Lifestyle

Komu komosy ryżowej? Ciągle głodni nowości w kuchni

Artykuł opublikowany 13 maja 2013
Artykuł opublikowany 13 maja 2013
Moda na maliny przeminęła, teraz żeby zachwycić, potrzeba brazylijskich jagód acai. Poza tym kto gotowałby jeszcze proso, skoro można sięgnąć po jeszcze bardziej egzotyczną komosę ryżową? Wszystko to przyprawia ignorantów w dziedzinie zdrowej żywności o zawroty głowy: co w ogóle można jeszcze jeść, żeby nie zostać okrzykniętym ''uncool''?

Witarianizm pomagający utrzymać szczupłą sylwetkę, pełnowartościowe zboża i suplementy diety dla osób w każdym wieku – od czasu mody na niezdrowe jedzenie w latach siedemdziesiątych, wiele się zmieniło. Zdrowa żywność i produkty organiczne zdobyły ważną pozycję wśród artykułów spożywczych. Podczas gdy większość konsumentów świadomych zdrowego sposobu żywienia z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych miała na myśli jogurt, pełnoziarnisty chleb i müsli, tego typu ''przestarzałe'' artykuły spożywcze, w XXI wieku nikogo już nie zadowalają. Moda na egzotyczne składniki zaczęła się od horrendalnie drogiej spiruliny w formie ciemnozielonych tabletek. Ze względu na ich rzekomą wysoką zawartość protein i aminokwasów, zostały one wprowadzone na rynek jako ''uzdrowiciele” par excellence. Lecznicze działanie spiruliny nie zostało wówczas naukowo potwierdzone, a w to, że chlorofil jest dobry dla zdrowia, wielu do dzisiaj powątpiewa.

Moda w odżywianiu: od soi do andyjskiej komosy ryżowej

W latach dziewięćdziesiątych soja pojawiła się w formie tofu, kiełbasy i sosu. Wysoka zawartość protein w soi miała - według doradców żywieniowych i strategii marketingu - w pełni zrekompensować brak mięsa. Jednak kiedy pojawiła się ona na pierwszych stronach gazet, w kontekście monokultur w Brazylii i Argentynie, proekologiczni wegetarianie przestali sięgać po salami z soi. Do tego doszły niesmaczne, nomen omen, praktyki działających międzynarodowo koncernów żywności modyfikowanej, jak Monsanto. Według GMO Compass ( inicjatywy niezależnych unijnych dziennikarzy naukowych), w roku 2009 nie mniej niż 77% światowej produkcji soi genetycznie zmodyfikowano. Osoby odżywiające się organicznie znalazły więc kolejny powód do wykreślenia tej rośliny z jadłospisu.

Gwiazda 2013 roku

W nowym tysiącleciu stale jesteśmy głodni nowości w kuchni. Algi i soja zostały zastąpione jeszcze bardziej egzotycznym artykułem spożywczym – już w 2006 roku zrobiło się głośno o tzw. ''owocu Andów”, komosie ryżowej, która podobnie jak amarantus, zalicza się do roślin z rodziny szarłatowatych. W ostatnich latach nie było chyba żadnego zdrowo odżywiającego się konsumenta, który nie zapisałby tych ziaren na listę zakupów. Komosa ryżowa miałaby być ze względu na wysoką zawartość protein i minerałów, kolejnym idealnym substytutem mięsa, a przy tym miała pomóc rolnikom z Ekwadoru i Peru zarabiać na życie. Zachwycona tymi korzyściami ONZ, okrzyknęła rok 2013 Międzynarodowym Rokiem Komosy Ryżowej.

Czym jest ''dobre jedzenie'' dla zdrowia i gospodarki?

To, czy komosa ryżowa ma zbawienny wpływ na zdrowie człowieka, wciąż nie jest udowodnione naukowo, podobnie jak to miało miejsce w przypadku spiruliny. Wiadomo jednak, że cena komosy ryżowej jest obecnie czterokrotnie wyższa w porównaniu z rokiem 2006, na czym zyskują rolnicy z Andów i międzynarodowe koncerny spożywcze. Stąd też autorka artykułu, który ukazał się w ''The Guardian'' na początku bieżącego roku, nieco przedwcześnie powiązała zapaść w branży spożywczej w Ameryce Południowej z ekologicznymi i geopolitycznymi śladami działań wegan. Tekst wywołał debatę na ponad tysiąc komentarzy, w której oburzeni wegetarianie, wrogowie komosy ryżowej i antyweganie zrzucali na siebie wzajemnie winę za złą sytuację. Wzajemny związek strategii marketingowych, rolnictwa w krajach rozwijających się i dwutlenku węgla nie przyczyni się nagle do pogorszenia jakości komosy ryżowej, nie zamieni też od razu wegan w neokolonialistów. Niemniej jednak odpowiedź na pytanie o to, czym jest ''zdrowa żywność”, jest tym bardziej skomplikowana.

Tajny przepis: kuchnia regionalna i sezonowa

To, co w międzynarodowym języku zdrowia nazywa się ''health food”, nie zadowala już wielu konsumentów. Jeśli coś ma się spodobać, to musi być ''superfood”. Pojęcie to, ze zrozumiałych względów, zyskało złą sławę: od lipca 2007 zabronione jest wypuszczanie na rynek UE produktów ''superfood”, jeśli nie zostały przedstawione wyniki badań naukowych, dowodzących ich nadzwyczajnych i wspomagających zdrowie właściwości. Ale jak jeść po prostu zdrowo, bez konieczności orientowania się w trendach z zakresu ''superfood”, i bez wprowadzania do kuchni coraz to nowych odkryć żywnościowych, od jagód acai po granaty? Tajny przepis nie jest tak tajny, jak by się wydawało: zakupy w regionie, gotowanie z produktów sezonowych, zróżnicowane składniki. Maliny zimą są tak samo niepożądane, jak jagody acai w dużych ilościach. Pełnoziarnisty chleb, herbaty ziołowe i melasa mogą brzmieć mało modnie, ale są zdrowe i nie obciążają środowiska.

Bolivia

Nie oznacza to jednak, że miłośnicy komosy ryżowej muszą od razu z niej zrezygnować. Ziarna te nie powinny jednak trafiać do każdej zupy, sałaty czy zapiekanki. Nowa moda na jarmuż w shake’ach, zapiekankach i daniach jedzonych palcami może być – abstrahując od histerii marketingowych i bajek o zdrowiu – krokiem w dobrym kierunku, gdyż chyba nie ma bardziej tradycyjnego warzywa z Europy Środkowej. Nasze babcie mogą się tylko cieszyć.

Fot.: Główna (cc) d3n3v3r/ tumblr; w tekście (cc) Brett L.; (cc) Bioversity International/ all via flickr