Lifestyle

Praski król knedlików

Artykuł opublikowany 6 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 6 czerwca 2012
Mały, okrągły i niepozorny: złośliwi znajdują w czeskich knedlikach mało pozytywów. Mimo to czeska kuchnia nie może się bez nich obejść, a Czesi nie pozwolą o nich powiedzieć złego słowa. To, że dzięki dobrym knedlikom można tylko zyskać, wie również Petr Kosiner, który knedlikom poświęcił swoje życie.

Hałas uliczny i ponure domy – praska ulica Dukelských hrdinů (Bohaterów Dukielskich) prezentuje się na pierwszy rzut oka nieprzyjemnie i w opłakanym stanie. Mimo to pielgrzymują tutaj ludzie z całego miasta. Czego tu szukają? Knedli. A właściwie knedlików Petra Kosinera. Siedem miesięcy temu Petr Kosiner otworzył tu jedyny w swoim rodzaju sklep. Pierwszy i niepowtarzalny w całej Pradze sklep z knedlikami. Tym samym poszczęściło mu się finansowo pomimo kryzysu gospodarczego – Kosiner twierdzi, że ledwo nadąża z produkcją tego tak lubianego w Czechach dodatku do obiadu.

„Średnio wytwarzamy dziennie około 400 do 500 wałków ciasta na knedliki. Do tego dochodzą jeszcze nasze knedle z owocami, których nawet nie liczę. Produkcja knedli z owocami zależy od owoców sezonowych, które są aktualnie dostępne na rynku. Przy takim popycie powinienem wytwarzać trzy- lub nawet czterokrotnie więcej. Dlatego wkrótce przeprowadzam się do większej kuchni”.

Petr Kosiner często sam stoi za ladą sklepową i osobiście doradza swoim stałym klientom. Tymczasem do jego stałych odbiorców należy kilka słynnych praskich restauracji. Knedlowa kariera Petra Kosinera nie była jednak od początku tak oczywista – przedtem próbował swoich sił jako stolarz, kelner czy nauczyciel muzyki. Ale dopiero, gdy został kucharzem, przyszła mu na myśl genialna idea zrobienia z dodatku do obiadu głównego towaru wytwórczego, opowiada Kosiner.„Oczywiście nie zabrałem się ślepo za realizację mojego pomysłu. Podczas mojej kariery jako kucharz byłem jednym z niewielu, którzy sami wytwarzali swoje knedliki, zamiast je zamawiać z zewnątrz. Większość kucharzy nie potrafi już dziś samodzielnie zrobić knedlików. Kiedyś wysłałem małą próbkę swoich knedlików do rzeźnika, który dostarczał nam mięso i w odpowiedzi usłyszałem: Powinieneś zrobić z tego interes, takich dobrych knedlików nie robi prawie nikt!”

Postanowione i zrobione. Kosiner wsiada codziennie do swego samochodu dostawczego, by zaopatrywać dużych klientów. Po takich przedpołudniowych objazdach po całym mieście kupuje w końcu wszelkie potrzebne składniki i około godziny drugiej zaczyna przygotowywać knedliki na następny dzień. Często trwa to do późnych godzin wieczornych i drobny przedsiębiorca rzadko chodzi spać przed północą. A i początki nie były łatwe. Pozyskanie klientów było sporym problemem – biznes knedlowy jest ciężki, a wielcy producenci nie mają zahamowań.

„Konkurencja jest olbrzymia. Powiedziałbym, że to właśnie przy knedlikach jest większa rywalizacja niż przy jakichkolwiek innych produktach spożywczych. Duzi klienci, którzy tygodniowo odbierają tysiące wałków ciasta knedlowego, są często nie do pozyskania bez łapówek. A najwięksi wytwórcy knedlików potrafią niewyobrażalnie mocno zaniżać ceny. Dla większości odbiorców koszty są przecież priorytetem”.

Dlatego praski król knedlików najchętniej przekonuje do siebie klientów dzięki jakości swoich wyrobów. Kto raz spróbował jego knedlików, nie może się im oprzeć. Z upływem czasu knedliki Kosinera stały się bardzo znane. Jego asortyment ciągle się powiększa. Knedliki ziemniaczane, bułczane, knedliki z ziołami, z owocami, knedliki z mięsem i bez mięsa. W przyszłości Kosiner chciałby także sprzedawać knedliki bezglutenowe – do tej pory stanowiące lukę na rynku. Jednak sam z trudnością temu podoła więc szuka skutecznych przedsiębiorców, chwilowo nawet współwłaściciela swojego interesu. Powód – w swoim życiu chce wkrótce zrobić więcej miejsca na coś poza knedlikami.

Autor: Sarah Borufka

We współpracy z młodzieżowym niemiecko-czeskim magazynem on-line (Instytut Goethego w Pradze)

Fot.: główna (cc) Manfred Morgner/flickr; w tekście: Petr Kosiner ©Sarah Borufka; Klasyka (cc)dorena-wm/flickr