Lifestyle

Cafebabel.com wybiera: słowa roku 2009

Artykuł opublikowany 23 grudnia 2009
Artykuł opublikowany 23 grudnia 2009

Czy można podsumować 365 dni, 8769 godzin albo ponad 3 miliony sekund jednym, jedynym słowem? Tego karkołomnego zadania podjął się paryski zespół Cafebabel, zespoły lokalne oraz czytelnicy Cafebabel.com. Niestety najczęściej przewijające się wyrazy mają wydźwięk negatywny… choćby słowo, które zainspirowało nas do poszukiwań: „unfriend” („odprzyjaźnić się”?) zostało słowem roku według New Oxford American Dictionary. Jak tłumaczy Nabeelah, redaktor angielskiej wersji Cafebabel, „nowi znajomi od razu pytają Cię o nazwisko po to, aby od razu móc Cię dodać do znajomych. Z różnych powodów można się też z nimi ‘odprzyjaźnić’”. Najczęściej proponowanymi słowami w wielu językach europejskich są oczywiście „recesja”, „bezrobocie” i „referendum”, przewijające się na łamach prasy i w rozmowach na całym kontynencie. Tym samym, pesymistycznym tropem idzie Dana, która na słowo roku na Łotwie wybrała słowo „sabrukums” (rozpad), co – zważywszy na sytuację w tej republice nadbałtyckiej – nie jest zaskakujące. Z kolei Władek, członek warszawskiego zespołu lokalnego uważa, że słowem roku powinna być „niepewność”, „towarzysząca wszelkim kryzysom – ekonomicznym, politycznym, zdrowotnym…”. To niepewność sprawia, że niektóre cechy czy zjawiska stają się bardziej widoczne, jak na przykład „népotisme” (nepotyzm) – słowo zaproponowane przez Jane, francuską redaktor, z powodu częstotliwości, z jaką przewija się ten problem we francuskiej polityce.

Polityka – i politycy – grają dużą rolę w wyborze słowa podsumowującego ostatni rok pierwszej dekady: Włosi, „na cześć” Berlusconiego wybrali słówko „escort”. Katha, niemiecka redaktor, na słowo roku nominuje „Westerwilli”. Willi to niemieckie imię dla Gucia, przyjaciela pszczółki Mai (czyli pszczółki Merkel), a Westerwelle to nowy niemiecki minister finansów z ramienia partii liberalnej. Skąd to oryginalne porównanie do bohaterów bajki z niezapomnianą piosenką Zbigniewa Wodeckiego? Kolorem niemieckich liberałów jest żółty, a konserwatystów - czarny. Według Słowaczki Michaeli sytuację w jej kraju podsumowuje „jazyk” (język), a to z powodu wprowadzenia nowego, szeroko krytykowanego prawa dotyczącego języka słowackiego, które „wielu ludzi uznało za próbę zmiany języka w broń, której mogą używać do walki przeciwko sobie”. W podobnym duchu wypowiada się Cyrielle z Belgii, optująca za słowem „uniformité”, czyli zgodności w rozwiązywaniu konfliktów, której miałoby brakować krajowi Alberta II z powodu „używania różnych języków, chociaż jest to sytuacja mająca miejsce w wielu krajach, na przykład w Szwajcarii, Kanadzie czy Hiszpanii”. Lokalny zespół z Brukseli idzie dalej, decydując się na słowo „identité” (tożsamość), której również miałoby brakować w Belgii.

Jedyny optymistyczny akcent? Mauro z Katalonii uważa, że słowem roku powinno być „triplet”, na cześć trzech zwycięstw, które odniósł w ubiegłym roku klub FC Barcelona. No cóż, przynajmniej fani „Barcy” nie mają powodów do narzekań na ubiegły rok…