Lifestyle

Konfiskujecie mi iPoda? Afera o ACTA

Artykuł opublikowany 25 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 25 stycznia 2012
ACTA (ang. „Anti-Counterfeiting Trade Agreement”) to inaczej próba zalegalizowania międzynarodowych standardów dotyczących praw autorskich. Tekst traktatu nie uwzględnia jednak słowa „internet”, co wywołuje niepokój wśród internautów obawiających się cenzury oraz ograniczenia podstawowych wolności obywatela.

Komisja Europejska, która znalazła się wśród negocjatorów traktatu, już zdążyła zatwierdzić ACTA. Parlament Europejski ma na to czas do 1-go maja 2013 roku. 26 stycznia polski rząd podąży scieżką wydeptaną już przez Stany Zjednoczone, Kanadę, Koreę Południową, Japonię, Nową Zelandię, Maroko, Singapur – kraje, które ACTA już podpisały.

Polska: protestujemy

Warszawa – oto epicentrum europejskich protestów. Ci, którzy nie zgadzają się zna to, by Premier Donald Tusk podpisał traktat Tokio, zdecydowali się wczoraj (24 stycznia) manifestować swoje niezadowolenie przed siedzibą reprezentacji Parlamentu Europejskiego w Warszawie. Licznik fanów Facebookowej strony „Nie dla ACTA” jest w nieustannym ruchu. W akcie protestu grupa hackerów znana jako „Anonymous Polska”, oprócz zablokowania oficjalnej strony premiera oraz ABW, posunęła się nawet do opublikowania haseł do skrzynek mailowych członków rządu. Komisja Europejska, mocno zaskoczona niespodziewaną reakcją polskich internautów, zapewnia, że w odniesieniu do ACTA nie może być mowy o cenzurze czy też ograniczeniu fundamentalnych praw człowieka.

Wielka Brytania: OK

Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) to jedyne ugrupowanie polityczne w Europie, które popiera podpisanie ACTA (ku niezadowoleniu wyspiarskiej Partii Piratów). Tak jak w Estonii, eksperci z Wielkiej Brytanii stwierdzili, że ACTA nie jest w stanie realnie zagrozić europejskim internautom. Traktat nie wprowadza bowiem żadnych poważniejszych zmian.

Niemcy: dobry okres dla hackerów

Kto poza „internetowymi wariatami” w ogóle słyszał o ACTA? Oficjalne reakcje na ACTA w krajach niemieckojęzycznych jesteśmy w stanie policzyć na palcach u jednej ręki (dla przykładu – hacker posługujący się pseudonimem „Anon” sparaliżował ruch na oficjalnych stronach internetowych paru ministerstw. Póki co, aktywny udział w debacie wykazuje jedynie Partia Piratów (opowiadając się przeciwko traktatowi - rzecz jasna). Jak ACTA reaguje w zderzeniu z niemieckim prawem? Niekompatybilność to chyba najtrafniejsze określenie. Podczas gdy niemiecki wymiar sprawiedliwości zezwala na monitorowanie ruchów internauty jedynie pod warunkiem, że istnieją dowody na popełnienie przestępstwa, zapisy traktatu ACTA są w tej kwestii o wiele bardziej liberalne. 

Hiszpania: powrót do 2009?

Nie zapominajmy o tym, że ACTA to nie nowy zapis w prawie narodowym, ale międzynarodowy traktat! Hiszpańskie media przypominają nam dziś o tym, jak zbulwersowane były pomysłem o zatwierdzenia ACTA w 2009 i 2010 roku. Zanim burza protestów całkowicie ucichła, ostatnia ogólnokrajowa manifestacja miała miejsce 5 grudnia 2010 roku. Więcej uwagi poświęcono hiszpańskiemu zapisowi (stworzonemu przez socjalistyczny rząd PSOE, a zatwierdzonemu przez obecny, kierowany przez PP) regulującemu ściąganie plików z internetu – tzw. „Ley Sinde”. Dzięki temu zapisowi, wyspecjalizowana komisja ma prawo wydać nakaz usunięcia strony w przypadku udowodnienia naruszenia praw autorskich.

Francja: Hadopi

ACTA zawiera zapisy podobne do tych, które zostały zawarte we francuskich aktach prawnych, znanych jako „Loppsi” oraz „Hadopi”. Ten ostatni, zatwierdzony w 2009 roku, ma na celu ochronę praw autorskich w świecie artystów. Czy prawo to okazało się być skuteczne? Nic na to nie wskazuje, jako, że francuscy użytkownicy dalej ściągają pliki bez odczuwania jakichkolwiek obaw. Wydarzenie, które w ostatnim czasie naprawdę wstrząsnęło francuskim światem internetowym, to usunięcie Megauploadu, z którego przywykliśmy ściągać filmy na masową skalę. Jakiś dowód na hackerskie igraszki? Oficjalna strona „Hadopi”, francuskiego rządu, jak i dziennika „L'express” coś o tym wiedzą.

Włochy: na zachodzie bez zmian

We Włoszech, jedyną instytucją zdolną do podjęcia decyzji o usunięciu zawartości na stronie internetowej jest sąd. Jakieś nowości na horyzoncie? Jak najbardziej – i to z inicjatywy Giovanniego Favy – członka Ligi Północnej, który zaproponował wprowadzenie nowego zapisu, zgodnie z którym właściciel strony (Google, Facebook, Youtube) byłby zmuszony do usunięcia obraźliwych treści. Tekst został zatwierdzony przez komisję parlamentarną, ale najprawdopodobniej na tym zakończy się życie tejże propozycji. Co do ACTA – póki co, nie ma co się zamartwiać. O przyszłości traktatu zadecyduje Parlament Europejski.