kultura

Yannick Haenel: "Berlin jest betonowym pępkiem Europy"

Artykuł opublikowany 22 lutego 2008
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 22 lutego 2008
Po piętnastu latach pracy w edukacji, profesor języka francuskiego zdecydował całkowicie poświęcić się literaturze. W swojej ostatniej książce, zatytułowanej "Cercle" ("Krąg"), Yannick Haenel zabiera czytelników w podróż w stylu europejskiego filmu drogi, z Paryża do Berlina. Jest to podróż w głąb siebie na miarę XXI wieku.

(Fot.: C. H-lie/ Gallimard)

Odkryłam istnienie Yannicka Haenela po wydaniu jego ostatniej książki, nominowanej do Nagrody Goncourtów. Krótko potem powieść ta stała się obiektem niecichnących plotek jako "wielki tytuł" wydawnictwa Gallimard i "książka podstawowa, światowa, genialna" Taka liczba przymiotników zaintrygowała mnie, jednak podeszłam do niej nieufnie. Odłożyłam lekturę i dopiero gdy szaleństwo medialne minęło, wypożyczyłam ją z biblioteki.

A tu niespodzianka: zachwyt, mnóstwo pytań, zaskoczenie, wstrząs i zadowolenie z tego stanu. Wszystko to przez prozę jedyną w swoim rodzaju, jednocześnie poetycką, erotyczną i poważną, której towarzyszy wypowiedź wcale nie głupia czy pretensjonalna. Czy można streścić tę książkę w kilku słowach? Pewien mężczyzna nie wsiada do paryskiego pociągu RER o 8:07 rano, którym codziennie jeździ do pracy. Poprzez ten oryginalny i fundamentalny akt odmowy, wkracza on w inny wymiar, gdzie literatura, taniec oraz erotyzm są kluczami do zrozumienia świata. Ta dziewicza, a czasem też przerażająca odyseja z Paryża do Berlina jest podróżą Europejczyka poszukującego sensu. Strony przerzucam z szaleńczą prędkością. Gdzie i kiedy mogę spotkać autora?

Polemika o Berlinie

Przed publikacją "Cercle" ukazała się "Introduction à la mort francaise", w której Haenel piętnował skoncentrowanie na sobie francuskich elit intelektualnych i ich manię wielkości. W 1997 roku wraz z François Meyronnisem stworzył magazyn "Ligne de risque" oraz był autorem wywiadu z Philippem Sollersem.

Spotykamy się w Café Justine przy ulicy Oberkampf. Yannick Haenel, który już na mnie czeka, ma na sobie szarą koszulę, a jego włosy są w nieładzie. W wieku czterdziestu lat ciągle wygląda jak student: zaczytany, na jego stoliku leży notes Moleskine, pióro i do połowy wypita butelka wody mineralnej San Pellegrino - wszystko to na wyciągnięcie ręki.

"Cercle" zotało nagrodzone Prix Décembre, uważaną za przeciwieństwo Nagrody Goncourtów. Pytania zadawane przez dziennikarzy zazębiają się: "Początkowo uważałem wywiady za stratę czasu, niecierpliwiłem się bo chciałem wrócić do pisania mojej następnej powieści. Jestem raczej samotnikiem" - opowiada. Czyżby to była pozostałość z czasów liceum, spędzonych w szkole wojskowej Prytanée National de la Flèche? "To był ciężki okres, byłem samotny". Jednak z czasem, gdy nabrał pewności, zadziwił sam siebie: "Podczas niektórych spotkań godzinami rozmawiałem z publicznością".

Niemiecka "fajność"

"Cercle" nie pozostawia obojętnym i prowokuje wiele dyskusji. Bohater przyjeżdżający do Berlina Wschodniego jest chory, gorączka sprawia, że ma halucynacje, w których pojawiają się duchy Zagłady, zdeformowane postaci w stylu Bacona, skatowane ciała, kaci historii oraz jego własne demony. "Według mnie rozdział dotyczący Berlina nie jest polemiką. Pobyt w tym mieście był konieczny dla ewolucji mojej powieści" - wyjaśnia pisarz. "Jest to niewątpliwie zejście do piekieł, jednak opisuję Berlin XX wieku, a nie ten dzisiejszy. Jest to miasto-symbol, które uosabia potworność ubiegłego wieku. Berlin jest w pewnym stopniu betonowym pępkiem Europy, centrum zjednoczonego Wschodu i Zachodu".

Aby napisać książkę, Yannick Haenel postanowił naprawdę się zagubić w Berlinie, bez mieszkania i pieniędzy. "Postawiło mnie to w podbramkowej sytuacji. Chciałem usłyszeć to miasto, żeby do mnie przyszło". Aby nie umrzeć z głodu, Haenel spędzał całe dnie i część nocy w kawiarniach, zwłaszcza w Zapacie (która w książce została przemianowana na Gastr!) oraz w newralgicznym miejscu, Kunsthaus Tacheles, gdzie odkrył tamtejszą bohemę. Stary sklep z czasów Belle Epoque, znajdujący się na granicy z dzielnicą żydowską, Kunsthaus Tacheles był najpierw squatem, jednak potem stał się centrum sztuki, uznawanym przez rząd za symbol zjednoczenia. Są tam i ćpuni, i artyści, i ojcowie rodzin, którzy chodzą tam po wyjściu z pracy. "Miasto wydało mi się bardzo spokojne, jednocześnie szaleńcze i ciche" - to idealny przykład niemieckiej "fajności".

Włochy, laboratorium wszelkich popędów

Berlin, miasto-koszmar czy uosobienie marzeń o anarchii? "Z jednej strony jest to stolica kultury, jednak jest to również stolica tego, co najgorsze, właśnie tam narrator uświadamia sobie, że Europa jest spadkobierczynią wspólnie popełnionych zbrodni" - odpowiada Yannick Haenel. Następnie narrator kontynuuje podróż z Warszawy do Pragi, prowadzony przez wizję tancerki trupy Piny Bausch. Czy pomoże mu ona znaleźć odpowiedzi na jego pytania?

Sam Yannick Haenel wyznaje, że ciągle czegoś poszukuje. Odyseusz XXI wieku, chce zbadać swoją epokę, odkryć jej sens pomimo wszystkich pozorów. Poszukuje nowych miejsc, myśli o Włoszech, gdzie, jak mówi, "ludzie są mniej rozpolitykowani niż we Francji". Przede wszystkim nie chce się zamknąć w stereotypie Francuza czy też podróżującego turysty. Nie, on chciałby zamieszkać we Florencji wystarczająco długo, aby "wylewała się ona z kadru". "Włochy to nie tylko muzea i delikatność, jest to laboratorium wszelkich popędów, w tym też tych najdzikszych. Więzi społeczne są trudne. Na południu znajdują się dziesiątki obozów, takich jak w Sangatte. Kapitalizm jest wszędzie i wszystko zradykalizował, zwłaszcza stosunki międzyludzkie". Yannick Haenel, rzadka kometa na literackim gwiazdozbiorze Francji, używa swojego wygnania jako ucieczki od dobrowolnego poddaństwa. Próbuje znaleźć piękno, zniszczenie, czystość i nieczystość wszędzie tam, gdzie się osiedla.