Lifestyle

Rendez-vous na porządku dziennym

Artykuł opublikowany 3 stycznia 2008
Artykuł opublikowany 3 stycznia 2008

Sarkozy, francuski prezydent oraz wielki flirciarz, jest już od paru miesięcy rozwiedziony. Jednak ma wystarczająco dużo energii, aby być pozornie wszechobecnym. Bardzo często spekulowano na temat jego eskapad miłosnych, choć jego miłostki odbywały się raczej za zamkniętymi drzwiami Pałacu Elizejskiego.

Podczas gdy w Quebecu spotyka się między "piątą a siódmą", aby przesiedzieć wspólnie godziny szczytu, we Francji "cinq à sept" to optymalny czas podróży samochodem.

Gdy jest się wprowadzanym do francuskiej garsoniery (la garconnière), to na tak zwane tête-à-tête - przy czym nie chodzi tu o wyścig łeb w łeb, ale raczej flirt innego rodzaju.

Angielski odpowiednik do francuskiego kobiecarza przypomina męski instynkt łowczy: "tryst", czyli krótkie intermezzo samotności we dwoje pochodzi ze starofrancuskiego "triste", co oznacza mniej więcej "spotkać się w ciemnym miejscu w lesie na łowy". Aby opisać magiczny moment, Anglik lubi mówić potocznie o "hanky-panky", czyli "czary-mary".

Niemcy widocznie szukali inspiracji we Francji. Idylliczna "godzina pasterzy" ("Schäferstündchen") pierwotnie nazywała się "l'heure du berger" i pochodziła od francuskiego Bukoliku z XVIII wieku. Natomiast niemiecki "Stelldichein" jest dosłownym tłumaczeniem francuskiego "Rendez-vous" (udajcie-się-tam), które pierwszy raz przetłumaczył Joachim Heinrich Campe posługując się militarnym słownictwem, a dziś "Rendez-vous" we Francji ma raczej charakter oficjalnego niż intymnego spotkania.