Lifestyle

Meet My Hood: Macrolotto zero w Prato, Włochy

Artykuł opublikowany 27 października 2015
Artykuł opublikowany 27 października 2015

Gdy do położonego na północy Włoch Prato przybyli pierwsi imigranci z Chin, nie posiadało ono nawet praw prowincji. Od roku 1990 minęło ćwierć wieku – jak dziś wygląda integracja przybyszów? Niestety, to wciąż fikcja. Witajcie w toskańskim Chinatown.

Nazwę tej części Prato zmieniono na „Macrolotto zero”, która niegdyś była prowincją Florencji powstałą wokół Via Pistoiese. Na przestrzeni lat pojawiły się tam podobne „marcolotti”: na początku „Macrolotto 1”, a następnie „Macrolotto 2”, które w grudniu 2013 r. spustoszył pożar.

Na ulicach Chinatown w Prato dominuje nie toskańska odmiana włoskiego, a mandaryński; dokładniej dialekt Wenzhou używany w tej chińskiej prefekturze, z której wywodzi się większość przybyłych tu imigrantów. Sporo miejsca zajmują tu ogłoszenia w tym języku, naklejane na każdym murze i latarni przez pracodawców lub, znacznie częściej, przez panie do towarzystwa. W natłoku ulotek i afiszy ginie czerwona ściana ozdobiona olbrzymimi ukwieconymi gałęziami. Czy ów odcień nprzypomina lakier Ferrari, czy może chińską czerwień – niech zadecyduje baczne oko obserwatora.

Właśnie tutaj, na parkingu wychodzącym na tanią restauracyjkę, bank i supermarket, powstał pierwszy piazza dell'Immaginario (dosłownie „zmyślony plac”, red.). Sąsiadował on z bliźniaczym parkingiem wraz ze „słynnym” (no, przynajmniej dla mieszkańców Prato) przejściem podziemnym, czyli kilkoma metrami kwadratowymi betonu z paroma ławkami, wokół którego otworzyły się restauracje, biura podróży i niewielkie stoiska z orientalnym jedzeniem. Jednym słowem – tu bije serce dzielnicy.

Jeśli przyjedziemy od strony przedmieść i przejdziemy przez Chinatown i wzdłuż Via Pistoiese, znajdziemy się wreszcie przed schowaną w starych murach bramą, która już od dawna wpisuje się w krajobraz dzielnicy i wyznacza zachodnie wejście do historycznego centrum miasta. Zaledwie kilka kroków stąd, tuż za średniowiecznymi murami, powstało toskańskie Chinatown. Włoskie znaki nagle ustępują tu miejsca kolorowym mandaryńskim ideogramom, a w powietrzu unosi się woń ryb i sajgonek. Kilka lat temu miejsce to jako pierwszy opisał na portalu TripAdvisor pewien turysta z Australii. Jak je ocenił? Jako nieprzyjazne, a do tego radził, by koniecznie sprawdzać datę ważności produktów sprzedawanych w azjatyckich delikatesach.

Co do powiedzenia mają mieszkający i pracujący w tej dzielnicy?

Relacje między istniejącymi obok siebie dwiema kulturami: chińską i „miejscową” nigdy nie należały do najłatwiejszych. Mieszkający w Macrolotto zero od wielu lat uskarżają się na wygląd ulic. Chińczycy, przybyli tu bez znajomości języka, nie są natomiast w stanie utożsamić się z ludźmi, którzy nie są ich rodakami.

Dla Eleny (pod tym imieniem ukrywa się dziewczyna chińskiego pochodzenia, która woli nie zdradzać swoich danych ani nie pokazywać twarzy) zasady są oczywiste: „Bądź dla nas miły, to i my będziemy dla ciebie”. Ale życie w dzielnicy nie zawsze jest różowe, co Elena zdecydowanie podkreśla: „To wszystko szło w złym kierunku. Później, kiedy odnowiono piazza dell’Immaginario, okazało się, że to miejsce może wyglądać zupełnie inaczej” – mówi nasza rozmówczyni.

Ceny w Macrolotto zero w Prato

„The Best of”: piazza dell’Immaginario po raz drugi

Jeszcze do niedawna między Via Giordano i Via Pistoiese znajdowała się pusta, pozostawiona samej sobie, przestrzeń należąca do supermarketu po drugiej stronie ulicy. Dziś w miejscu starego parkingu widocznego z okien kilku pobliskich domów powstał drugi piazza dell’Immaginario służący za miejsce spotkań okolicznych mieszkańców. Na początku prac wylano tam betonowy chodnik, a następnie ustawiono ławki. Tego lata to właśnie tutaj odbyły się obchody „święta arbuza”, połączone z przypadającą na 15 sierpnia imprezą w historycznym centrum Prato. Wśród inicjatorów projektu, zapoczątkowanego przez centrum sztuki współczesnej Dryphoto, znalazło się również stowarzyszenie kulturotwórcze [chì-na] założone przez czworo młodych mieszkańców Prato, którzy na swoją siedzibę wybrali opuszczony magazyn nieopodal oryginalnego piazza dell’Immaginario.

Dziś na placu wystawione są obrazy oraz instalacje autorstwa artystów z całego świata. Wygląda na to, że ta ziemia niczyja wreszcie zyskała jakąś tożsamość, a przede wszystkim nadano właściwą jej funkcję – upiększyć wyjątkowo biedną okolicę poprzez zasadzanie więcej zieleni i stworzenie miejsc spotkań okolicznych mieszkańców. Kto wie, może z biegiem czasu ulicom tym uda się przyciągnąć turystów? Wobec tego, Australijczyk, który w 2013 r. negatywnie ocenił to miejsce, powinien przyjechać tu raz jeszcze, aby mógł zrewidować swoje stanowisko. 

Mieszkańcy: poznaj kilku włoskich „sąsiadów”

_

Chcesz zrealizować podobny reportaż o swojej dzielnicy? Napisz na redakcja@cafebabel.com!