Lifestyle

Meet my Hood: Molenbeek, Bruksela

Artykuł opublikowany 7 stycznia 2016
Artykuł opublikowany 7 stycznia 2016

Po paryskich atakach brukselska dzielnica Molenbeek jest postrzegana jako potencjalne siedlisko Daeszu, a media podsycają ten obraz ukazując ją w tendencyjny sposób. Przechadzając się po Molenbeeku i rozmawiając z mieszkańcami, młoda Belgijka ukazuje korzyści płynące z wielokulturowości dzielnicy, gdzie ludzie z całego świata zbierają się na lunch w jednej z wielu tutejszych małych piekarni. 

Po przekroczeniu kanału pozostawiamy centrum Brukseli za sobą, a małe wiatraki nad rzeką zapraszają nas do dzielnicy Molenbeek. Ta część miasta znana jest ze swojej wielokulturowej populacji, a w przeszłości była miejscem, gdzie można było spotkać artystów pokroju Vincenta Van Gogha. Obecnie nieczynne dziewiętnastowieczne kopalnie węgla stanowią jedynie tło dla gwarnej atmosfery życia miejskiego.

W niewielkich sklepikach ustawionych rzędem wzdłuż głównej ulicy Chaussee de Gand możesz kupić między innymi: długie sukienki, szale do okrycia głowy i marokańskie meble. W okolicy nie znajdziesz zbyt wielu supermarketów: dzielnica ta słynie z małych sklepów spożywczych, mięsnych czy rybnych i niewielkich piekarni.

Za sprawą mieszkających w okolicy licznych muzułmanów, Molenbeek zmienia się w czasie Ramadanu. Ludzie sprzedają słodycze, aby przygotować się na wieczorne świętowanie. Społeczność flamandzka i ugrupowanie De Vaartkapoen pomagają zrozumieć ideę tego muzułmańskiego święta oraz zachęcają ludzi wzięcia udziału w festiwalu organizując w okresie Ramadanu cotygodniowe posiłki. Ponad siedemdziesiąt osób je wtedy razem w sali koncertowej, tymczasowo przearanżowanej na wielką jadalnię. Wśród nich są Pakistańczycy, Marokańczycy, Belgowie i Amerykanie. Każdy bez wyjątku jest zaproszony do stołu. Religia nie stanowi tutaj problemu, a ramadanowe kolacje mają siłę jednoczenia wielokulturowej społeczność Molenbeeka.

Kiedy wchodzę do mojej ulubionej piekarni na placu Jean-Baptiste’a Eglise’a i jak co dzień proszę o chleb, postanawiam spróbować czegoś, czego nie rozpoznałam na pierwszy rzut oka – tureckich specjałów. W tym miejscu niewiele zdziałasz mówiąc po niderlandzku czy angielsku, to francuski i arabski są najczęściej spotykanymi językami. Niemniej jednak, piekarz jak może stara się porozumieć się ze mną po niderlandzku, a ja próbuję odpowiadać po francusku.

W tym niewielkim sklepie zawsze w porze lanczu ustawia się długa kolejka wychodząca aż na ulicę. Dzieci siedzące na schodach i zajadające się specjałami mijają głodni klienci. Możesz tu kupić świeżo upieczoną turecką pizzę z warzywami już za 1,50 euro. Przedstawiciele różnych narodowości przychodzą tutaj, aby zjeść. Są wśród nich Rumuni, Polacy, Turcy oraz flamandzcy mieszkańcy dzielnicy.

Fryzjer Hedi, który ma swój salon na Rue Ribeaucourt, przybył do Brukseli pięćdziesiąt lat temu i od tego czasu nigdy nie opuścił Molenbeeka. Po tych wszystkich latach nadal pracuje jako fryzjer w salonie, który ostatecznie kupił. Mężczyzna jest dumny ze swoich tunezyjskich korzeni, ale postrzega siebie również jako brukselczyka. W jego salonie w stylu vintage przy okazji obcięcia włosów możesz liczyć na miłą pogawędkę i filiżankę darmowej kawy.

Molenbeek ożywia się w czwartki, kiedy plac Jean-Baptiste’a Eglise’a i jego boczne uliczki przeistaczają się w wielki targ. To tu bije społeczne i ekonomiczne serce dzielnicy. Asortyment jest zróżnicowany, od owoców i warzyw po ubrania i buty, wszystko w okazyjnych cenach. Tutaj dostaniesz najlepsze oliwki w mieście, a jeśli wybierasz się na spacer po okolicy, nie zapomnij również zakupić świeżych ziół.

Jakie są ceny?

Na ulicy

Nastrój dzielnicy

Ludzie

---

Ten artykuł jest częścią naszego projektu Meet My Hood, który przedstawia miasta, miasteczka i dzelnice Europejskich miast z perspektywy ich mieszkańców. masz ochotę zrealizować reportaż o swojej dzielnicy? Napisz do nas na redakcja@cafebabel.com!