Lifestyle

Mój własny Mauerfall

Artykuł opublikowany 3 listopada 2014
Artykuł opublikowany 3 listopada 2014

Zjednoczenie Niemiec – wolność, triumf narodu i wielkie emocje. Mniej więcej. Gdy mowa o upadku muru berlińskiego Niemcy dają się ponieść dramaturgii chwili oraz rozważaniom na temat historii świata. Większość Niemców widziała to wydarzenie na własne oczy. Inni nie. Co dla młodych ludzi oznacza upadek muru berlińskiego? I czy to wydarzenie powinno mnie pouszać tylko dlatego, że jestem Niemką?

Oślepiające światła, koparki, poszarzałe kolory i rozdygotana Brama Brandenburska nocą: większość z nas widziała słynne wideo dokumentujące „Mauerfall” (upadek muru berlińskiego). W nierealistycznym migotliwym świetle latarni koparki rozbierają mur, a ze wszech stron napływają dziwacznie ubrani ludzie z plerezami na głowach. Tłum chwieje się w lewo i prawo do momentu, aż wreszcie pierwszej osobie udaje się przecisnąć na drugą stronę przez dziurę w cemencie. Mur runął – cały naród wiwatuje, na ulicach ludzie przytulają się do siebie ze łzami w oczach. To moment historyczny - pokojowy koniec dyktatury, komunizmu i mizantropii. Nowy początek dla Niemiec, nowy początek dla całej Europy. 

Najważniejsze sceny z Mauerfall": koparka w 45 sekundzie. Plerezy w całym nagraniu.

Jak co roku z okazji rocznicy upadku muru berlińskiego Niemcy ogarnął amok przypominający konkurs na najwyższy poziom patosu. Jeśli wziąć pod uwagę historyczne znaczenie rocznicy z 9 listopada 1989 roku, pompa, z którą obchodzony jest upadek muru wydaje się jak najbardziej zrozumiała. Jednak jakkolwiek elokwentne nie byłyby przywoływane z tej okazji metafory, wielu młodych ludzi w żadnej sposób nie potrafi się utożsamić z tą częścią historii. Miałam trzy lata, gdy upadał mur. Logiczne wydaje się, że nic z tego czasu nie pamiętam. To, co jednak pamiętam doskonale to moment, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam „Mauerfall” na lekcji historii w szkole i łzy napłynęły mi do oczu. Po tej małej dawce sentymentu szybko wróciliśmy jednak do omawiania praktycznych aspektów zjednoczenia Niemiec. Szczerze mówiąc największe wrażenie zrobiły na mnie niecodzienne fryzury i swetry. Przez następne dziesięć lat nie zastanawiałam się nad murem ani razu.

Upadek? Who cares?

Oczywiście znałam wszystkie fakty, wypytywałam rodziców o ich wspomnienia i rozumiałam związek między upadkiem muru berlińskiego a Pierestrojką Michaiła Gorbaczowa. Wszystko wydawało się bardzo ważne, ale nie interesowało mnie specjalnie. Żyłam zawieszona gdzieś między Francją, Azją i Australią i wystarczająco trudnym zadaniem było dla mnie zdecydowanie na ile w zasadzie w ogóle jestem Niemką. Historia muru nigdy nie odgrywała w tym żadnej roli. Oczywiście wiele osób wypytywało mnie o Niemcy, choć zazwyczaj wszystko obracało się wokół Hitlera Holokaustu. Ludzi interesowało przede wszystkim to, jak ja, jako Niemka, na to wszystko się zapatrywałam. No i oczywiście był też Berlin - najwspanialsze miasto na Ziemi! Jeśli się dobrze zastanowić, Niemcy też są całkiem nienajgorsze. Ale upadek? Nie był specjalnie istotny.

Moi rodzice mieli bardzo dużo do powiedzenia na temat zjednoczenia Niemiec, choć sam upadek przegapili, ponieważ byli wtedy w Dolnej Bawarii. Jako „zapracowani rodzice z wieloma nieprzespanymi nocami na koncie”, jak to często podkreśla mój ojciec, nie mieli zbyt wiele czasu na zamartwianie się bieżącą sytuacją. Poza tym nie było wtedy w domu telewizora, na którym można by obejrzeć rozdygotaną Bramę Brandenburską, koparki i plerezy. Wiadomości płynące z radia i wyczytane w gazetach wydawały się  „nierealne”, „rodem z bajki”. Mój ojciec nadal pamięta euforię pierwszych dni i oszałamiające szczęście ludzi, którzy wreszcie mogli wrócić do swoich bliskich. „Pewnego dnia kawałek muru stanął na starym mieście. Za niewielką opłatą można było dłutem wyskrobać sobie fragment na pamiątkę” - opowiadał mi. On też pojechał i wyskrobał, ale dziś nie może sobie przypomnieć, gdzie go schował.  

Nierealne wydarzenie o kolosalnym znaczeniu

Dla mnie upadek muru stał się „nierealny” dopiero z czasem. Może mój powrót do Niemiec i Berlina w samą porę, by zdążyć na 25. rocznicę to nie przypadek? Zapytałam właścicielkę lokum, które wynajmuję, o jej wspomnienia z 9 listopada 1989 roku. Kobieta wychowała się w Berlinie Wschodnim, tuż przy murze. Na moje krótkie pytanie odpowiadała godzinami, przywołując przy okazji przeróżne historie: jak płakała, kiedy granice zostały otwarte i jak z tej okazji wypili z mężem butelkę wina. Jej syn miał tego wieczoru gorączkę i ze względu na jego zdrowie do Berlina Zachodniego mogli pojechać dopiero parę dni później. Opowiadała mi, jak bardzo cieszyli się z „Begrüßungsgeld" (pieniędzy, które otrzymywali mieszkańcy Berlina Wschodniego jako prezent powitalny) oraz bezpłatnej komunikacji. Mniejszy entuzjazm wzbudziły w nich natomiast ściany pokryte graffiti i bilboardy. „Dla nas to było nie do wyobrażenia. Dyktatura nie pozwalała niczego zmieniać. A jeśli już jakąś zmianę wprowadzono, to było wydarzenie stulecia” - wspomina. Upadek muru berlińskiego nie był zwykłym wydarzeniem stulecia, to było raczej wydarzenie tysiąclecia do kwadratu.

Ostatecznie obejrzałam film z roztrzęsionymi koparkami w muzeum  Bernauer Straße. I nagle podniosłość tego wydarzenia dotarła do mnie jak uderzenie pioruna. Od tego momentu ciągnę wszystkich moich znajomych na tę stronę muru – z dala od beztroskich turystów z East Side Gallery. Czy tego chcą, czy nie, pokazuję im film o NRD i murze. Cały czas nie potrafię zinterpretować uczuć, które towarzyszą mi za każdym razem, gdy go widzę. Gdyby nie powrót do Berlina, nigdy bym tego nie doświadczyła. Z pewnością miały na to wpływ także i liczne rozmowy, które od tamtej pory przeprowadziłam. Zagadnienie stało się dla mnie tym bardziej interesujące, że nie było mnie przy zjednoczeniu Niemiec. W końcu na przestrzeni światowych dziejów, które kręcą się wokół wojen i katastrof, pokojowe rewolucje nie zdarzają się często.  

Oczywiście to nie wystarczy do  uczestnictwa w głębokich dyskusjach i pamiątkowych obchodach. Poza tym nie mogę nazwać się ekspertką od patosu. Jednak w przypadku upadku muru berlińskiego patos wydaje się na miejscu. Nawet jeśli niezmiennie irytują mnie nudne obchody rocznicowe i nieszczerość niektórych „budowniczych” zjednoczenia. Wygląda jednak na to, że pokazywanie rozklekotanej Bramy Brandenburskiej i otaczających ją tłumów znajomym z Anglii, Australii, Indii czy Włoch nigdy mi się nie znudzi. Dziwne fryzury to już teraz tylko mało istotny szczegół. Choć trzeba przyznać, że zabawny. 

Poza Żelazną Kurtyną: 25 lat otwartych granic

Dwadzieścia pięć lat temu opadła Żelazna Kurtyna. Dziesięć lat temu osiem postkomunistycznych krajów dołączyło do UE. Co tak naprawdę o nich wiemy?  Skontaktuj się z nami na: berlin[at]cafebabel.com, by dołączyć do grupy naszych dziennikarzy!