Lifestyle

Berlin i jego legandarny Bar 25: requiem dla knajpy

Artykuł opublikowany 5 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 5 czerwca 2012
Bar 25 był najbardziej trashową knajpą Berlina, miejscem, którego po prostu nie dało się ominąć podczas nocnych eskapad po niemieckiej stolicy. W hołdzie dla tego wyjątkowego klubu, 3 maja ukazał się w niemieckich kinach film dokumentalny „Tage ausserhalb der Zeit” (przyp. tłum. „Dni poza czasem”). Kamera towarzyszy założycielom Baru 25 od jego otwarcia w 2004 roku do zamknięcia 14 września 2010.
Oto opowieść młodej Francuzki, która wspomina najlepsze momenty spędzone w słynnym „bar fünf-und-zwanzig”.

Za wielkim drewnianym ogrodzeniem przy Ostbahnhof, dworcu znajdującym się we wschodniej części stolicy, istniała jeszcze niedawno kraina czarów: miasteczko u brzegów Sprewy, które było jednocześnie klubem open-air, restauracją, barem, hotelikiem, improwizowanym kinem a nawet basenem.

Jedyny w swoim rodzaju

Trudno było się tam dostać. Bar 25 otwierano jedynie po powrocie ładnej pogody, od piątku wieczór do poniedziałku rano, i trzeba było często czekać ponad dwie godziny zanim przeszło się test bramkarza. Ten, którego imię nie widniało na liście zaproszonych, musiał uzbroić się w cierpliwość. Nierzadko odmówiono wstępu dwóm wystrojonym Paryżankom, wpuszczając na ich miejsce samotnego faceta ubranego jak łachmaniarz. Kryteria tej selekcji pozostawały tajemnicą. Ale za to ci, którym udało się wejść zostawali w środku na długo. Szczęśliwy wybranek kompletnie tracił poczucie czasu w tej dyskotece na powietrzu, gdzie wieczorne imprezy zamieniały się w 72-godzinny non-stop weekend. Najlepsza była impreza niedzielna, która trwała czasem do poniedziałkowego południa. Zostawali na niej ci prawdziwi Berlińczycy, którzy w poniedziałki nie pracowali lub po prostu decydowali, że do pracy nie pójdą.

Przeczytaj również: „Energetyczna rewolucja na berlińskich parkietach"

Kiedy wchodziło się do środka, pierwsze co można było zauważyć było małą, drewnianą szopką, która kryła w sobie toalety. Wydzielający się z niej przyprawiający o mdłości odór nie pozwalał się tam zatrzymać na dłużej. Stamtąd należało pójść prosto w stronę brzegu Sprewy, omijając rave’owców i butelki po piwie. Każdy znalazł tam coś dla siebie; bary, jedzenie, huśtawki, poustawiane tu i ówdzie beczki z ogniskami, lustrzane kule dyskotekowe porozwieszane na drzewach, nie działające samochodziki z wesołego miasteczka... i, ponad wszystko, bardzo dobrą muzykę.

Bar 25 nie był sławny tylko w Berlinie, był on znany na świecie jako wyjątkowy klub dzienny i nocny. Wiele scen z filmu „Berlin Calling” zostało nakręconych za drewnianym ogrodzeniem. Paul Kalkbrenner, sławny berliński DJ i jednocześnie główny aktor filmu, przychodził regularnie miksować w głównym namiocie, gdzie kryły się najlepsze dyskotekowe sety i największy bar. Znajdowały się tam liczne kanapy i stoły, na których można było tańczyć. Nie mówiąc o oryginalnych bywalcach zaludniających to miejsce, na przykład człowiek bez koszuli, pokryty tatuażami, w czerwonych okularach słonecznych i z jedzeniem owiniętym w folię aluminiową na sznurku zamiast korali. Powtarzał on do rytmu muzyki: „Berlin ist der absolute Hammer” (Berlin jest niesamowity).

Bar 25 nie do końca barem przejściowym

Osiem lat później, dokładnie 14 września 2010 roku, klub zamknięto. Został on ofiarą projektu nieruchomości Mediaspree. Deweloperzy zastawili swe sidła na okolice brzegów Sprewy i właściciel chciał odzyskać teren aby na nim zbudować osiedle i biura. Berlińczycy, nie bez żalu, byli świadkami zamknięcia jednego z najbardziej mitycznych miejsc stolicy Niemiec.

Na ich szczęście Berlin jest miastem, które bez ustanku się odradza i twórcy Baru 25 nie spoczęli na laurach. Jeden z nich, Danny Faber, ma zamiar otworzyć klub w lipcu, w dawnym budynku Heinza Minki. Opuszczone nieużytki po Barze 25 może nawet będą mogły zostać wykorzystane na nowo do stworzenia centrum kultury „Holzmarkt”, w zgodzie z politykami, inwestorami i założycielami baru-klubu. Nie należy również zapomnieć o Kater Holzig, który został przeniesiony na teren dawnej fabryki mydła po drugiej stronie Sprewy. Pomysł jest prawie ten sam: to coś więcej niż zwykła knajpa, bo można tam jeszcze oglądać przedstawienia w klimacie offowym. Równie przyjemne jest spędzenie tam popołudnia przy piwie i muzyce electro, podziwiając przy tym Sprewę. Kater Holzig odnosi wielki sukces i przyciąga coraz więcej klienteli, zarówno w dzień jak i w nocy. Podobnie do Baru 25, istnieje tu problem długiego czekania w kolejce. Ale, jak mówił André Gide, „każda przyjemność nie poprzedzona oczekiwaniem jest nic nie warta”.

Fot.: © dzięki uprzejmości allocine.fr; wideo: trailer Bar25 (cc) tb303meets606/YouTube, "Sky and Sand (cc) donSchnavolta85/YouTube.