Lifestyle

Selah Sue: Jamajska dusza z Louvain

Artykuł opublikowany 14 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 14 stycznia 2011
Ma warunki rasowej wokalistki soulowej, wręcz jamajskiej, ale Selah Sue z wyglądu przypomina typową młodą Belgijkę: z twarzą anioła i w wieku, w którym zalicza się kolejne semestry studiów. Spotkanie z nowym, nieoszlifowanym diamentem belgijskiej sceny reggae groove „płaskiego kraju”.

Kiedy zwierzyłam się znajomemu, że spotkałam Selah Sue, pierwsza rzecz, o jaką mnie zapytał: „To ta, która ma matkę Belgijkę i ojca Jamajczyka?”. Tak prawdopodobnie pomyślał też znany holenderski wokalista Milow, który wylansował 17-letnią wówczas Selah, proponując jej wspólny występ na scenie. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie: koncerty z takimi artystami jak Moby, Simply Red, Jamie Lidell, Keziah Jones czy Sébastien Tellier, udział w najbardziej prestiżowych europejskich festiwalach rockowych, występy w telewizji i przygotowania do debiutanckiego albumu, który ukaże się w lutym 2011. Całkiem nieźle! 

Twórczość i depresja

W wieku 17 lat, została zauważona przez Milowa; obecnie wchodzi na scenę razem z Mobym czy Keziah Jones!Selah nie skończyła jeszcze 21 lat. Długie blond włosy, blada cera, bezgranicznie niebieskie oczy z buntowniczą iskierką. W tej postaci kryje się zachrypnięty, soulowy głos, który przywodzi na myśl największe nazwiska piosenki kobiecej: „W wieku 15 lat zdałam sobie sprawę, że mogę bez trudu naśladować piosenkarki, których słuchałam na okrągło, jak Lauryn Hill, Erykah Badu czy Meshel Ndegeocello, i że mam dobre ucho!” Niesłychany głos wibruje w tej filigranowej postaci, ale nic nie zdradza jamajskiego pochodzenia! Selah jest stuprocentową Belgijką, urodzoną w Louvain, po flamandzkiej stronie tego „płaskiego kraju”. Jej młodość nie była łatwa, jak to typowej nastolatki: „Jako mała dziewczynka miałam wielką radość życia, ale dorastanie stanowiło granicę wyjątkowo trudną do przekroczenia. Byłam dziewczyną dość skrytą, z dużymi wahaniami nastrojów i stanami depresyjnymi”. To być może te ukryte za spokojną powierzchownością emocje, a nie geny, nadają ton jej twórczości. Dodajcie do tego niezwykłą wręcz łatwość pisania – Selah zaczęła komponować w wieku 15 lat – rapowania i poruszania się między łagodnymi dźwiękami a mocnymi brzmieniami… I oto mamy kipiący emocjami singiel „Raggamuffin”.

Selah, piękna i bestia

O czym opowiada w swoich tekstach? O emocjach, które lubi analizować. Tworzy po angielsku, mimo trudności z opanowaniem wszystkich niuansów gramatyki i słownictwa, ponieważ „śpiewanie po niderlandzku nie brzmi dobrze”. Nic dziwnego, że rozpoczęła pierwszy rok psychologii na uniwersytecie w Louvain. Ta młoda kobieta, siedzącą naprzeciw mnie, promienieje, kiedy mówię, że muzyka jest najprawdopodobniej najlepszą terapią: „Zawsze kiedy czułam się źle, mogłam o tym napisać. Ale ostatnio wszystko tak genialnie się układa, że wszystkie wątpliwości się rozproszyły. Teraz jest tak, jakbym była zbyt szczęśliwa na pisanie”. Ale uważajcie: jej muzyka jest mocno przesiąknięta melancholią. A „Break”, jej ulubiona piosenka, w której „za melodią i akordami kryją się głębokie treści”, jest na to dowodem - przez dreszcze, jakie wywołuje. 

Dans ce morceau, aux riffs proche de Patrice, la jeune Belge laisse éclater son style reggae muffinWrażliwość Selah uwodzi publiczność. Podczas grudniowego koncertu w paryskiej Boule Noire [sala koncertowa – przyp. tłum.] wokalistka łagodnie nas kołysze soulowymi brzmieniami i melancholijnymi tekstami. Ben Harper nie miałby tu nic do powiedzenia. Później następuje eksplozja. Reggae i rap biorą górę. Atmosfera rozgrzewa się w paryskiej sali w dzielnicy Pigalle, której teatralności młoda Belgijka oddaje się bez żadnych zahamowań: „Jeśli wibracje są dobre, łatwo się zapominam. Ale mimo wszystko czuję się spokojna wtedy, kiedy mogę schronić się za swoją gitarą. Kiedy śpiewam bez niej, bywa mi trudno. Zastanawiam się wtedy, co mam zrobić z rękami. Ten aspekt sceniczny nie jest więc zupełnie spontaniczny!” 

W poszukiwaniu wyjątkowości

Selah Sue jest młoda, ale zdeterminowana. Za wszelką cenę nie chce być „taka jak”, ale nie jest w stanie uniknąć porównań do Lauryn Hill, Amy Whinehouse czy Duffy. „To mi bardzo pochlebia, w końcu porównują mnie z różnymi artystkami, których wcale nie miałam zamiaru kopiować”, mówi z uśmiechem. Jej wzlot jest błyskawiczny, niemniej daje do myślenia. W wieku 16 lat odrzuciła kontrakt z wytwórnią Universal, ponieważ nie czuła się jeszcze gotowa na takie zobowiązania. „To nie był dobry moment. Nie byłam pewna, czy chcę się zawodowo zajmować muzyką”. Wspierała ją rodzina, upewniając, że powinna zaczekać aż nie będzie traktować tego jak zabawę: „No i czekam, ale na razie nie zawracam sobie głowy tym, co dalej”. Na razie wątpliwości się rozproszyły, artystka nie musi zastanawiać się nad życiem bez muzyki. Poświęca jej większość czasu w związku z przygotowaniami do albumu. Ten, na którym mieszają się wszystkie style z jej repertuaru (reggae, soul, hip hop i rytmy trochę wolniejsze), będzie „intensywny, psychologiczny, melancholijny, medytacyjny i mroczny”, zdradza piosenkarka.

Fot. kolorowe: ©Rob Walbers ; biało-czarne w: ©Michela Cuccagna/courtoisie de Selah Sue/myspace