Lifestyle

Edynburg: nie mów na nich „Neetsi”

Artykuł opublikowany 28 listopada 2014
Artykuł opublikowany 28 listopada 2014

W Europie okrzyknięto ich „Neetsami” (akronim od „Not in Edu­ca­tion, Em­ploy­ment or Trai­ning”). Stanowią tę grupę młodych Szkotów, którzy w pewnym momencie postanowili porzucić edukację i rozpocząć życie na własny rachunek. I choć Neetsów z Edynburga często przedstawia się jako rozczarowanych rzeczywistością narkomanów, wcale nie są straconym pokoleniem. 

Edynburg nie jest miastem, w którym najłatwiej natknąć się na Neetsa. Ostatecznie udaje mi się porozmawiać z trzema osobami, na które namiary dostaję od Tomorrow’s People – organizacji, która pomaga Neetsom w organizacji ich życia po opuszczeniu szkoły. Ich siedziba położona jest na skraju miasta, z dala od bezdusznych okolic budynku Rady Miasta Edynburga. Szara betonowa bryła nie sprawia dobrego pierwszego wrażenia, gdy jednak wchodzę do środka, witają mnie ściany pokryte kolorowymi graffiti. Manager organizacji Heather serwuje mi kubek kawy i prowadzi do dużego pokoju gościnnego, w którym ludzie pracują i obsługują stoliki. Osiemnastoletnia Danielle już na mnie czeka. Jej długie włosy giną pod wielkim kapeluszem, piersi bronią skrzyżowane ramiona. Mam wrażenie, że dziewczyna tak naprawdę nie ma ochoty ze mną gadać. Po chwili jednak udaje się przełamać pierwsze lody i Danielle zaczyna opowiadać mi o swoim życiu. Gdy była w szkole urodziła dziecko, co uniemożliwiło jej kontynuację edukacji. Dziś jest wolontariuszką w Tomorrow's People. Pomimo tego, że zaprzestała edukacji podkreśla, że dzięki swojemu zaangażowaniu w działalność organizacji nadal się rozwija i odkrywa, co sprawia jej przyjemność i co tak naprawdę chce robić w życiu. Gdy pytam ją, co myśli o młodych ludziach, którzy rezygnują z edukacji, odpowiada niespodziewanie: „to zupełnie w porządku, że rzucają szkołę w wieku 16 lat (do tego wieku edukacja w Szkocji jest obowiązkowa, red.) i zaczynają podejmować swoje własne decyzje”. 

Powrotów nie będzie

W pewnym momencie do naszej rozmowy przyłączają si dwie nowe osoby: szesnastoletni Shawn i dwudziestotrzyletni Dean. Obaj uczestniczyli w szkoleniach dla pracowników, ale żadnemu z nich nie udało się go ukończyć. „Może gdybym więcej się uczył, wszystko potoczyłoby się lepiej, ale po tym, jak straciłem rok, zaproponowano mi inne rozwiązania. Jak już raz wypadniesz z obiegu, nie ma powrotu” – tłumaczy. W jego przypadku porażka edukacyjna sprawiła, że wylądował w wojsku. „Nie chciałem dołączyć do sił zbrojnych” – wyznaje. „Ale jednocześnie nie chciałem zupełnie porzucać edukacji”. Sytuacja w szkockich szkołach miałe również bezpośredni wpływ na wiele decyzji Neetsów. „Nie tylko problemy w szkole skłoniły mnie do podjęcia takiej a nie innej decyzji” – mówi Dean. „Pochodzimy ze środowisk, w których wcale nie roi się od dobrych przykładów do naśladowania, a nauczyciele nie mają aż tak wielkiego poczucia misji, żeby na siłę trzymać nas w szkołach. W pewnym wieku tracisz również pewne zdolności uczenia się i trudno jest na nowo wdrożyć się w szkolny rytm” – dodaje. Siadamy w kręgu i zaczynamy rozmawiać. Interesuje mnie, co moi rozmówcy myślą o etykietce „Neet”, którą przypina im się prawie w każdej części Europy. Według Danielle „nie ułatwia ona rozwoju osobowego” przez stygmatyzację i wykluczenie, które implikuje. „Unia Europejska i rząd Szkocji powinni bardziej zaangażować się w promocję aktywności dla tych, którzy opuszczają szkołę. Stanowiłoby to dla nich pewnego rodzaju amortyzację w razie upadku. Mogliby wpisać sobie cokolwiek do CV”. Zgadzają się z nią inni uczestnicy rozmowy. Wszyscy podkreślają, że Tomorrow's People pomogła im poznać nowych ludzi i sprawiła, że czują się mniej osamotnieni.

Edynburg nie wyrzeka się swoich dzieci

Edynburska Rada Miasta podjęła kilka inicjatyw mających na celu wsparcie Neetsów. Postanawiam dowiedzieć się, co tak dokładnie zrobili i w tym celu udaję się do centrum miasta do jednego z ich biur na East Market Street. Budynek, w którym mieści się jednostka jest bardzo nowoczesny, a przelewający się wszędzie tłum ludzi w garniturach i z badge’ami bardzo mnie przytłacza. Na szczęście wśród nich wszystkich jest jedna znajoma twarz: Pan Shaw, manager programu Edin­bur­gh Gua­ran­tee, edycji adresowanej Neetsom. Gdy zadaję pierwsze pytanie, beszta mnie w taki sposób, że ogarnia mnie pewnego rodzaju zadowolenie. „Nie nazywałbym ich Neetsami” – mówi. „Jeden konkretny typ młodego Szkota nie istnieje, to bardzo złożona grupa. O tych ludziach, którymi się zajmujesz, mówi się zazwyczaj, że potrzebują większej ilości wyborów i możliwości”. W istocie, tak właśnie wygląda przyszłościowa wizja nowego Szkota: „nie przypinaj etykietki, lecz wybiegaj myślami w przyszłość i stwarzaj nowe możliwości”. Można odnieść wrażenie, że Neetsi to grupa pod prawie zupełną kontrolą. Potwierdza to Patricia Thomson, przewodnicząca Skills De­ve­lo­p­ment Sco­tland. Organizacja jest najważniejszym partnerem szkockiego rządu w akcjach mających na celu pomoc Neetsom w znalezieniu zatrudnienia. Według Patricii, dzięki stałemu kontaktowi ze szkołami, agencja wie dokładnie, które młode osoby narażone są na ryzyko stania się Neetsami. Szkoły informują pracowników agencji o przypadkach studentów, którzy opuszczają się w nauce, co pozwala tym pierwszym na podjęcie natychmiastowej akcji strategicznej. Tak naprawdę europejskie dane na ten temat nie zawsze są jasne. „To prawda, że każdego roku 3 500 dzieci opuszcza szkoły, ale jedynie niewielki odsetek z nich schodzi na niewłaściwą ścieżkę, popadając w alkoholizm, lub oddając się wandalizmowi” – mówi Patricia. I w tym momencie ponownie pojawia się potrzeba rewizji początkowych założeń dotyczących Neetsów.

„Szkocja musi ich wysłuchać”

Sprawa Neetsów mnie zafrapowała, chciałam dowiedzieć się o nich więcej. W tym celu spotkałam się z profesorem Davidem Raffem w Instytucie Edukacji i Socjologii. Poprosiłam go o komentarz do cytatu z François’a Mitterrand’a, który swego czasu dał mi dużo do myślenia: „Młodzież nie zawsze ma rację, ale społeczeństwo, które je ignoruje i wyklucza, zawsze jest w błędzie”. Uśmiecha i odpowiada mi, że się zgadza. Niemożliwe również, że przypadkiem jest fakt, że we wrześniowym referendum o niepodległość Szkocji mogli głosować już szesnastolatkowie. „Mają w sobie siłę, bo kryzys doświadczył ich bardziej, niż którekolwiek inne pokolenie. Są obywatelami, członkami społeczeństwa i Szkocja musi ich wysłuchać. W tym momencie chcą jednego – niezależności” – tłumaczy Raffe. A Edynburg zdaje się cicho mu przytakiwać.

Artykuł jest częścią edycji specjalnej poświęconej Edynburgowi i został zrealizowany w ramach projektu Cafebabel „EU In Motion” sponsorowanego przez Parlament Europejski oraz fundację Hippocrène.