Lifestyle

Rozmowa z moją babcią: młodość bez erroru 404

Artykuł opublikowany 20 lutego 2015
Artykuł opublikowany 20 lutego 2015

Czasem mam wrażenie, że cierpię na cyfrową niestrawność. Mam 24 lata i moja codzienność coraz bardziej przypomina wielki obwód elektryczny, pełen kabli i połączeń. Kochana babciu, jak wyglądała młodość w świecie bez tych diabelskich urządzeń?

Gdy moja babcia Viviane była a w moim wieku, studiowała medycynę w Marsylii i od czterech lat była zaręczona z moim dziś zmarłym już dziadkiem. Na świecie był już jej pierworodny syn, czyli mój wujek. Cała trójka mieszkała w wielkim mieszkaniu, wraz z rodzicami i wujostwem mojej babci. Dziś, po 60 latach, nadal mieszkają razem w tym samym miejscu. 

cafébabel: Babciu, jakie masz wspomnienia z czasów swojej młodości?

Viviane A.: Mam bardzo piękne wspomnienia. Bardzo dobrze rozumiałam się z moimi rodzicami, nie byliśmy bardzo bogaci, ale dobrze nam się powodziło. Nie mieliśmy problemów, nie byłam zbuntowaną nastolatką.

cafébabel: Co robiłaś w wolnym czasie, w weekendy, po zajęciach?

Viviane A.: Zwykle spacerowałam, dużo wychodziłam z domu. Chodziłam po butikach, jak wszystkie dziewczęta w tym wieku. Spacerowałam po Corniche (marsylski bulwar nad morzem Śródziemnym, red.), kąpałam się w morzu. Spotykałam się z koleżankami na pogaduchy. W gruncie rzeczy, robiłam to samo, co robią dziś młodzi ludzie. Poza tym czytałam dużo powieści i klasyki. Miałam kartę w jednej z bibliotek i co tydzień wychodziłam stamtąd z pięcioma lub sześcioma książkami. Dużo czasu spędzało się wtedy też z rodziną. 

cafébabel: A jakie były wasze rodzinne zajęcia?

Viviane A.: Dużo rozmawialiśmy. Może więcej niż teraz. Opowiadaliśmy sobie o tym, co zrobiliśmy, co zobaczyliśmy, z kim się spotkaliśmy, jakie zajęcia mieliśmy. Kiedy czegoś nie do końca rozumiałam, wtedy prosiłam o wyjaśnienie tatę, który sam był lekarzem. W czasie studiów mieliśmy też dużo nauki. Kiedy było trochę czasu i wszyscy mieli na to ochotę, graliśmy w domino albo karty. Robiliśmy też na drutach, szyliśmy. To teraz zupełnie zniknęło. Teraz kupuje się gotowce, a potem się je wyrzuca. A w tamtych czasach trzeba było znaleźć wykrój, potem odpowiedni materiał. Ja umiałam cerować, szyć na maszynie. Nieszczególnie lubiłam haftować, ale uwielbiałam robienie na drutach! To świetne zajęcie, bo można cały czas rozmawiać. W towarzystwie mamy, a nawet taty, jeśli był wtedy w pokoju i rozwiązywał krzyżówki, robiłam na drutach i prowadziłam długie dyskusje. Poza tym, w młodości grałam na pianinie, jednak nie poświęcałam muzyce dużo czasu.

cafébabel: Jak umawiałaś się na spotkania z przyjaciółmi, kiedy nie było maili i telefonów?

Viviane A.: Widywaliśmy się na uniwersytecie. Spotykaliśmy się, chodziliśmy bez końca po Canebière  (główna ulica wiodąca do Starego Portu w Marsyliired). Przypominam sobie, jak pewnego dnia twój dziadek przyszedł po raz pierwszy do mojego domu. Ja akurat gdzieś wyszłam i musiał zapytać mojego ojca, gdzie może mnie znaleźć. Tata odpowiedział: „to nie będzie trudne, pójdzie pan na Canebière i na pewno tam pan ją znajdzie”. Teraz już się tak nie robi.

cafébabel: Dziś sama korzystasz z telefonu komórkowego, komputera, telewizji. Co sądzisz o tych zdobyczach nowoczesnej technologii?

Viviane A.: To bardzo ciekawe. Podoba mi się to, jednak dopóki tego nie poznasz, zupełnie tego nie potrzebujesz. Teraz, kiedy sama ich używam, zwłaszcza w moim wieku, wydaje mi się to bardzo przyjemne, bardzo wygodne. Gdy byłam w twoim wieku, a nawet i kilka lat później, nie mieliśmy w domu telewizora. W czwartki chodziliśmy na telewizję do kuzynki.

Cafébabel: Co sądzisz o młodych ludziach, którzy bez przerwy mają w ręku telefon albo słuchawki w uszach?

Viviane A.: Myślę, że to przesada. Słyszę, jak dziadkowie skarżą się na wnuków, którzy nocami siedzą przed komputerem. Muszą potem wstawać w środku nocy, żeby wyłączać komputer, przed którym zasnął ich wnuk. Tak samo jest z telewizją, trzeba się ograniczać. Dziś czyta się mniej, niż kiedyś i uważam to za przykre. Ale powiedzmy sobie szczerze, że w moich czasach nie czytaliśmy też samych wybitnych książek. Były klasyki i dobre powieści. Ale kiedy czasem wpadnie mi w ręcę jedna z książek, które czytałam w młodości, myślę sobie, że to, co pokazują w telewizji, wcale nie jest dużo gorsze.

cafébabel: Gdyby można było cofnąć czas, w jakiej epoce wolałabyś dorastać?

Viviane A.: Byłam bardzo szczęśliwa w moich czasach. Oczywiście chciałabym być młodsza i zobaczyć, co przyniesie przyszłość. Wiesz, jestem dzieckiem, które przeżyło wojnę. Mimo wszystko byłam szczęśliwa, otoczona zgodną i szczęśliwą rodziną. Być może właśnie to jest najważniejsze.