Lifestyle

Flirt: spojrzenie niemiecko-kalifornijskie

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2015
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2015

W wielu częściach świata flirt traktuje się jak rodzaj gry. Niemcy w szczególności zdają się być ojczyzną łowców damskich serc stale szukających nowych zdobyczy i księżniczek wyczekujących księcia na białym koniu. To jednak spore uogólnienie, które niewiele ma wspólnego z prawdą. Przedstawiam niemiecko-kalifornijskie spojrzenie na flirt.

Zacznijmy od tego, że nie jestem Berlińczykiem. W stolicy Niemiec ostatni raz byłem, gdy miałem 10 lat, więc o flirtowaniu w Berlinie za dużo powiedzieć nie mogę. Niemniej jednak, jestem Niemcem, jestem facetem i uważam, że flirtowanie to dobra zabawa, zwłaszcza, gdy to kobieta wykonuje pierwszy krok. Nie żebym sam od czasu do czasu nie wychodził z inicjatywą. Sądzę jednak, że istnieje kilka błędnych przekonań związanych z flirtowaniem, szczególnie, gdy traktuje się je niczym grę o ustalonych regułach, których każda ze stron musi bacznie przestrzegać, by ostatecznie „zwyciężyć" lub „zaliczyć". Do tego dochodzi przeświadczenie, że flirt zawsze kończy się seksem. A przecież wcale nie musi tak być i z własnego doświadczenia wiem, że nie jest.

Kalifornijskie flirtowanie w stylu dowolnym

Część życia spędzona w Kalifornii znacząco wpłynęła na mój sposób postrzegania randek i flirtowania. Po tej stronie świata sprawy wyglądają trochę inaczej. Po pierwsze, pod względem kontaktów towarzyskich Kalifornia jest miejscem wyjątkowo nowoczesnym. Hipisowskie lata 60. z wszechobecnym hasłem One Love",  oraz ogromny napływ imigrantów z różnych części globu ukształtowały w Kalifornijczykach łatwość przyswajania nowych kultur i odmiennych zachowań społecznych. Oczywiście ta asymilacja obejmuje także interakcje międzyludzkie (w tym flirtowanie) i raczej nie mieści się w granicach ewentualnych reguł i zasad dytyczących flirtu.

Według artykułu „Why Feminists Can't Flirt" („Dlaczego feministki nie potrafią flirtować", tłum), większość mężczyzn i kobiet w Niemczech wierzy, że flirt jest grą, w której faceci powinni pełnić rolę myśliwych, a kobiety wstydliwych, niewinnych panienek. A jeśli któraś (nie daj Boże!) pokaże choćby cień pewności siebie, lub co gorsza sama zrobi pierwszy krok, to z miejsca zyska miano rozwiązłej i zdemoralizowanej. Takie zasady sprawiają, że jakikolwiek rodzaj zbliżenia praktycznie graniczy z cudem. A jeśli już, to doświadczyć go można wyłącznie wtedy, gdy postępuje się według jednego, jasno sprecyzowanego planu. To jakby stwierdzić, że z punktu A do punktu B można dojechać jedynie samochodem. Nie, do diabła! A właśnie, że pójdę pieszo.

Flirt ma być zabawą!

Co to właściwie znaczy flirtować? Według słownika Merriam-Webster to „zachowywać sie w sposób zalotny, demonstrujący zainteresowanie drugą osobą. Z założenia jest to zachowanie o charakterze żartobliwym i niezobowiązującym'’ (tłum). Skoro tak, to po co to całe zamieszanie? Jeśli komuś nie zdarzyło się jeszcze „wygrać" czy „zaliczyć",  jak często bywa wśród buzujących od hormonów nastolatków, wtedy flirt rzeczywiście może wydawać się kwestią życia i śmierci. Jednak jeśli dorosły człowiek traktuje flirt na tyle poważnie, że przestaje być sobą, to proponuję, by od razu wybrał się na cmentarz i wygłosił sobie samemu mowę pożegnalną. Flirt nie ma być dokładnie obliczoną, zaplanowaną interakcją. Flirt służy do zabawy, do przełamywania lodów między dwoma rozmówcami poprzez tworzenie więzi opartej na szczerym wzajemnym zainteresowaniu i chęci bliższego poznania. Flirt ma za zadznie wzbudzać w ludziach radość, pomagać im w nawiązywaniu nowych przyjaźni i w przeżywaniu sytuacji, które warto będzie kiedyś wspominać. Jeśli w ten sposób uda ci się znaleźć partnera – to świetnie. Jeśli skończycie razem w łóżku – super! Jednak obie sytuacje są skutkiem obustronnej szczerości i swobody, jaką odczuwamy w pobliżu drugiej osoby. Wynikają z pozbycia się wszelkich pozorów, porzucenia zasad i odkrywania nieskończonych możliwości, które istnieją między tobą a drugim człowiekiem, niekoniecznie natomiast z samego flirtowania.

Zasadniczy Niemcy też potrafią flirtować

W miejscu takim jak Kalifornia, ukształtowanym przez różnorodność kultur i perspektyw, raczej trudno o powszechne zasady w relacjach międzyludzkich (włączając flirtowanie), których wszyscy bezwzględnie przestrzegają. Ciągłe dostosowywanie się do zmian i różnic społecznych stały się dla lokalsów chlebem powszednim. Dlatego ci we wzajemnych kontaktach bardziej zdają się kierować ciekawością, niż egoizmem, stawiając na takie pytania, jak: „Kim jesteś? Opowiesz mi swoją historię? Masz ochotę wyskoczyć na kawę i trochę się powygłupiać? Oderwać się od monotonni pracy? Może rzucimy się razem w wir przygody i zobaczymy, co się stanie?”. Dotyczy to nie tylko Kalifornii i oczywiście nie występuje jednakowo we wszystkich rejonach tego stanu. Najczęściej jednak ma miejsce na obszarach o wysokim zróżnicowaniu etnicznym. Jeśli zatem nie zwodzą mnie osobiste obserwacje i doświadczenia, jakie zgromadziłem mieszkając w wielokulturowym mieście, gdzie wykonanie pierwszego kroku przez którąkolwiek ze stron jest powszechnie akceptowane i gdzie flirt uznaje się za przyjemną, beztroską formę kontaktu, to logicznym wydaje się założenie, że w metropoliach takich, jak Berlin sytuacja wygląda podobnie. Nawet wśród tych „najbardziej zasadniczych” Niemców. I na koniec pytanie, które kieruje do wszystkich kobiet i mężczyzn, którzy uparcie kalkulują i obliczają prawdopodobieństwo „wygranej”: Skąd pewność, że właśnie takie zainicjowanie kontaktu z facetem, czy pozwolenie kobiecie na przejęcie sterów, nie wydobędzie z was tego, co najlepsze?