Lifestyle

Bananowa młodzież Casablanki: burżujska wiosna

Artykuł opublikowany 19 czerwca 2014
Artykuł opublikowany 19 czerwca 2014

Nie ma dru­gie­go ta­kie­go mia­sta jak Ca­sa­blan­ka. Na pocz­tów­ce stam­tąd obok sie­bie mo­gły­by zna­leźć się ekskluzywny klub nocny i slum­sy. Na tle tego kontrastu w stolicy Maroka żyje „bananowa mło­dzie­ż", którą wielu wini za pogłębianie przepaści między bogatymi i biednymi. Reportaż pełen bling blingu, eg­zy­sten­cjo­nal­ne­go cier­pie­nia i ga­lo­nów wódki.

Im bli­żej baru, tym bar­dziej przy­ga­sa świa­tło - zupełnie jak czer­nie­ją­cy mo­ni­tor. Uko­jo­ne mu­zy­ką lo­un­ge dziew­czy­ny ko­ły­szą się po­wo­li na swych wysokich obcasach za­cią­ga­jąc się pa­pie­ro­sa­mi. Trochę dalej, przy sto­li­kach vipów - sta­łych gości - dwie ro­ze­śmia­ne dziew­czy­ny piją wino Cha­blis i za­ma­wia­ją je­dze­nie, któ­re­go nawet nie tkną. Wszę­dzie wokół młodzi mężczyźni w gar­ni­tu­rach i dziew­czy­ny w su­kien­kach bez ra­mią­czek suną po wło­skim mar­mu­rze z po­wro­tem do po­miesz­cze­nia, w któ­rym DJ przy­go­to­wu­je się do roz­po­czę­cia swo­je­go de­ep-ho­usowego setu.

syn pre­mie­ra w Trains­pot­ting

Czwart­ko­wa deephpusowa noc w Ca­sa­blan­ce. W Sky­barze, ekskluzywnym klubie z wi­do­kiem na morze, zastajemy rzeszę sta­łych gości. Są wsród nich mło­dzi dzie­dzi­ce, dzie­cia­ki bogatych rodziców, za­moż­ni emi­gran­ci i kilka mo­de­lek. Simo Sajid zna do­brze ma­ro­kań­ską bananową mło­dzież. W każdy czwar­tek to wła­śnie on przyciąga młode elity sto­li­cy Ma­ro­ka do naj­mod­niej­szego miej­sca na mapie tu­tej­sze­go życia noc­ne­go. W swoim na­szyj­ni­ku i bran­so­let­kach z drew­nia­nych ko­ra­li­ków, 39-let­ni DJ wy­glą­da jak guru. Simo, alias „Se­ejay", ma wiele kontaktów w tym śro­do­wi­sku. Poza Sky­barem bywa w w 25, kolejnym hotspocie uczęszczanym przez miejscową roz­pusz­czo­ną mło­dzie­ż. Dobre ko­nek­sje Sima z tu­tej­szą elitą wy­ni­ka­ją z faktu, że sam jest jej czę­ścią. Nazwisko Sajid nosi rów­nież Mo­ham­me­d, bur­mi­strz Ca­sa­blan­ki i wujek Simo. Jego oj­ciec pro­wa­dzi duży ro­dzin­ny biz­nes w bran­ży nie­ru­cho­mo­ści i tek­sty­liów. „Za­wsze mia­łem za­miar zo­stać sze­fem i byłem nim przez 10 lat. Teraz z Dy­rek­to­ra Ge­ne­ral­ne­go (DG) przekwalifikowałem się na DJa" - mówi spo­glą­da­jąc na mnie zza swo­ich oku­la­rów prze­ciw­sło­necz­nych. 

Suniemy wzdłuż ulic Casablanki w Audi A6 Sima.  Dosyć dużo czasu zajmuje mu znalezienie odpowiedzi na na pytanie w jaki sposób najlepiej opi­sać bananową mło­dzież Ca­sa­blan­ki. W końcu, z pa­pie­ro­sem w ustach, de­cy­du­je się na słowo „nie­zręcz­na". Przez szyby podziwiamy ulice Anfy, jed­nej z naj­bo­gat­szych dziel­nic mia­sta, która dzię­ki pal­mom i wiel­kim bra­mom wy­glą­da pra­wie jak Be­ver­ly Hills. „Bananowa mło­dzież nie lubi jak się o niej mówi" - rzuca skre­ca­jąc. Lu­dzie mają pro­blem z sa­mo­ak­cep­ta­cją. „Nie jest ta­jem­ni­cą, że młoda bu­rżu­azja okre­śla sie­bie przede wszyst­kim przy pomocy ilości wydanych pieniędzy. Wiel­kie mo­to­ry, hek­tor­li­try wódki, dziew­czy­ny do to­wa­rzy­stwa, wszyst­kie te ste­reo­ty­py są praw­dą. Znasz to zda­nie z Tra­in­spot­ting: «Wy­bierz życie. Wy­bierz pracę. Wy­bierz ka­rie­rę. Wy­bierz ro­dzi­nę»? Tak wła­śnie tutaj jest".

Do­pie­ro Ma­rock (2005) - film Laïli Mar­rak­chi o bo­ga­tych dzie­cia­kach z Casablanki uzmy­sło­wił ca­łe­mu kra­jo­wi eks­ce­sy, których młodzi bananowi są głównymi bohaterami. Ukazujący nar­ko­ty­kowe libacje, nie­okieł­zna­ną sek­su­al­ność i wy­ści­gi sa­mo­cho­do­we film wzbu­dził niemałe kon­tro­wer­sje. Sławny stał się przypadek pewnego dziennikarza, który pod­czas ósme­go nar­odo­we­go fe­sti­wa­lu fil­mo­we­go w Tan­gie­rze w trak­cie kon­fe­ren­cji pra­so­wej stra­cił nad sobą pa­no­wa­nie i zaczął ostro krytykować ma­ro­kań­ską re­ży­ser­ za sta­wia­nie ze­psu­tej bo­ga­tej mło­dzie­ży w cen­trum uwagi pod­czas gdy Ca­sa­blan­ka jest domem 6,3 mi­li­na osób ży­ją­cych w ubó­stwie. Tą aneg­do­tę opo­wia­da mi Sonia Ter­rab, dzien­ni­kar­ka i au­tor­ka god­nej uwagi książ­ki „Sha­ma­blan­ca". Historia ta to fragment życia Shamy, trze­dzie­sto­lat­ki z zamożnej marokańskiej rodziny. Sonia wyznaje, że neźle jej się oberwało za jej książkę. Dla­cze­go? „Po­nie­waż po­wie­dzia­łam praw­dę" - tłumaczy. Ukazując ją opi­sa­ła mło­dzież, która boi się wła­sne­go cie­nia, a która pró­bu­je, nie bez pro­ble­mów, za­cho­wać twarz. „Przy­po­mi­na­ją mi mło­dzież z ame­ry­kań­skich elit lat pięć­dzie­sią­tych" - mówi Sonia. „Tych, któ­rzy ko­rzy­sta­li ze wszyst­kie­go tuż przed re­wo­lu­cją sek­su­al­ną, ale ro­bi­li to w ta­jem­ni­cy".

Trailer filmu Ma­rock Laïli Mar­rak­chi (2005)

„Wilk z wal­l­ stre­et, ale bez ko­ka­iny"

Anis El Hamzi nie przychodzi do Sky­baru, żeby się upić. Jest tutaj, na środ­ku par­kie­tu, żeby „napić się Co­ca-Co­li i posłuchać dobrej muzyki". Ten 28-letni ma­ro­kań­ski przed­się­bior­ca w ciem­nym gar­ni­tu­rze, ró­żo­wej ko­szu­li i z pa­su­ją­cą chu­s­tecz­ką, dzie­li swój czas mię­dzy Paryż i Ca­sa­blan­kę. Za chwilę ma zo­stać no­ta­riu­szem w bogatej 16. dziel­ni­cy stolicy Francji. W Casablance sprze­da­je luk­su­so­we ży­ran­do­le. Za­py­ta­ny o nie­przy­zwo­itość wokół wzdy­cha cięż­ko. „Szcze­rze mó­wiąc 60% osób przychodzących tutaj nie robi ab­so­lut­nie nic. Są szczę­śli­wi, że żyją z ma­jąt­ków swo­ich ro­dzi­ców" - mówi Anis.

Na­stęp­ne­go dnia, kiedy Anis wita klien­tów w swoim skle­pie, Cris­to­lux, po­ło­żo­nym w ele­ganc­kiej dziel­ni­cy Mers Sul­tan, jest wy­po­czę­ty jak dzień wcze­śniej. Do­kład­nie ogo­lo­ny i ubra­ny od stóp do głów w ciu­chy od Ar­ma­nie­go wsia­da do swo­je­go Re­nault mó­wiąc: „Mo­głem kupić sobie Po­rsche Pan­ame­ra, ale wi­dzisz - nie lubię się po­pi­sy­wać. Za­miast tego zde­cy­do­wa­łem się za­in­twe­sto­wać w biz­nes". I to nie byle jaki biznes - jak do tej pory po­zwo­lił on mu kupić sobie i matce willę  za 650 000 euro dwie ulice od pa­ła­cu króla Mo­ham­me­da VI. Opro­wa­dza­jąc nas po mieście młody biz­nes­men pod­kre­śla war­to­ści ro­dzin­ne, które zo­sta­ły mu wpo­jo­ne, a których nie szanuje zbyt uprzy­wi­le­jo­wa­na mło­dzie­ż. „Cięż­ka praca, de­ter­mi­na­cja, dobre ma­nie­ry" - wylicza Anis, tłumacząc mi, że po­ło­wę swo­je­go suk­ce­su za­wdzię­cza edu­ka­cji, a połowę Fran­cji. Jego wzory do na­śla­do­wa­nia? „Sar­ko­zy, Valls, Xa­vier Niel" - odpowiada. Na liście jest rów­nież Jor­dan Bel­fort, po­dej­rza­ny makler giełdowy grany przez Le­onar­da Di­Ca­prio. „Wiesz, Wilk z Wal­l Stre­et. Bar­dzo się z nim iden­ty­fi­ku­ję, z tym, że ja nie wciągam kokainy i nie popisuję się". Poproszony o opisanie siebie jednym zdaniem Anis wskazuje na ta­bli­cę wiszącą w sa­lo­nie w jego willi. „Myśl bo­ga­to, wy­glą­daj bied­nie" - głoszą wyryte w niej słowa.

życie W Bańce

Praw­da jest taka, że Anis jest je­dy­nym z nielicznych pro­mu­ja­cym kul­tu­rę „self-ma­de man". W Ca­sa­blan­ce  kon­for­mizm po­zo­sta­je normą i jest dodatkowo potęgowany tym, co niesie ze sobą mo­nar­chia. „Nie za­po­mi­naj, że mó­wi­my o kraju, w któ­rym król nadal jest dla mło­dych ludzi jak gwiaz­da rocka" - mówi Anis, mię­dzy kolejnymi gry­za­mi wa­ni­lio­we­go ekle­ra z luk­su­so­wej firmy spo­żyw­czej Fau­chon. „Albo o tym, że kadencja króla jest dożywotnia! Pro­wa­dzi to do sy­tu­acji, w której lu­dzie wyjeżdżają za gra­ni­cę, ostro im­pre­zu­ją, a potem wra­ca­ja i udają, że pra­cu­ją w ro­dzin­nej fir­mie" - kon­ty­nu­uje Simo. „A dziew­czy­ny szu­ka­ją pracy i do­bre­go męża. Kiedy sia­dam z tymi mło­dy­mi, uprzy­wi­le­jo­wa­ny­mi ludź­mi, żeby po­roz­ma­wiać o spra­wach spo­łecz­nych mam wra­że­nie, że są bar­dziej za­mknię­ci niż ich ro­dzi­ce" - pod­su­mo­wu­je Sonia.

Przy­czy­na? Nie jest nią uprzy­wi­le­jo­wa­ny styl życia marokańskich bananów, czy ich im­pre­zo­wa­nie. Chodzi tu o fakt, że część po­pu­la­cji, która mogłaby do­ko­nać zmian w kraju, nie robi nic w tym kie­run­ku. „Ocze­ki­wa­łam, że będą mieli otwar­te umy­sły, będą za­an­ga­żo­wa­ni, po­nie­waż wielu z nich miesz­ka­ło za gra­ni­cą i są oczy­ta­ni. W wielu kra­jach mło­dzi bo­ga­ci lu­dzie są siłą na­pę­do­wą, ale nie w Ma­ro­ku" - mówi Sonia. W Ca­sa­blan­ce, gdzie naj­mod­niej­szy klub są­sia­du­je z jed­nym z pię­ciu­set miejskich slum­sów, igno­ran­cja po­zo­sta­je sy­no­ni­mem re­la­cji bo­ga­tych dzie­cia­ków ze świa­tem ze­wnętrz­nym. „Ist­nie­je re­al­na fi­zycz­na ba­rie­ra" - wy­ja­śnia Sonia zza chum­ry pa­pie­ro­so­we­go dymu.  „Tą ba­rie­rą jest okno sa­mo­cho­du". Pod tym względem po raz ko­lej­ny Anis od­róż­nia się od resz­ty. Mówi, że wspo­ma­ga bie­do­tę mia­sta przez prze­ka­zy­wa­nie „pew­nej sumy" pie­nię­dzy nie­peł­no­spraw­nym ze 111 500 ro­dzin ży­ją­cych w slum­sach. Zdaniem Anisa: „to dzię­ki temu kon­tra­sto­wi Maroko jest jed­nym z naj­sta­bil­niej­szych państw na świe­cie". Jed­nak­że zgodnie z tym, co mówią przedstawiciele bananowej mło­dzie­ży, wszyst­ko wska­zu­je ma to, że kraj po­zo­sta­je nie­prze­nik­nio­nym miejscem, w któ­rym życie bo­ga­czy można opi­sać sło­wa­mi Soni: „posadzić tyłek mie­dzy kil­ko­ma krze­sła­mi i uwa­żać, że jest wy­god­nie". Albo i nie.

Ten ar­ty­kuł jest czę­ścią Spe­cjal­nej edy­cji CA­fe­ba­bel zrealizowanej w ra­mach  Pro­jek­tu « eu­ro­med re­por­ter » za­ini­cjo­wa­ne­go rpzez ca­fe­ba­bel we współ­pra­cy z  i-watch i Fun­da­cją Anny Lindh.