Lifestyle

Bratysława: startupy na obcasach 

Artykuł opublikowany 5 listopada 2014
Artykuł opublikowany 5 listopada 2014

Bratysławski boom gospodarczy ma zdecydowanie kobiecą twarz. Mieszkanki słowackiej stolicy, urodzone jeszcze za czasów komunizmu, są prawdziwymi protagonistkami gospodarczego i społecznego renesansu miasta. Łączy je ta sama filozofia: „Jestem Panią własnego losu”.

Czerwone paznokcie Simony Lhotovej wyglądają nieskazitelnie i świeżo. Oczy młoda Słowaczka podkreśliła eyelinerem. Całość image’u dopełnia uniform strażacki. Simona jest wolontariuszką. Ponieważ tu, w Bratysławie, strażakiem może być „tylko mężczyzna”. Simony to jednak nie dotyka jakoś specjalnie – kobieta ma już pracę i radzi sobie w niej świetnie. Na terenie remizy w Dúbravce, na peryferiach stolicy Słowacji, deszcz zaczyna uderzać o asfalt. Simona przewodzi grupie licealistek, które po szkole odbywają ćwiczenia przeciwpożarowe i te dotyczące bezpieczeństwa. Za miesiąc będą jednym ze świetnie przygotowanych zespołów, który spróbuje swoich sił w rywalizacji przeciwko trzem innym jednostkom w mieście. To nie tylko zabawa, lecz jednocześnie świetna okazja, aby sprawdzić swoje umiejętności. Zaledwie 25-letnia Simona jest jedynym dostawcą sprzętu technicznego dla służb przeciwpożarowych w całym kraju. Pierwsze zlecenie – o prowizji 25 000 euro – otrzymała trzy lata temu. Wszystkim zajęła się sama, z błyskiem pasji w oku i dyplomem ekonoma w kieszeni. Dziś ma w swoim portfolio 30 klientów. „Zawsze chciałam prowadzić swój własny biznes” – przyznaje. Jej filozofię podziela całe pokolenie młodych, którzy pragną odbudować Republikę Słowacką po jej pokojowym odłączeniu się od Republiki Czeskiej w 1993 roku.

Według wielu opinii wybrany we wrześniu nowy prezydent Andrej Kiska jest „pierwszym, który nie ma żadnych związków z komunizmem”. Dodatkowo mężczyzna jest też przedsiębiorcą. Dzisiejsza Bratysława ma jednak twarz kobiecą, twarz Simony, lecz także Ivicy, 27-letniej pisarki i autorki tekstów reklamowych, Luicy, architekt i projektantki wnętrz i Tamary, 30-letniej matki i przedsiębiorcy. Wszystkie są kobietami i wszystkie są młode. Łączy je również fakt, że od zera stworzyły niewielki biznes, oraz wola, by być paniami własnego losu. Oraz, oczywiście, przeszkody, które kobiety napotkają na swej drodze. 

„Nie mogłaś znaleźć normalnej pracy?”

Największa przeszkoda jest niewidzialna. „Dorastałyśmy w kraju komunistycznym. Nauczono nas tylko tego, jak znaleźć pracę na etacie” – tłumaczy Tamara Osad'anová. Słowaczka straciła pracę jako nauczycielka angielskiego, kiedy zaszła w ciążę. Jednak dwa lata temu otworzyła firmę Bruncher oferującą catering na  spotkania biznesowe przy śniadaniu. Strona internetowa firmy powstała w ciągu dziewięciu miesięcy („Kolejna ciąża” – żartuje Tamara) z pomocą The Spot, który oficjalnie jest „platformą coworkingową”, a w rzeczywistości stanowi przestrzeń dla tworzenia nowych rozwiązań i edukacji. Pozwala nie tylko na praktykowanie sztuki planowania w biznesie, lecz również ułatwia znalezienia kapitału i inwestorów. Tylko w przeciągu dwóch lat dzięki The Spot powstało ponad 100 startupów. Również biurokracja stanowi znaczące wyzwanie. „5 000 euro tylko po to, by zarejestrować działalność. Kolejne 1 000 muszę zapłacić, gdy zatrudniam jednego pracownika. Musiałabym wydać co najmniej 1 800 euro wraz podatkiem i kosztami socjalnymi” – skarży się Tamara. „Co więcej banki nie udzielają kredytów na małe projekty” Jednak, mimo to, Tamarze się udało. Tak jak Ivicy Ďuricovej. Kiedy otworzyła agencję Adlervia, rodzice zapytali ją – tak, jak rodzice Tamary - „nie mogłaś znaleźć normalnej pracy?”

Kiedy Ivica po raz pierwszy zawiesiła tabliczkę z nazwą agencji na swojej skrzynce pocztowej, niektórzy sąsiedzi unikali jej przez pewien czas. „Dla ludzi żyjących w komunizmie oczywiste było, że przedsiębiorcy to osoby skorumpowane” – tłumaczy młoda Słowaczka. Jednak nie poddała się. Dziś tworzy zawartość stron internetowych i reklamy prezentowane w sieci dla 300 klientów. W wieku 19 lat otworzyła swoją własną szkołę językową. Od tej pory opublikowała dwie książki z zakresu ekonomii, a ostatnia, powieść kryminalna, zostanie wydana niedługo. „Zawsze chciałam być swoim własnym szefem” – tłumaczy Ivica. I być może właśnie dlatego trzy lata temu razem z Jánem Solíkiem z niczego stworzyli w Bratysławie stowarzyszenie Yeas, które skupia 200 młodych słowackich przedsiębiorców i pomaga w konsultingu, edukacji oraz wybiera projekty, które  prezentowane są potencjalnym inwestorom. W stolicy Słowacji nazywają ich „aniołami biznesu”.  „Kapitał jest dostępny, lecz nie wszystkie projekty są jeszcze na tym etapie.  W ciągu ostatnich trzech lat otrzymaliśmy 300 propozycji, lecz tylko 20 z nich były wystarczająco dobre, by zainteresować inwestorów”. 

Kiedy sięgniesz dna, możesz się tylko od niego odbić”

Gdy wziąć pod uwagę liczbę osób zatrudnionych w wielkich firmach, takich jak Volkswagen (9 400 pracowników), oczywiste staje się, że Bratysława wciąż jest miastem niewielu (choć odważnych i dynamicznych) przedsiębiorców. Według OSCE, bezrobocie wśród osób młodych w Bratysławie wynosiło 17,7% w 2012 roku, podczas gdy w innych częściach kraju liczba ta wynosiła 30%. Według TwinEntrepreneurs w tym samym roku powstało ponad 6 000 przedsiębiorstw, a 34% z nich ma w kadrze kierowniczej przynajmniej jedną kobietę. W podniesienie parytetu zaangażowała się Unia Europejska, finansując projekty takie jak Regionfemme, które organizują seminaria, konsulting i pomoc przy startupach. W ciągu ostatnich czterech lat w inicjatywę zaangażowało się ponad 2 000 przedsiębiorców i managerów  z Bratysławy i Wiednia.

Architekt Luica Haquel jest jedną z nich. Słowaczka właśnie wróciła z Paryża, gdzie uzyskała magisterium na wydziale Urban Studies i gdzie miała przed sobą świetlaną przyszłość.

„Wciąż wybieram Bratysławę. Musiałam powrócić do moich korzeni, aby stać się świetnym architektem” – tłumaczy. W 2008 roku otworzyła swoje własne biuro projektowe. „Było trudno. Duże firmy mają tu przewagę” – wspomina. Punkt zwrotny nastąpił w 2012 roku, kiedy – w momencie kryzysu gospodarczego, który dotykał również społeczeństwo aktywne – Luica zwróciła się w stronę projektowania wnętrz z zastosowaniem feng shui. „Musiałam sięgnąć dna, aby dowiedzieć się, że może być tylko lepiej” – tłumaczy siedząc nad brzegiem Dunaju.

W jej okularach przeciwsłonecznych odbija się panorama Bratysławy, zdominowane przez współczesne centra handlowe Eurovea i Novy Most, nieprzemijający symbol komunistycznej nowoczesności. Pomiędzy nimi pyszni się zamek i plajada habsburskich eleganckich pałaców. „Ludzie stąd są naprawdę zmotywowani: wiemy, że jesteśmy w stanie robić rzeczy, które były niemożliwe w epoce komunizmu. To mnie motywuje i popycha to tego, by pokonać wszelkie przeszkody i być w tym co robię najlepszą w Europie” – mówi Luica z entuzjazmem. Wszystko jest tu kwestą punktu widzenia. A Luica, Ivica, Tamara i Simona robią wszystko, aby zaprezentować ich stanowisko Bratysławie i nowej Słowacji. 

TEN RE­POR­TAŻ JEST CZĘ­ŚCIĄ PRO­JEK­TU „EU­TO­PIA: TIME TO VOTE”. PRO­JEKT JEST WSPÓŁ­FI­NAN­SO­WA­NY PRZEZ KO­MI­SJĘ EU­RO­PEJ­SKĄ, MI­NI­STER­STWO SPRAW ZA­GRA­NICZ­NYCH FRAN­CJI, FUN­DA­CJĘ HIP­POCRÈNE, FUN­DA­CJĘ CHAR­LE­SA LE­OPOL­DA MAY­ERA ORAZ FUN­DA­CJĘ EVENS.