kultura

Zagrzeb: wczorajsze wojny w dzisiejszych literaturze

Artykuł opublikowany 15 lipca 2011
Artykuł opublikowany 15 lipca 2011
W Chorwacji scena literacka i teatralna jest ściśle związana z rozpadem Jugosławii. Rany są zbyt świeże, przewroty zbyt szybkie, brakuje czasu, by dorosnąć. Młoda generacja autorów z Zagrzebia i Splitu przenosi ulicę na scenę, oscylując między codziennym poszukiwaniem tożsamości i pragnieniem odrodzenia.

Jest słoneczny poranek. Jesteśmy na dziedzińcu małego hotelu na przedmieściach Zagrzebia. Między szarymi domami i linkami z praniem już od samego ranka trzech młodych Chorwatów popija pierwszy kieliszek raki [wysokoprocentowy alkohol popularny na Bałkanach i w Turcji]. Ich oczy zaczerwieniają się. Rozmawiają o polityce, mediach. Jeden z nich nie poszedł dziś rano do pracy, bo nie miał ochoty. Żyją z dnia na dzień. Ale  Chorwacji nie powinna na nas wywrzeć złego wrażenia, mówią na samym końcu.

Wszędzie „zamieszkuje” szaleństwo i ja

Jetzt kennen wir die Realität, die Routine,“ so Robert Perišić.Robert Perišić i Vlado Bulić, dwóch chorwackich autorów spogląda na siebie ze śmiechem. Rozumieją się bez słów. Oni mogliby być wzięci z jednej z naszych historii. Tak rozpoczyna się nasza prawie trzygodzinna odyseja na lokalnej scenie literackiej w ogrodzie Muzeum Archeologicznego w Zagrzebiu. Proza autorów młodej generacji powojennej jest okrutna. Przemoc, narkotyki, seks są częścią chorwackiej codzienności. Bohaterzy są jej więźniami. Egzystują, wegetują na modłę Bukowskiego. Świat wydaje im się przemykać między palcami. Przewroty były zbyt szybkie, wspomnienia wojny są jeszcze zbyt świeże. Ta jest nieuniknionym tematem obecnej literatury. Jesteś skazany na takie życie. Szaleństwo non stop. Jesteś zmuszony czekać. Wszędzie zamieszkuje szaleństwo i ja, mówi główny bohater noweli Roberta Perišicia, zatytułowanej Nie ma Boga w Susegradzie, której tytułem opatrzony jest zbiór opowiadań młodych chorwackich autorów wydany po niemiecku w 2008 r.

Aktualna literatura chorwacka przeniosła się na ulicę

Autorzy w Chorwacji zmuszeni są łączyć profesje: pracują jako scenarzyści, dziennikarze...Na pierwszy rzut oka, ulice Zagrzebia przypominają ulice innych stolic europejskich. Niemniej pozory mylą. To właśnie tu słyszymy niby banalne dialogi, żargon przeciętnego Chorwata, który stara się uporać z własnym losem. O Vlado Buliciu, poecie, blogerze i autorze między innymi fikcji cyberpunku zatytułowanej Journey Into the Heart of Croatian Dream (2006) mówi się wiele w Chorwacji. Po przeczytaniu zbioru nowel Perišicia You Can Split On The One Who’ll Ask For Us (1999), Bulić doznał oświecenia. Dla mnie książka Roberta była pierwszą, która tak naprawdę chciała przyciągnąć uwagę na to, co dzieje się na naszej ulicy.

Między rzeczywistością „na haju” a realistyczną cyberprzestrzenią

Styl literacki, który pojawił się w latach 90., określony jako neorealizm, przedstawia rzeczywistość o różnych stopniach. To one ostatecznie nie pozwalają jasno odróżnić rzeczywistości od fikcji. Vlado na przykład stworzył fikcyjną postać Denisa Lalicia, znanego blogera ze strony internetowej www.index.hr, protagonisty jego powieści i w końcu autora blogowej kolekcji Pušiona (Blowhole, 2006). Vladowska proza zawiera elementy wyciągnięte z życia realnego, z cyberrzeczywistości i z momentów upojenia. Pewnie dlatego, że przez większość czasu bohaterzy są „na haju”.

W naszej literaturze ważne jest pokazanie, jak prosto można sfałszować rzeczywistość, tłumaczy młody wydawca Ivan Sršen, fundator agencji literackiej Sandorf i od 2007 roku reprezentant autorów z byłej Jugosławii na całym świecie. Ludzie naszego pokolenia przeżyli wojnę, kiedy jeszcze byli dziećmi. Musimy to wyjaśnić. Nagle ze wspólnej rzeczywistości przeszliśmy do indywidualnej. Teraz poszukujemy możliwości, by ją zinterpretować, podczas gdy wokół nas szybko wszystko się zmienia. 

Według Roberta, pierwsza powieść koleżanki ze Splitu Oliji Savičević, Adio kauboju (Żegnaj kowboju) pogrywa również z alternatywną rzeczywistością tak jak w spaghetti westernie. Autorka urodzona w 1974 roku opowiada w swojej powieści o trudności dorastania na przedmieściach w Dalmacji i o poszukiwaniu tożsamości przez studentkę Dadę, tuż po samobójstwie jej brata. Niektórzy autorzy mówią o neorealizmie albo o magicznym realizmie. Jeśli o mnie chodzi, to lubię kwalifikować moją pracę jako magię realistyczną. Opowiadam o rzeczach normalnych w taki sposób, że stają się nierealistyczne i fantastyczne.Dlaczego? Bo rzeczywistość zawsze przerastała fikcję, jeśli chodzi o okrucieństwo i bezsilność.

Przemoc. Kiedy teatr inwestuje w ulicę

Anica Tomić i Jelena Kovačić w ich ostatniej sztuce teatralnej zatytułowanej This could be my street zaprezentowanej w Zagreb Youth Theatre (ZKM) poruszają tematykę przemocy i okrucieństwa. Ulica jest w centrum uwagi. Trzeba na nią wyjść, by spotkać ludzi. Ten duet przyjaciółek, które znają się od liceum, daje niebywałe przedstawienie. Swoją opowieść zaczynają od historii młodego Luki Ritza, pobitego na śmierć na przystanku autobusowym w Zagrzebiu w 2008 roku, by później przeistoczyć ją w fikcję. W przeciwieństwie do literatury, której intencją jest ujawnienie wydarzeń, Anica i Jelena alarmują i nie zadowalają się ogłuszającą muzyką. Tu w Chorwacji ludzie myślą, że jest się albo winnym albo niewinnym, tłumaczy Jelena podczas gdy Anica (w zaawansowanej ciąży) pozwala sobie na papierosa w ośrodku teatralnym i mówi: Chcemy po prostu powiedzieć: Wy wszyscy jesteście odpowiedzialni.

To, co literatura ma w sobie ekstremalnego

Na scenie jak i w literaturze, wiele rzeczywistości koegzystuje. Dziewczyna Luki, Lara, również gra w sztuce. Pozostali odtwórcy pozostają anonimowi i odgrywają rolę społeczną. Dzisiaj rodzice Luki są wśród publiczności. W samym środku sztuki, scena destrukcji, w której aktorzy demolują wszystkie przedmioty znajdujące się na scenie w rytmie zwalniającej muzyki. Na początku publiczność jest zszokowana, skamieniała. Po każdym przedstawieniu można podyskutować z psychologiem teatralnym. To jest również historia naszego kraju i tych, którzy tylko bezczynni siedzą. Chcemy, by ludzie reagowali, by powiedzieli, że mają dość tego rządu i tego całego „gówna”, mówi energicznie Anica.

"Nikt nas w naszym regionie niegy nie nauczył, że mamy prawo wypowiedzieć własne zdanie"

Czas się ruszyć. To również konkluzja powieści Olji Savičević. Konsekwencje niedalekiej przeszłości wojennej są wszechobecne. Jednocześnie Robert Perišić żałuje, że na Zachodzie oczekuje się w pewnym sensie od autorów bałkańskich, by Ci mówili o wojnie. Według Olji to oznacza, że na chorwackiej scenie kulturalnej doszło do jasnej przemiany w kierunku tematyki społecznej. Dzisiejsza Chorwacja jest państwem, które kieruje się ku dzikiemu kapitalizmowi. Jest skorumpowana. Była wspierana i kierowana przez silną władzę, której większość przedstawicieli skorzystała z wojny i wzbogaciła się kosztem własnego ludu. Dziś przeważająca część obywateli żyje w biedzie, są poniżani i widzą, jak szydzi się z ich praw. To dlatego wychodzą na ulicę. Kiedy skończyłam pisać moją książkę rok temu, wiedziałam, że to skończy się wielką manifestacją. Poważna tematyka poruszana w małych, osobistych historiach. Póki co, to maksimum tego, co może zrobić literatura, a zarazem minimum tego, co musi.

Artykuł powstał w ramach nowego projektu cafebabel.com na lata 2010-2011 poświęconego Bałkanom:Orient Express Reporter.

Fot. Rutyna (cc)Lauba House/flickr; Robert ©Sandorf; książki i ulice (cc)roksoslav/flickr; Vlado ©Sandorf; Olja ©Andrija Zelmanović; Anica Tomić/Jelena Kovačić "This could be my street" ©ZKM