Lifestyle

homo erasmus, czyli kac po europejskiej imprezie

Artykuł opublikowany 21 października 2013
Artykuł opublikowany 21 października 2013
Po ćwierćwieczu swojego istnienia Erasmus zmusił nas do postawienia sobie wielu pytań - w tym, ostatnio, o swój sens. Francuski student Léos Van Melckebeke, w swej ostatnio wydanej, nabrzmiałej sarkazmem ksiażce, kreśli portret równie zabawnego, co intrygującego Homo Erasmusa. Wywiad z autorem, ktory nie bał się wyłamać z rzeszy tych, którzy głoszą jednoznacznie pozytywne opinie na temat programu

Cafébabel: Skąd pomysł napisania ksiażki?

Léos Van Melckebeke: Gdy miałem 21 lat, w ramach przygotowania do studiów w Bolonii pojechałem na kurs włoskiego do Wenecji. Przez cały okres kursu otoczony byłem studentami studiującymi w ramach wymiany Erasmus. W ciągu miesiąca niewielu z nich zapoznało się z Włochami, czy miało okazję rozmawiać po włosku, co jest przecież głównym założeniem programu. Wtedy właśnie poznałem ten program od strony nie mającej nic wspólnego z pozytywną otoczką, która go otacza. Pisząc ksiażkę chciałem zwrócić uwagę na ciemne strony Erasmusa.

Cafébabel: Jakie miałeś zdanie na temat Erasmusa przed wyjazdem?

LVM: Uważałem, że to fantastyczny program, co się zresztą nie zmieniło. Zamysł jest świetny, zaskoczyło mnie jednak to, jak jego realizacja w praktyce może okazać się beznadziejna. Zamknięcie dwudziestu Europejczykow w jednym pomieszczeniu niekoniecznie daje początek czemuś interesującemu. Najczęściej wychodzi z tego jedna wielka bzdura. Każdy student próbuje bronić stereotypu swojego kraju, nie ma mowy o żadnej wymianie. Nigdy nie słyszałem, żeby studenci na Erasmusie rozmawiali o przyszłości Europy, czy choćby o sytuacji naszego pokolenia.

"Rozmowy erasmusów to beŁkot"

Cafébabel: Nie wszyscy studenci podzielają Twoje zdanie.

LVM: Wielu. W Bolonii spotkałem kilku studentów z którymi odbyłem ciekawe wymiany zdań. Niezależnie od narodowości były to osoby, które zdecydowały odciąć się od innych Erasmusów i poznać Włochów. Dlatego wlaśnie nie uczestniczyłem w żadnych organizacjach Erasmusa - nie mają one nic ciekawego do zaoferowania. Stąd książka, która jest komicznym przerysowaniem tej absurdalnej sytuacji.

Cafébabel: Książka nie jest zatem anty-Erasmusowym pamfletem?

LVM: Nie. Moja książka to opis rzeczywistości stworzony po to, żeby w końcu odciąć się od jednostronnych gloryfikujących Erasmusa bzdur. Słyszałeś kiedyś, co mówią studenci, którzy wyjechali? Zawsze to samo.

Cafébabel: Mimo tego, że książka nie jest napisana w pierwszej osobie, zawiera pewne elementy autobiograficzne. Kto tak naprawdę jest Homo Erasmusem?

LVM: Stworzyłem tę postać jako reprezentanta problemu w jego trzech różnych przejawach. Homo Erasmus to po pierwsze studenci, których obserwowałem. Po drugie, to ja sam. Po trzecie, to nikt w szczególności, po prostu pewien koncept oddający przerysowaną postać erasmusa.

Cafébabel: Homo Erasmus jest trochę sekciarski ?

LVM: Na pewno w  tym sensie, że nie interesuje sie kulturą kraju, w którym mieszka. Erasmusi pozostają ciągle w swoim gronie. To kompletny absurd, bo gdy wyjeżdżasz na Erasmusa chodzi właśnie o to, żeby nie zamykać się w jednej, dominującej kulturze, lecz odkrywać nowe. Spokojnie możesz spędzić rok w Bolonii nie poznając miasta, jego historii, mieszkanców i niepowtarzalnego charakteru. Jaki jest wobec tego sens tej podróży?

"KRYTYKA NOMADÓW POGRĄŻONYCH W LETARGU"

Cafébabel: Pytanie o to jakie korzyści wynikają z wymiany Erasmus, jest punktem wyjścia dla rozważań zawartych w książce. Wydaje się, że masz mocno zintelektualizowaną wizję... (LVM przerywa)

LVM: Ja wychodzę z założenia, że podróżuje się z ciekawości, ale dziś często podróżuje się po to, żeby narzucić swoje poglądy w nowym miejscu.  Dla mnie chęć podróżowania rodzi sie z chęci odkrywania. Nie twierdzę, że wszyscy muszą tak myśleć, ale dziwi mnie fakt, że studenci podróżują i nie są ciekawi miejsca, w którym sie znajdują.

Cafébabel: W jednej scenie Homo Erasmus stoi jak zamurowany i przygląda sie gejowskiej paradzie, jakby nie wiedział, co to takiego. Czy Twoja ksiażka nie jest też zgryźliwą krytyką własnego pokolenia?

LVM : Tak, ta scena to odbicie czystego komizmu - gdy na to patrze, mam ochotę się śmiać. Śmieszą mnie nasze czasy. Nie mam dla nich szacunku. Próbuję rozruszać dzisiejsze realia i tę wymuszoną powagę. Jeśli cofniesz się do czasów Ionesco, czy Moliera, to stwierdzisz, że oni też szydzili ze swoich czasów i obnażali nich komizm.

Cafébabel: Zgoda. Jak sie zapatrujesz zatem na nasze pokolenie?

LVM: Nuda wysysa z nas energię.  Mam wrażenie, że ludzie się strasznie nudzą i próbują wypełnić tę nudę nieustannym naśladowaniem innych: stąd te ciągłe, bezsensowne imprezy. Patrzę raczej sceptycznie na nowoczesność,  nasze czasy i pokolenie.

Cafébabel: Można to wyczuć zarówno w formie jak i w treści książki. Nie boisz się wyjść na sztywniaka?

LVM: Zdaję sobie z tej możliwosci świetnie sprawę, więc powtórzę raz jeszcze: ta książka to komiczne przerysowanie. Nie jestem kimś, kto odcina się od imprez, ale uważam, że te dzisiejsze imprezy są smutne i nijakie. Mam nadzieję zachęcić do śmiechu. Ta książka nie jest jakoś super ambitna, nie zawiera żadnego programu politycznego. To taka książeczka.   

Cafébabel: Co byś zatem poradził studentowi, który wyjeżdża na Erasmusa?

LVM: Nie pozwolić się wessać programowi, interesować się rodowitymi mieszkańcami krajów, do których jadą. To jednak wymaga wysiłku. W naszych czasach wymaga sie od nas jak najmniej.  Pokusa pozostania w gronie erasmusów i podporządkowania się erasmusowym organizacjom może być silna.  Ale idąc ciągle na łatwiznę, otrzymujemy jedynie stada baranów.

Odpowiedzi zebrane przez M.A.

Do przeczytania : Homo Erasmus, critique de la léthargie nomade, wydawnictwo éditions Dasein