kultura

Zapiski z podróży: przez Bollywood do świata tybetańskich uchodźców

Artykuł opublikowany 9 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 9 kwietnia 2013
Cztery dni na to by opuścić Nepal, poczuć intensywny zapach tej ziemi, pozwolić by małe dzieci czesały włosy. Zapiski z podróży po niewyasfaltowanej drodze, która prowadzi z Kathmandu aż do Delhi, z bogatych bollywoodzkich scen aż do prostoty Tybetu. Witajcie w Indiach.

Miękkie lądowanie. Jestem w Nepalu. Szybko wysiadam z samolotu i biegnę przez korytarze lotniska w Kathmandu. Choć zmęczona i obładowana bagażami, nie mogę przestać się śmiać. Rozglądam się wokół i zachwycam się dekadencją tego miejsca. Do kontroli paszportów podchodzę radosna i niecierpliwa jakbym przebywała dłuższy czas w odosobnieniu i właśnie mieliby mnie wypuścić z miejsca uwięzienia. Od wolności dzielą mnie tylko drzwi obrotowe. Ale strażnicy w kilka sekund konfiskują mi paszport, władczo spoglądają i informują: ”Przykro nam, ale musi Pani opuścić Nepal w ciągu czterech dni”.

Kathmandu - Delhi: 36 godzin podróży po nieasfaltowanej drodze, w powietrzu czuć duszący zapach stóp. Jest noc, na 5 godzin zatrzymujemy się pośrodku niczego. Musimy poczekać aż wzejdzie słońce nad tą Zapomnianą Krainą, która oddziela Nepal od Indii.

Witajcie w Indiach

Chwilę po przekroczeniu granicy uświadamiam sobie, że magiczny świat zaklinaczy węży, zmysłowych tańców brzucha oraz opowieści tysiąca i jednej nocy to tylko baśniowy wytwór wyobraźni.

Nocujemy w ośrodku tybetańskim w Delhi - prawdziwy Tybet w miniaturze, ale w miejsce łańcuchów górskich, mamy pasma restauracji i hosteli. Zdjęcia Dalajlamy wiszą obok krótkich informacji o tych, którzy podpalili się w akcie protestu przeciwko chińskim władzom. Od 2009 doszło do stu przypadków samopodpalenia. Ostatni tak desperacki krok miał miejsce 13 lutego w Kathmandu.

Delhi

Znajduję się w niewielkim, może 20-metrowym pomieszczeniu. Razem ze mną jakiś tuzin ludzi. Bacznie mnie obserwują. Małe dziewczynki zaczynają czesać mi włosy. Może będą o tym później opowiadać w szkole: ”Biała kobieta była w naszym domu i skorzystała z toalety!”. Te dziewczynki stanowią przeciwieństwo rozpuszczonej młodzieży z nowopowstałej klasy średniej. W stolicy Indii żyje około 50 tysięcy dzieci bez dachu nad głową. Wiele z nich to sieroty, żywo rozglądają się wokół, a ich piskliwe głosy wypełniają przestrzeń.

Współczesny Bombaj

Ciężka chmura smogu wisi nad Mumbajem. Miasto ciągle się rozrasta, jest w nieustającej rozbudowie. W pociągu znajduję przedział zarezerwowany wyłącznie dla kobiet. Thomson Reuters przeprowadził badania, z których wynika, że Indie to czwarty najbardziej niebezpieczny kraj dla kobiet. I nie mogę się z nim nie zgodzić.

Po samym sercu indyjskiego przemysłu filmowego krążyliśmy około godziny. Nie byliśmy jednak w stanie uważnie słuchać przewodnika. Niczym w filmie akcji, wyobrażałam sobie, że próbuje mnie uderzyć, a ja szybkim ciosem Kung Fu, powalam go na ziemię, by następnie wygłosić mowę niczym Ghandi o tym, że przemocą nic się nie wskóra. Informacja o śmierci nastolatki, która zmarła w wyniku brutalnego gwałtu wstrząsnęła ludźmi na całym świecie.

Rajasthan

W Rajasthanie zachwyciły mnie budynki obserwatorium astronomicznego w Jaipur zaprojektowane przez wizjonera Sawai Jai Singha II. Dni mijają mi na spacerach pośród wąskich uliczek i cienistych zaułków, na próbowaniu rozmaitych słodyczy i wspinaniu się na dachy "różowego miasta". Jaipur słynie ze szlachetnych kamieni, a ja miałam szczęście poznać Shyama, który wprowadził mnie w swój tajemniczy świat – The Gems Galaxy – i objaśnił metody wydobywania i obrabiania cennych kruszców. Ruszamy do Udaipuru, zwanego Wenecją Wschodu podobnie jak Praga, Istambuł i kto wie jakie jeszcze miasta. Ogromne budowle i wspaniałe pałace odbijają się w kanałach miasta i wywołują słuszny zachwyt. Symbolem Udaipuru jest koń, który symbolizuje siłę. Krajobraz przenosi nas w przeszłość i przywołuje na myśl liczne legendy: bazary, maharadżowie - Indie o jakich marzyłam, kraj magiczny i okryty tajemnicą.

Poznaję Viru, szalonego artystę, który wdycha więcej dymu tytoniowego niż tlenu. Krąży po swoim atelier, w ręku trzyma nieodłączne bidi  (popularny w Indiach papieros) i tłumaczy jak otrzymuje barwniki z kamieni i kwiatów. Z pewną nieśmiałością i szacunkiem zabiera nas do swojej wioski Kobita (co w języku hindi znaczy "poezja”), przedstawia swoją przepiękną małżonkę, której twarz pozostaje jednak przez większość czasu zakryta.

Spotkania trzeciego stopnia

Zbocze góry zdobią dwa ogromne malowidła: tamburyny oraz wizerunek bogini Shiva. Jakiś człowiek podpala suche kwiaty, języki ognia obejmują kawałki drewna i skorupy po kokosach - wszystko powoli zmienia się w popiół. Człowiek ten wolno idzie w naszą stronę, błogosławi nas, rozsypując wokół pigment o czerwonym kolorze i intonuje pieśń. "Here heaven” - szepce pielgrzym i po chwili ogląda się na to, co przypomina raczej piekło: rozległe kolczaste pola, nieprzyjazna ziemia i kawałek skały, którą musi pokonać gołymi rękami by dotrzeć do groty pustelników. To właśnie tu odbywa się najważniejsza dla hinduizmu pielgrzymka i trwa przez 55 dni, od stycznia do marca. Co 12 lat ma miejsce Kumbh Mela i na tę okazję przybywa tu około 100 milionów wiernych, którzy obmywają się w świętych wodach Jemenu oraz Gangesu. W Allahabadzie wzmożono środki bezpieczeństwa. Prawie 13.4% społeczeństwa w Indiach to muzułmanie. Przed maczetem w stolicy rozmawialiśmy z grupą ekstremistów, którzy protestowali przeciwko uwielbianemu/znienawidzonemu Salmanowi Rushdie, autorowi Szatańskich Wersów.

Jest coś, co łączy tę wielokulturową i wieloreligijną mieszankę rolników i inżynierów: ludzie zawsze będą mówić źle o innych, ale żaden spośród mieszkańców Indii nie powie nigdy złego słowa o ich kraju, olśniewającej swoim pięknem ojczyźnie opartej na tradycjach.

Fot.: strona główna (cc)wili_hybrid/flickr; w tekście: obóz uchodźców (cc) Santosh Thatal, protest przeciw Salmanowi Rushdie (cc) Bibbi Abruzzini