Lifestyle

Nadzieja dla węgierskiego futbolu

Artykuł opublikowany 1 lutego 2007
Artykuł opublikowany 1 lutego 2007
W kwietniu tego roku Komitet Wykonawczy UEFA dokona wyboru organizatora Euro 2012. Węgry wraz Chorwacją są jednym z kandydatów

Na stoliku w biurze Zsolta Tamasiego piętrzą się stosy numerów sportowego dziennika Nemzeti Sport. Na ścianie powieszono plan treningów, proporczyki w barwach węgierskiej ekipy narodowej i kilka medali. W Sandor Karoly Akadémia króluje piłka nożna. A w niej były trener klubów Györ i Vasas zajmuje się 43 młodymi piłkarzami w wieku 15-18 lat. To przyszłe gwiazdy futbolu, mówi z nadzieją, podkreślając współpracę jego Akademii z angielskimi klubami Fulham, Liverpool czy Nottingham.

Siedem treningów tygodniowo, cotygodniowe mecze i rozbudowany cykl szkoleniowy sprawiają, że prestiżowa Sandor Karoly Akadémia działa jak tradycyjne centrum szkoleniowe. W sześć lat od założenia przynosi już dobre rezultaty. 90% graczy zespołu MTK Hungária, lidera węgierskich rozgrywek ligowych, pochodzi z Akademii. Podobnie jak 14 z 17 piłkarzy narodowej reprezentacji do lat 17, sklasyfikowanej na 5. miejscu podczas mistrzostw Europy w maju zeszłego roku.

Trzydzieści lat zapóźnienia

W klasyfikacji FIFA/Coca-Cola z grudnia 2006 Węgry zajmują 62. miejsce. Czasy, kiedy ich reprezentacja z Ferencem Puskasem i Nandorem Hidegkutim na czele była postrachem obrońców, dawno już minęły. Skończyła się epoka, w której węgierska "złota jedenastka", jak nazywano ich ekipę narodową na początku lat 50., triumfowała na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku czy pokonywała Anglię na Wembley wynikiem 6 : 3!

Obecnie mamy 25, a nawet 30 lat zapóźnienia w stosunku do poziomu międzynarodowego, ubolewa Tamas Vitray, jeden z najbardziej znanych węgierskich dziennikarzy sportowych. Sam miał okazję przyglądać się z bliska upadkowi węgierskiej piłki, zwraca więc uwagę na to, że Węgrzy rozminęli się ze światowymi trendami: rozwojem piłkarskiego biznesu, profesjonalizacją i globalizacją piłki. Odbija się to coraz poważniej na poziomie krajowej piłki. Ale Vitray nie ma złudzeń: Dopóki nie będzie w kraju biznesmenów gotowych poświęcić pieniądze i zainwestować je w naszą piłkę i dopóki nasi piłkarze nie będą zostawać w kraju, żeby robić tu karierę, nie będzie żadnego sposobu, żeby wyjść z tej sytuacji!

Z wyrażanymi przez niego opiniami zgadzają się jednogłośnie wszyscy i po ponad 60 latach od pechowego finału mundialu w 1954 roku Węgrzy wkładają ogromny wysiłek, by odzyskać niegdysiejszą świetność ich futbolu.

Jak rozbudzić węgierski potencjał?

Siedziba węgierskiego związku piłki nożnej mieści się na przedmieściach Budapesztu w całkiem nowym budynku, sfinansowanym przez UEFA, wyposażonym przez FIFA. Stanowi on nieomalże metaforę węgierskiego futbolu - całkowicie odnowionego i aspirującego do światowej elity.

Latem 2002 roku uruchomiony został program wyszukiwania i kształcenia młodych talentów, zwany "programem Bozsika". Węgierska federacja przygotowuje się do otwarcia własnego centrum treningowego na wzór francuskiej akademii piłkarskiej w Clairefontaine. Jednocześnie na czele ekipy narodowej stają znamienici trenerzy: Niemiec Lothar Matthäus od 2004 roku, a po nim od 2006 roku Peter Bozsik, przyzwyczajając graczy do najwyższego poziomu sztuki trenerskiej. Ale główny bodziec do zmian pojawił się wtedy, gdy Węgry wystawiły swoją kandydaturę do organizacji Euro 2012.

Według Ferenca Nemesa, wiceprezesa węgierskiej federacji piłki nożnej, to wydarzenie pomoże bardzo w odbudowie węgierskiego futbolu, gdyż państwo będzie zmuszone bardziej się zaangażować i zagwarantować środki finansowe na potrzeby dyscypliny i na rozwój infrastruktury. A ośrodki treningowe, niezbędne dla przyjęcia zagranicznych ekip, służyć będą później szkoleniu węgierskich piłkarzy.

Podczas gdy władzom węgierskiej piłki brakuje pieniędzy, to niektórzy prywatni inwestorzy starają się ich zastąpić. I tak wspomniana Sandor Karoly Akadémia finansowana jest przez bogatego przedsiębiorcę Gabora Varszegiego, jednocześnie właściciela klubu MTK. Początkujący piłkarze nie płacą nic, a nawet otrzymują niewielkie stypendium w wysokości 15 tys. forintów (około 60 euro). W sumie właściciel MTK wydaje rocznie około 130 mln forintów. Ale interes jest opłacalny tylko wtedy, gdy piłkarze sprzedawani są później za granicę.

Grać za granicą

Sandor Karoly Akadémia oferuje młodym piłkarzom szkolenia dotyczące kierowania karierą, w tym tzw. CMG, czyli career management groups, oraz kursy języka angielskiego, zachęcając ich do wyjazdu. Zsolt Tamasi tak przedstawia cel, który sobie stawiają: Mając 20-21 lat, ci młodzi ludzie powinni wyjeżdżać grać w najlepszych klubach, byle tylko nie siedzieli na ławce rezerwowych! Później powinni wracać wzmacniając drużynę narodową.

Idolami węgierskich adeptów piłki nożnej pozostają Christiano Ronaldo, Lilian Thuram, Alessandro del Piero. Ich plakaty wiszą w pokojach większości wychowanków Akademii tuż obok podobizn gwiazd showbiznesu. Niektórzy młodzieńcy widzą już swoją przyszłość w takich zespołach jak FC Barcelona czy AS Roma. Zresztą członkowie reprezentacji narodowej Węgier już grają regularnie w jedenastkach Dynama Kijów, Interu Mediolan czy klubów angielskiej Premiership.

Oni są teraz wzorami do naśladowania, mówi Nemes Ferenc. Młodych już nie poruszają piłkarze z pokolenia 1954 roku czy bardzo dobrzy zawodnicy z lat 80. Znaleźli sobie nowych mistrzów wśród węgierskich piłkarzy grających za granicą. To jest nadzieja na przyszłość. W 1956 Ferenc Puskas, jeden z dziesiątki "sportowców narodu węgierskiego", wybrał emigrację po tym jak Budapeszt zajęły wojska radzieckie. Jego talent przysparzał za to wiele radości hiszpańskim kibicom klubu Real Madryt. Pięćdziesiąt lat minęło, ale przyszłość węgierskiego futbolu nadal rozgrywa się na zagranicznych stadionach.

Artykuł powstał dzięki pomocy Csaby Batyi; Fotografie w tekście: Georgia Diaz