Lifestyle

Hiszpańskie procesje wielkanocne to szok dla obcokrajowców

Artykuł opublikowany 12 kwietnia 2015
Artykuł opublikowany 12 kwietnia 2015

W Hiszpanii symboliczne procesje pokutne są zwyczajem kultywowanym od setek lat. Na zatłoczonych ulicach hiszpańskich miast costaleros niosą ciężkie rzeźby religijne, a pobożność miesza się z tradycją. Jakie są jednak reakcje obcokrajowców na ten egzaltowany płaczący tłum? Czy rozumieją, co Wielki Tydzień oznacza dla Hiszpanów? Zapytałam kilku z nich o wrażenia.

Jessica jest Francuzką. Miała 26 lat, kiedy po raz pierwszy wzięła udział w procesji w Sewilli. Była nieco zdenerwowana, sceptyczna, a nawet trochę się bała uczestnictwa w tradycji, którą uważała za „przesadną”. Wcześniej jej kontakt z religią ograniczał się do kilku chrztów i ślubów i na ogromnej uroczystej procesji nie czuła się zbyt swobodnie. Kiedy jednak Jessica przekroczyła już „linię frontu” obok  fanfarria (chodzi o rodzaj fanfar, które towarzyszą głównemu orszakowi), udało jej się zrelaksować i zaczęła stopniowo przyzwyczajać się do świątecznej atmosfery. „Muszę powiedzieć, że to wydarzenie bardzo mi się podobało, było wyjątkowe i ostatecznie całkiem mnie wzruszyło” - wspomina.

Doświadczenie Jessiki pozwala wyobrazić sobie, że dla obcokrajowców pierwszy kontakt ze zwyczajami bardzo różniącymi się od tych kultywowanych w ich krajach wywołuje pewnego rodzaju szok kulturowy. We Francji podczas Wielkiego Tygodnia świętuje się jedynie Poniedziałek Wielkanocny, będący okazją do odpoczynku oraz „rodzinnego obiadu”, jak zaznacza Adeline, młoda Francuzka, która w 2010 roku miała okazję podziwiać wielkanocne procesje w Grenadzie. „Prawdę mówiąc, było to dla mnie bardzo dziwne. Trochę się bałam, ale to główny element hiszpańskiej kultury” - opowiada. Kultywowania tradycji na wzór hiszpański brakuje innemu Francuzowi, Adrienowi. Jest do niej przywiązany i szczególnie ją docenia, „ponieważ jest wierzącym katolikiem”.

Łzy i emocje: „Nigdy czegoś takiego nie widziałam”

Pochodzący z Niemiec Sten miał problemy z utożsamieniem się z poczuciem „szczęścia i podziwu” obserwując procesje oraz fanfary. „Naprawdę nie rozumiem tych emocji, ale na pewno te procesje są niezwykle poruszające dla ludzi bardzo wierzących” - wyznaje. Rodaczka Stena Vivien zwierza się, że to właśnie reakcja innych ludzi na procesję najbardziej ją zaskoczyła. „Nigdy czegoś takiego nie widziałam: z jednej strony mamy smutek, ponieważ dużo osób płacze, a z drugiej szczęście, poczucie dumy, a nawet pewien rodzaj szacunku” - wspomina. W jej kraju w tym czasie tradycyjnie świętuje się  Ostermärsche (marsz pokojowy z okazji Wielkanocy, organizowany od lat 60.), a procesja ta nie ma nic wspólnego z kapturami nazarenos (pokutnicy idący z przodu procesji, ubrani w kaptury, których kolor różni się w zależności od bractwa do którego należą, red.), ani z żarliwością wyrażaną na widok rzeźb Maryi Panny.

We Włoszech uroczystości z okazji Wielkiego Tygodnia odbywają się w kościołach. W tym okresie, jak również w Niedzielę Wielkanocną, odprawiane są w nich msze święte. Poniedziałek Wielkanocny, nazywany we Włoszech „Pasquetta”, najczęściej zarezerwowany jest na odpoczynek i „grillowanie”, tłumaczy Włoch Alberto. Według niego procesje to hiszpańska tradycja socjokulturowa, która niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny. „Ludzie nie płaczą z byle powodu, są poruszeni przez jedno z najbardziej szczerych i najczystszych uczuć, jakie może odczuwać człowiek. Ostatecznie podczas procesji ludzie przekazują w postaci emocji swe własne codziennie pragnienia: zdrowia, szczęścia, spokoju i miłości i robią to zawsze w przesadny sposób” - dodaje.

W Holandii świętuje się Poniedziałek Wielkanocny, a w kościołach odprawiane są wtedy dłuższe niż zazwyczaj msze święte. Gdy uroczystości dobiegają końca, ludzie zazwyczaj idą do restauracji na brunch. W każdym razie, jak zapewnia nas o tym Holenderka Anne, nie ma to „nic wspólnego” z procesjami w Hiszpanii. „Pierwszy raz widziałam procesje w Sewilli. Uprzedzono mnie, że będę pod wrażeniem i taka była prawda: od muzyki dostajesz dreszczy, a kiedy zapada noc i procesja przechodzi przez wąską uliczkę, masz wrażenie, że bierzesz udział w czymś magicznym” - mówi. Po chwili dodaje, że przyciągnął ją również aspekt religijny, być może dlatego, że jest katoliczką, „chociaż niepraktykującą”.

Dla Hiszpanów to rutyna

Najbardziej widoczna różnica pomiędzy Hiszpanami a obcokrajowcami jest taka, iż ci drudzy odczuwają niemalże dziecięce zdumienie, gdy odkrywają coś po razy pierwszy. „Te uroczystości są częścią hiszpańskiej tradycji i tak się do nich przyzwyczaiłam, że nie są dla mnie «szokiem» w równym stopniu, co dla osób, które tego w ogóle nie znają” - potwierdza młoda mieszkanka Madrytu, Marina. Dla niej jest to zwyczaj, który „odstaje nie tylko od dzisiejszego społeczeństwa, ale również od samego Kościoła, ponieważ wzbudza nie mające już dzisiaj sensu poczucie winy” - dodaje.

Hiszpan José proponuje inną interpretację wielkanocnych obchodów - należy ono do „Real y Muy Ilustre Cofradía de Nuestro Padre Jesús Nazareno”, czyli do najstarszego bractwa Murcia, założonego w 1600 roku. Według niego istnieje „tyle różnych opinii, co nazarenos”. Procesje wyróżnia podtrzymanie „bardzo ludzkiej i rodzinnej” tradycji, która wpisuje się w kalendarz miejskich wydarzeń. José wyjaśnia, że tradycja ta jest przekazywana z ojca na syna, oraz widoczna na ulicach. W trakcie procesji najbardziej widoczni są mężczyźni, a zadaniem kobiet jest dopilnowanie, by wszystkie przez nich noszone stroje były gotowe na czas.

Wreszcie dla Eleny z ekipy lokalnej Cafébabel Seville, procesje są bardziej symbolem „zwyczaju, tradycji, sztuki i kultury” niż wydarzeniem religijnym. Młodą Hiszpankę irytuje żarliwość i pobożność tych, którzy dają wyraz swym uczuciom tylko przez jeden tydzień w roku. „To zupełnie inna sprawa, kiedy ktoś jest wierzący przez cały rok: nawet jeśli nie podzielam tej wiary, to ją rozumiem” - stwierdza.

Koniec końców, hiszpańskie procesje wielkanocne wzbudzają tyle różnych reakcji, ile jest osób, które w nich uczestniczą. Niezależnie jednak od tego, czy chodzi o strach, pasję, obojętność czy zdumienie, nie na darmo Hiszpanie mawiają, że „la procesión va por dentro” („cierpimy w milczeniu”, red.), a czasem ma to swoje odbicie we łzach lub zaskoczeniu.