Lifestyle

Friganizm - antykonsumpcyjny krzyk o opamiętanie

Artykuł opublikowany 23 lipca 2010
Artykuł opublikowany 23 lipca 2010
Friganizm (ang. Freeganism), poza tym, że dla niewielkiego odsetku ludzi na świecie stał się sposobem na życie, jest przede wszystkim skrajną postawą antykonsumpcyjną wołającą o opamiętanie się. Jasno wyraża sprzeciw wobec korporacji dążących jedynie do wzbogacenia się, bo dziś zanika już sprzedaż dobra w czystej postaci.
Firmy zatrudniają specjalistów od marketingu, którzy poprzez reklamę mają oddziaływać na bazowe ludzkie emocje, w jawny i oczywisty sposób manipulując konsumentem w celu mnożenia zysków.

Friganie dążą do zaspokojenia potrzeb poprzez recykling, reperowanie na pierwszy rzut oka nieprzydatnych już produktów czy wzajemną wymianę. Odmianą friganizmu jest squatting, czyli zagospodarowanie opuszczonych miejsc, najczęściej budynków, które później służą jako pomieszczenia mieszkalne lub są przerabiane na miejsca użytku publicznego. Wszystko to w myśl idei, że mieszkanie powinno być prawem, a nie przywilejem. Kolejnym przykładem jest inicjatywa Nicholi Prested, założycielki strony Wardrobe Refashion. Credo pomysłu są słowa: "Przysięgam, że będę przerabiać, odnawiać i odzyskiwać stare ubrania (...), że będę tworzyć ubrania własnoręcznie przy użyciu tkanin, włóczki i innych materiałów". Projekt swój początek miał na początku 2006 r. i w zasadzie trwa do dziś. Na stronie ukazują się artykuły kilkudziesięciu kobiet, które poszły śladami Nicholi Prested.

Najbardziej szokujący dla ludzi jest fakt, że nie kupuje się również jedzenia. Supermarkety masowo wyrzucają zupełnie dobre, zapuszkowane lub kompletnie zamknięte produkty, których data ważności dopiero co minęła lub minie w ciągu najbliższego czasu. Na śmietnik idą również kilogramy warzyw i owoców lekko tylko nadpsutych lub po prostu "źle wyglądających". Friganie nie grzebią w śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia dlatego, że zmusza ich do tego sytuacja, ale swoją postawą chcą zasygnalizować, że zbyt dużo zupełnie dobrego jedzenia ląduje w koszu. Udowodniło to kilku młodych ludzi, którzy przez noc na warszawskich śmietnikach zebrali ponad 30kg warzyw. W ciągu dnia ugotowali z nich zupę i rozdawali ją bezdomnym.

My nie potrafimy jeszcze wyłączyć zupełnie zakupów ze swojego życia, natomiast regularnie bywamy na wrocławskich - i nie tylko wrocławskich - śmietnikach. Zawsze kończy się to wspaniałym obiadem. Naszym ulubionym punktem są śmietniki Biedronki. Biedronka wyrzuca ogromne ilości zupełnie dobrych produktów i zazwyczaj nie starcza nam miejsca w plecakach, żeby zabrać ze sobą wszystko, co chcemy. Ostatnio przywiozłem do domu kilka kg melonów, z których zrobiliśmy przepyszną sałatkę i melonowy koktajl. Kiedy byliśmy w Gdyni,wybraliśmy się na bazar. 15 minut wystarczyło, żeby zebrać produkty na zupę, którą przez 2 dni jadło 7 osób. Ludzi zazwyczaj napawa odrazą fakt, że jedzenie zostało wyciągnięte ze śmietnika. Ale jedząc przygotowany przez nas obiad, i nie będąc świadomymi pochodzenia produktów, zachwalają go wniebogłosy. Mieliśmy raz taką sytuację - mojej narzeczonej mama robiła w Biedronce zakupy, a my w tym czasie grzebaliśmy z tyłu w biedronkowym śmietniku. Zrobiliśmy wtedy pyszny obiad ze śmietnikowych brokułów i koktajl ze śmietnikowych bananów. Mama i reszta rodziny była zachwycona posiłkiem, a o tym, skąd się wzięło jedzenie, dowiedzieli się kilka tygodni później. Ale ich reakcja była pozytywna.

Odrębnym tematem są fast foody, restauracje czy kafejki. Moja narzeczona przez długi czas pracowała w znanej w całej Polsce lodziarnio-kawiarni. Regularnie wyrzucano tam zupełnie dobre owoce, tylko dlatego że nie nadawały się do dekoracji. Pracownikom nie wolno było wziąć ani zjeść tych produktów, po prostu obowiązywał nakaz wyrzucania ich do śmietnika. Nie mogliśmy tego przeboleć. Te lekko tylko nadpsute lub nienadające się do dekoracji przemycała czasem do domu, gdzie robiliśmy z nich świetne koktajle, desery lub po prostu zjadaliśmy. Według raportuProgramu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych (UNEP – United Nations Environmental Programme) marnowana jest około połowa wyprodukowanej żywności. podczas gdy 824 miliony osób cierpi chroniczny głód (raport z 2007 r.).

Zmiana globalnych problemów nie jest prosta, jednak świat należy zmieniać od siebie. Że jest to możliwe, udowodnili już wegetarianie, których liczba według różnych źródeł stanowi od 3% do 6% populacji, co w oczywisty sposób zmniejsza popyt na mięso z zabitych zwierząt 3% do 6 %, a to już naprawdę bardzo dużo. Friganie, choć nie nie zdobyli jeszcze takiej popularności jak wegetarianie, działają z równie silnym przekonaniem, że ich postawa może zmienić świat.

Zdj.: kubeł ©  narnua; pozostałe© Zane Selvans