Lifestyle

EU DEBATE 2014: Ile wolno tłumaczom ustnym?

Artykuł opublikowany 6 maja 2014
Artykuł opublikowany 6 maja 2014

Pierw­sza de­ba­ta kan­dy­da­tów na stanowisko przewodniczącego Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej nie była ani emo­cjo­nu­ją­ca, ani szo­ku­ją­ca. Zwró­ci­ła jed­nak moją uwagę na rolę tłu­ma­czy kon­fe­ren­cyj­nych w in­sty­tu­cjach eu­ro­pej­skich. Na ich temat wiele się nie mówi, a może powinno. Ho­uston, chyba mamy pro­blem.

Ża­łu­ję, że nie mo­głam obej­rzeć de­ba­ty po an­giel­sku, czyli w ję­zy­ku, w któ­rym wy­po­wia­da­li się kan­dy­da­ci na no­we­go Bar­ro­so, bo po­ziom jego zna­jo­mo­ści by­ł­by dla mnie do­dat­ko­wym kry­te­rium ich oceny. Nie­ste­ty nie mia­łam ta­kiej moż­li­wo­ści, po­nie­waż miesz­kam we Fran­cji, gdzie na nie­mal­że wszyst­kie pro­gra­my za­gra­nicz­ne na­kła­da­ny jest głos fran­cu­skie­go lek­to­ra. W związ­ku z tym nie sły­sza­łam wszyst­kich ory­gi­nal­nych wy­po­wie­dzi kan­dy­da­tów. Za­miast tego do­kład­nie sły­sza­łam tłu­ma­czy.

I muszę przy­znać, że da­wa­li radę.

Jed­no­cze­śnie efekt ich pracy był do tego stop­nia ko­micz­ny, że nie mo­głam się skon­cen­tro­wać na tre­ści de­ba­ty.

Powód był bar­dzo pro­sty: jak można sku­pić się na tym, co mówi młoda i ener­gicz­na Ska Kel­ler, jeśli za­miast jej głosu sły­szysz głos snoba w po­de­szłym wieku? Jak mo­żesz się skon­cen­tro­wać, kiedy wi­dzisz młodą ko­bie­tę, która praw­do­po­dob­nie swój dzień za­czy­na do jog­gin­gu i śnia­da­nia zło­żo­ne­go ze świe­żych owo­ców, które spo­ży­wa na osło­necz­nio­nym ta­ra­sie, a za­miast jej głosu sły­szysz głos męż­czy­zny, któ­re­go wi­zu­ali­zu­jesz sobie jak sie­dzi wie­czo­rem z lamp­ką La­fi­te Ro­th­schild Pau­il­lac rocz­nik 1996 w oto­cze­niu uczo­nych ksiąg ską­pa­nych w świe­tle zie­lo­nej bi­blio­tecz­nej lamp­ki? To tak jak słu­cha­nie babci czy­ta­ją­cej swo­je­mu pię­cio­let­nie­mu wnucz­ko­wi „Tra­in­spot­ting" na do­bra­noc.

TO NIE JEST KRAJ DLA MŁO­DYCH LUDZI

De­ba­ty nie tłu­ma­czył jeden tłu­macz. Jeśli się nie mylę było ich pię­ciu - czte­rech męż­czyzn i jedna ko­bie­ta. Nie dam sobie ręki uciąć, ale chyba każdy z nich był po czter­dzie­st­ce. A co z obe­tni­ca­mi na temat miejsc pracy dla mło­dych i wy­kształ­co­nych Eu­ro­pej­czy­ków? Kiedy w 2007 roku zde­cy­do­wa­łam, że chcę stu­dio­wać tłu­ma­cze­nia, po­wie­dzia­no nam, że pracy po tym kie­run­ku jest bar­dzo dużo. Mnó­stwo. Nie po­wie­dzia­no nam jed­nak, że bycie mło­dym jest dużym mi­nu­sem w tej dzie­dzi­nie.

Pod­czas de­ba­ty nie dało się prze­oczyć faktu, że tłu­ma­cze by­naj­mniej nie byli nie­zau­wa­żal­ni. W pew­nym mo­men­cie przy­szło mi do głowy py­ta­nie, czy po­strze­ga­ła­bym uczest­ni­ków de­ba­ty ina­czej, gdy­bym była nie­wi­do­ma i moja ocena za­le­ża­ła­by je­dy­nie od sły­sza­ne­go tłu­ma­cze­nia ich wy­po­wie­dzi. Zda­łam sobie spra­wę, że ow­szem, od­biór byłby zu­peł­nie inny. Zda­rza­ły się mo­men­ty, kiedy tłu­macz zmie­niał sens ory­gi­nal­nej wy­po­wie­dzi po­przez swoją in­to­na­cję i ton głosu.  Dzia­ła­ło to na ko­rzyść fleg­ma­tycz­ne­go Jeana Clau­de'a Junc­ke­ra, ale cał­ko­wi­cie zmie­nia­ło wy­stą­pie­nie Kel­ler. Kiedy Guy Ver­ho­fstadt ge­sty­ku­lo­wał (a robił to nie­mal­że przez czały czas), osoba wraż­li­wa mogła do­stać za­wa­łu serca, po­nie­waż ton głosu tłu­ma­cza był tak wy­so­ki, że pra­wie pę­ka­ły szyby. Czy tłu­ma­cze­nie kon­fe­ren­cyj­ne to mo­no­dram, któ­re­go gwiaz­da - tłu­macz - ma prawo zmie­niać ory­gi­nał? A co jeśli re­alia ję­zy­ko­we (jedne kre­owa­ne przez mówcę, a dru­gie przez tłu­ma­cza) stają się sprzecz­ne z po­wo­du tonu głosu tłu­ma­cza?

TO NIE JEST NASZ SHOW

Może i moją nie­win­ną pro­wo­ka­cją po­zwa­lam sobie na zbyt dużo, ale mam wra­że­nie, że ta hi­sto­ria do­sko­na­le ilu­stru­je nie­spra­wie­dli­wość na eu­ro­pej­skim rynku pracy. Stu­dio­wa­łam tłu­ma­cze­nia na uni­wer­sy­te­cie i nasi wy­kła­dow­cy wło­ży­li na­praw­dę dużo sta­rań w to, żeby na­uczyć nas przede wszyst­kim tego, jak być nie­zau­wa­żal­ny­mi pod­czas wy­ko­ny­wa­nia na­szej pracy. Kła­dzio­no nam do głów, że bez wzglę­du na to jak bar­dzo je­ste­śmy ego­cen­trycz­ni, TO.​NIE.​JEST.​NASZ.​SHOW! Jako tłu­ma­cze sta­je­my się od­po­wie­dzial­ni nie tylko za sens prze­kła­da­nych wy­po­wie­dzi, ale rów­nież za in­to­na­cję i ak­cent wy­ra­zo­wy.

I tu po­now­nie na­su­wa się py­ta­nie za­da­ne po­cząt­ku, a mia­no­wi­cie: dla­cze­go w eu­ro­pej­skich in­sty­tu­cjach nie za­trud­nia się mło­dych tłu­ma­czy, któ­rzy obec­nie spę­dza­ją wię­cej czasu na po­szu­ki­wa­niu pracy niż na wła­ści­wym roz­wi­ja­niu swo­ich umie­jęt­no­ści? Może czas na zmia­nę warty?