kultura

Zagrzeb: kulturalnie, alternatywnie (?)

Artykuł opublikowany 5 lipca 2012
Artykuł opublikowany 5 lipca 2012
Z czym kojarzy nam się Chorwacja? Z urokliwymi nadmorskimi widokami, a co za tym idzie zalewm ofert wakacyjnych typu „last minute”, ale bynajmniej nie z pulsującą sceną kultury - zwłaszcza niezależnej, przynajmniej z pozoru. Ja postanowiłam znaleźć argumenty, by takiemu stwierdzeniu zaprzyczyć. Czy mi się udało?
Przekonajcie się sami wybierając się z nami w podróż po squatach, kinach, klubach i innych inspirujących miejscach w Zagrzebiu.

„Gdy tu przyjechałem po raz pierwszy, nie było tu nawet Mediki. Nie istniało tak naprawdę żadne miejsce, gdzie możnaby wyjść na piwo, gdzie posłuchać muzyki, a które by przy okazji pachniało swego rodzaju alternatywą. Dla mnie, przyzwyczajonego do berlińskiej różnorodności nocnych eskapad kulturalnych, tutejsza sytuacja jawiła się jako dość deprymująca” - wyznaje Christian, mieszkający tu od lat niezależny artysta teatralny i uliczny. Na codzień zajmuje się organizacją niezależnych produkcji teatralnych (a gdy to nie starczy na chleb – żongluje na najruchliwszych skrzyżowaniach Zagrzebia, które właśnie mijam goszcząc na tylnim miejscu jego samochodu).

„Te, często są na o wiele wyższym poziomie niż te dotowane przez państwo. To wszystko wina krótkowzrocznej polityki obecnych władz. Żeby porządnie przetłumaczyć politykom jak powinien według nas, artystów, wyglądać mechanizm dotowania sztuki, trzeba by tak naprawdę stać się jednym z nich. Ryzyko niepowodzenia jest wielkie, bo kiedy wejdziesz we wrony, będziesz krakać tak jak one”. 

At(t)a(c)k na kulturę

„Zasadniczo mocną stroną Zagrzebia (w porównaniu do np. Belgradu) jest to, że nie tak dawno władze miasta odpowiedzialne za finansowanie zorientowały się, że najlepszym planem na tworzenie warunków dla narodzin godnej uwagi sceny kulturalnej, jest po prostu nie posiadanie żadnego planu” – komentuje Antonija z kulturpunkt.hr. Brzmi intrygująco, ale w połączeniu z niewystarczającą ilością środków finansowych na wsparcie kultury stajemy przed kulturalną, a jakże, kwadraturą koła. Najlepszym tego przykładem jest to, że do tej pory, każda organizacja, która chciała działać na rzecz kultury w oficjalny sposób, najpierw zmuszona była łamać prawo i „zesquatować” wybrany obiekt na swoją siedzibę. Tak było w przypadku ATTACKu (NGO-su działającego od 1997 roku, zrodzonej z połączenia kampanii antywojennej i ruchu anarchistycznego, zajmującego się nieformalną edukacją artystyczną) oraz Mediki – miejsca szczycącego się mianem pierwszego z historii miasta zalegalizowanego (w 2007 roku) squatu. Sanja Burlović (35 lat) tłumaczy, że scena kultury alternatywnej w Zagrzebiu jest o wiele lepsza niż w Belgradzie, gdyż charakteryzuje ją o wiele niższy poziom komercjalizmu. „Warto zauważyć, że to jednak nie zasługa miasta, lecz nas samych. (…) Na początku historii Mediki (wcześniejszym przeznaczeniem budynków Mediki była fabryka farmaceutyków), tak naprawdę żyłam w getcie – tu spałam, tu pracowałam, tu broniłam się przed ewikcją.

"Dziś prowadzę legalną organizację pozarządową, finansowaną z funduszy państwa, miasta, UE oraz zagranicznych fundacji. Organizujemy koncerty, warsztaty produkcji filmowej, szycia, malarstwa, prowadzimy tzw. infoshop – czyli kafejko-kawiarnię przeznaczoną na spotkania autorskie". Jeśli mówimy już o kulturze alternatywnej, to dlaczego w Zagrzebiu?” - pyta się mnie Luka. „Mochvara [kultowy klub powiązanu z ruchem studenckim, organizujący wszelkiego rodzaju imprezy od wieczorków poetyckich, przez wystawy po koncerty] to swego rodzaju mit, synonim czasów licealnych (podobnie jak klub Purgeraj). Medika też nie jest już tą Mediką, od kiedy za wejście do klubu trzeba płacić od 15 do 40 kun. Nie pasuje mi to do ideologii squatu ” – mówi.

„Mam 23 lata i nie mogę powiedzieć, żeby Zagrzeb miał mi wiele do zaoferowania. Zgoda, pod względem sztuki 'klasycznej' - tj. tradycyjnych muzeów, koncertów muzyki poważnej – dzieje się u nas całkiem nieźle. Gorzej jeśli chodzi o scenę sztuki alternatywnej. (…) Jeśli wziąć pod uwagę aktywność kulturalną miasta, nie da się Zagrzebia porównać do Sarajewa, Belgradu, czy nawet Lublany”.

Na szczęście Luka przyznaje, że są ludzie, którzy naprawdę ciężko się starają, by scenę kulturalną rozruszać. Naprawdę godnymi podziwu inicjatywami były: „Screen on the green” (dzięki, któremu można było sobie posiedzieć na zielonej trawce i obejrzeć filmy animowane), powstałe w 2007 roku Muzeum Zerwanych Więzi, nie mówiąc o międzynarodowym festiwalu Animafest (odbywającym się m.in. w dwóch legendarnych kinach – Tuškanac i Kino Europa). Szkoda tylko, że większość godnych uwagi imprez [głównie festiwali muzycznych i filmowych] – odbywa się nad morzem.

Amstel w post-targowych „ruinach”

 Centrum Studenckie istniejący od 1957 roku moloch w którym ku polepszeniu warunków życiowych studentów pracuje około 1000 osób, dziś zajmuje teren hal specjalnie zbudowanych w 1930 roku z okazji Targów Międzynarodowych.

Wyruszam do Centrum Studenckiego, który mimo niezbyt atrakcyjnie brzmiącej nazwy o instutucjonalnym, pozbawiowym kreatywnego polotu dźwięku, wydaje się być jedną z najważniejszych dźwigni chorwackiej kultury. Odnajduję parking, przechodzę szlaban, a następnie niezbyt atrakcyjne patio, na którego to końcu multum nieotynkowaych konstrukcji i niedokończonych rusztowań miało skrywać klucz do wiedzy na temat kondycji chorwackiej sztuki współczesnej. To stąd wyłoniły się takie międzynarodowe sławy jak m.in. Gordan Tudor, Ana Horvat (muzyka), Oliver Frljić, Miran Kurspahić (teatr), czy też Ines Matijević, Jelena Kovačević (sztuki wizualne).

Spotykam się z Silviją Stipanovą, która w centrum studenckim zajmuje się koordynacją wydarzeń teatralnych. Czekając na wspólny występ chorwackich talentów jazzowych z Amstel Quartet z Amsterdamu, Silvija ostro krytykuje postawę Luki: „To wszystko zależy od tego kto czym się interesuje i jakie kto ma nastawienie do sztuki. Wierz mi, jeśli ktoś chce sobie zapewnić w Zagrzebiu rozrywkę na przyzwoitym poziomie, nie będzie miał z tym problemu (...). Zasadniczym pytaniem jest jednak to, co uważamy za kulturę eksperymentalną, alternatywną, czy niezależną. Dla nas liczy się jakość. Jeśli dana twórczość nie zasługuje na bycie zinstytucjonalizowaną ze względów jakościowych, to nie widzę powodu dla którego mielibyśmy o niej dyskutować” – krótko urywa Silvija.

 Jednak dotowanie projektów kulturalnych przez rząd oraz fundusze europejskie to tylko jeden (czyżby ekfekywny?) ze sposobów na zapewnienie chorwackiej kulturze impulsu do rozwoju. Póki co, Zagrzeb uchodzi za dość silne centrum mobilizacji gotowych do walki o swoje prawa aktywistów (patrz Attack, klub Mochvara, Medika) oraz artystów niezależnych, czego przykładem jest Clubture – działająca od 2002 roku organizacja stanowiąca platformę wymiany doświadczeń kulturalnych, mająca na celu demokratyzację oraz decentralizację kultury.

Silna pozycja kultury niezależnej i legitymizacja alternatywy – być może to właśnie to, co sprawia, że o pociąg do Europy można posądzić nie tylko chorwacką scenę polityczną, ale i scenę kulturalną, co aż nadto dosłownie ilustruje chociażby zmiana nazwy legendarnego kina studyjnego z Kino Balkan na Kino Europa.

Fot.: Julien Faure oraz dzięki uprzejmości Student Centre Zagreb