Lifestyle

Barcelona i turyści: miłość bez wzajemności? 

Artykuł opublikowany 30 marca 2015
Artykuł opublikowany 30 marca 2015

W 2013 roku Barcelonę odwiedziło ponad 7,5 miliona gości z zagranicy. Wpływ turystyki na miasto widoczny jest na każdym kroku, jednak mało kto zadaje sobie pytanie: co właściwie sądzą o tym sami mieszkańcy Barcelony?

2013 roku Barcelonę odwiedziło ponad 7,5 miliona turystów. Aby wyjaśnić, co przyciąga tu tak ogromną liczbę ludzi z całego świata, trzeba po krótce wspomnieć, z czego słynie Barcelona, a mianowicie: z perełek modernizmu wznoszących się wzdłuż Paseo de Gracia, z czarującej średniowiecznej dzielnicy Barrio Gótico, wyjątkowego klimatu i bliskości morza, przepysznego jedzenia i nocnego życia, które zadowoli każdego. Sam duch Barçy unoszący się w powietrzu przysparza emocji.

Ci właśnie turyści wydają w Barcelonie łącznie 25 milionów euro dziennie (sic!) na zakwaterowanie, transport, wszelkiego rodzaju atrakcje, zakupy i wyżywienie. Co więcej, ponad 120 tysięcy miejsc pracy jest związanych bezpośrednio z turystyką, nie wspominając  o tysiącach pomniejszych firm i przedsiębiorców każdego dnia generujących zyski dzięki prężności sektora turystycznego. Tak właśnie na pierwszy rzut oka wygląda rzeczywistość, która trwa i rozwija się już od ponad 20 lat, od czasu Igrzysk Olimpijskich 1992 roku. Według Sightsmap, Barcelona jest drugim najczęściej odwiedzanym przez turystów miastem na świecie oraz trzecim najczęściej fotografowanym.

Jednak istnieje również druga strona medalu. Często zapominamy o drugoplanowych, a jednak nie mniej ważnych postaciach: mieszkańcach miasta. Zwiększająca się liczba turystów odwiedzająch stolicę Katalonii nie ułatwia życia Barcelończykom, a ich relacje z każdym dniem stają się co raz bardziej skomplikowane. 

Las Ramblas, główny deptak i jeden z najbardziej reprezentatywnych punktów miasta, jest  symbolem tych zmian. Butiki, małe sklepiki i piekarnie zostały tu wyparte przez restauracje (których popisowym daniem jest paella, zawsze podawana z dzbanem sangrii), kantory i sklepy z pamiątkami.  Sklepy te są oczywiście po brzegi wypełnione figurkami tancerek flamenco i byków oraz, co niektórych może dziwić, meksykańskimi sombrero. Dobra rada: jeśli musisz w pośpiechu przejść Las Ramblas, przygotuj się na to, że będziesz musiał(a) unikać grupek turystów niczym prawdziwy ninja. 

Według ogromnej części mieszkańców Barcelony, miasto zamieniło się w wesołe miasteczko, na wzór takich miejsc jak Wenecja. ,,Robią tu, co tylko zechcą" - denerwuje się José Antonio, mieszkaniec dzielnicy La Barceloneta. To właśnie w tej nadmorskiej dzielnicy, jednej z najbardziej klimatycznych części miasta, najczęściej dochodzi do spięć między turystami i lokalsami. Zazwyczaj panuje tu hałas, a na zaśmieconych ulicach pełno jest ludzi pijących alkohol. 

W zeszłe wakacje na portalach społecznościowych pojawiły się zdjęcia dwóch włoskich turystów przechadzających się nago po mieście. Ten epizod wywołał wiele protestów wśród  mieszkańców, którzy mają już dość ,,tej taniej pijackiej turystyki".  

Mieszkań wynajmowanych turystom na zaledwie kilka dni nie przestaje przybywać i to kolejny powód niezadowolenia mieszkańców.  ,,Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na klatce schodowej" - mówi Carmen, mieszkanka tej samej dzielnicy. ,,Ciągle słychać hałasy, muzykę i krzyki. Turyści nie rozumieją, że tutaj mieszkają też ludzie, którzy następnego dnia muszą iść do pracy" - skarży się. Mieszkań do wynajęcia są tysiące, wiele z nich jest wynajmowanych bez żadnego pozwolenia. Władze miasta przez kilka miesięcy nie interweniowały w tej sprawie, ale 16 grudnia ubiegłego roku uruchomiono specjalną infolinię dla mieszkańców skarżących się na niedogodności związane z zakwaterowaniem turystów.  

Model turystyki funkcjonujący obecnie w Barcelonie był w ostatnich miesiącach na ustach wielu osób. Dokument „Bye Bye Barcelona", który miał swoją premierę w kwietniu ubiegłego roku, sprowokował dyskusję o negatywnych skutkach masowej turystyki. Film, wyreżyserowany przez Eduardo Chibása, ukazuje różne oblicza nieustających spięć pomiędzy mieszkańcami Barcelony i turystami.  Z kolei w tym roku w marcu swoją premierę w Antic Teatre ma sztuka „Guiris Go Home", która w humorystyczny sposób ukazuje walkę z turystyczną inwazją w Barcelonie. 

Czy zatem słusznym jest wniosek, że Barcelona nie lubi turystów? Nie, nie chodzi tu o żadną ,,turystofobię", tylko o ,,jasne przedstawienie społeczeństwu pogorszających sie standardów", jak tłumaczy reżyser „Guiris Go Home" Marc Caellas w rozmowie dla dziennika La Vanguardia. Władze Barcelony znalazły się aktualnie na rozdrożu: jeśli będą dążyły do zwiększenia napływu turystów do ponad 10 milionów rocznie, będą musiały znaleźć też rozwiązanie problemu, jakim jest ,,niekontrolowana i nieodpowiedzialna" polityka wobec zagranicznych gości.