powtórka rytuału śmierci to okrutny los, który spotyka wszystkich nieśmiertelnych. A on jest jednym z nich. „Wojna i pokój” czy „Anna Karenina” to o tyle niezapomniane co obowiązujące arcydzieła. Nam z cafebabel.com udało się z nim spotkać, zanim po raz setny wsiadł do swojego ostatniego pociągu.

Miejsce spotkania to stacja w Tula, 165 km na południe od Moskwy. Już świta, a ja go oczekuję od pewnego czasu. Tutaj jesienią jest bezwzględnie i przenikliwie zimno. Przez chwilę myślę, że to był szalony pomysł i mam ochotę uciec. Wtedy słyszę głęboki głos, złamany zadyszką, „Uciekajmy! Musimy uciekać”. To on. Odziany w płaszcz z grubej wełny, twarz naznaczona zmarszczkami, które toną w długiej, białej brodzie. Człowiek zmęczony, słaby i wycieńczony. Ale z oczami pełnymi nadziei. Myślał, że pociąg w kierunku Krymu już przyjechał, ale na moje szczęście jeszcze nie. „Skąd ten pośpiech?” - pytam go zawstydzony. „To przez moją żonę Zofię..., ale co ty możesz wiedzieć, jesteś jeszcze młody i nieżonaty” - odpowiada. „Myślą tylko o pieniądzach - kontynuuje – wszyscy mają na ich punkcie obsesję, ona i moje dzieci… wszyscy! Nie mam wątpliwości, że byliby gotowi zabić mnie za mój testament... Uciekajmy! Musimy uciekać”. 

Lew, kobiety, społeczeństwo

Relacja między małżonkami pogorszyła się po tym, jak pisarz zaczął realizować ideał życia w ascetyzmieNatychmiast pomyślałem, że nie ma dobrych relacji z płcią piękną. „Wiesz, kto jest bohaterem «Sonaty Kreutzerowskiej»?” - pyta mnie zdyszany. „Tak – odpowiadam – Vasja Pozdnysev, człowiek, który w przypływie zazdrości brutalnie morduje swoją żonę”. On na to: „Chcesz wiedzieć więcej? To ja jestem Vasja. Jestem mordercą mojej żony”. „Co takiego?”. „Cóż, powiedzmy, że chciałem nim być. Nie wiem, ile razy chciałem to zrobić... mówiłem ci już, kobiety obchodzą tylko pieniądze”. Byłem zdezorientowany. Pomyślałem, o trzynaściorgu dzieci, które miał ze swoją żoną. Zapytałem: „Czy pisząc «Annę Kareninę» miał Pan również na myśli swoją żonę?”. „Tak, ale w tej powieści nie ona jest problemem, ale wszyscy inni, tam realny morderca to społeczeństwo pełne hipokryzji i materializmu... to oni ją zabili! Jak widzisz młody człowieku, nie przepuszczę nikomu”. Wszechświat Lwa jest cyniczny i oportunistyczny... tak bardzo przypomina mi ten dzisiejszy. Podobnie jak ten, który otacza biednego Ivana Ilica, młodego bohatera jednego z jego opowiadań. Umarł po łatwym ciosie i niedoceniony w swoim kalectwie, wydaje się, że umiera po raz drugi, dzięki krewnym-hienom, którzy, wydaje się, czekają tylko na jego śmierć. „Co za ponury obraz!”, podsumowuję.

Wojna i pokój

„Ale on, Ivan Ilic, ostatecznie ujrzał światło, umierał ze słowami na ustach «co za radość!»” - mówi jakby czytał w moich myślach. „Ze mną też będzie podobnie. I nie wyobrażasz sobie, co za ulga. Wiele razy widziałem piekło na własne oczy. Kiedy miałem dwadzieścia lat myślałem tylko o zabawie i grze... Uratowały mnie dwie osoby: Turgenev, który, dając mi pieniądze, uratował mnie od hazardu, i Rousseau, naprawiając swoją twórczością moją duszę, kierując ją na właściwą drogę”. A potem wojna: „To było na polu walki w Sewastopolu, balansując między życiem a śmiercią, chciałem pozbyć się moich nałogów. Zaczęłam marzyć o dobrym społeczeństwie i życiu zgodnie z naturą”. I zostałeś wegetarianinem. „Nie mogłem znieść więcej cierpienia, nawet zwierząt. Stałem się wegetarianinem i zostawiłem wszystko. Nie interesował mnie już luksus, przedmioty wokół mnie”. „W skrócie, ekolog ante-litteram [dosł. przed literą (o czymś wyprzedzającym czasy), przyp.tł.]" - tak w skrócie pozwolę sobie go zdefiniować. „Nie wiem, co masz na myśli. Jedno jest pewne: moja żona nie lubi ekologów... potem rzeczy potoczyły się szybko. Widocznie za bardzo lubiła mięso”. Podobnie jak bohaterzy jego powieści, zawsze gotowi zanurzyć kły w soczystym obżarstwie.

„ A Pan wręcz przeciwnie, przeszedł z dziczyzny do konsekrowanych hostii” - mówię. „Spójrz na to, jak chcesz. Faktem jest, że Kościół nie docenił moich pomysłów. Zostałem ekskomunikowany i grożono mi zamknięciem w klasztorze... ale na szczęście byłem już dość sławny... czasami to się przydaje”. Pytam go, co było tak rewolucyjnego w jego myśleniu. „Nie wiem - odpowiedział - może tylko fakt, że to były moje myśli. Łączyłem Pismo Święte chrześcijanin z buddyjskimi i taoistycznymi tekstami filozoficznymi..., co oczywiście nie podobało się oficjalnej religii...”

Jego kariera była złożona: pisarz, dramaturg, filozof, pedagog, wychowawca, komentator, teolog, redaktor i działacz społeczny

Nie ma już czasu. Przyjechał pociąg. „Przepraszam..., ale w końcu jadę zająć się moim życiem, z dala od wszystkiego i wszystkich” - powiedział. Lew wsiada bez bagażu do wagonu trzeciej klasy. Z nim jest tylko zaufany lekarz i przyjaciel Makovitskij. Wkrótce będzie go potrzebował. Wiedziałem, że jego podróż zakończy się przedwcześnie na stacji w Astapovo, a tłum ludzi otoczy jego wyczerpane ciało. On też o tym wiedział. „Bon voyage, mistrzu” - mówię, gdy pociąg po raz kolejny kieruje się w stronę jego śmierci, albo w kierunku „jego” prawdziwego życia.

Fot. (cc)wikicommons