Lifestyle

selfie: ja, książę na jednej z wielu gwiazd

Artykuł opublikowany 20 grudnia 2013
Artykuł opublikowany 20 grudnia 2013

|Fikcja| Z każdym dniem coraz bardziej personalizujemy obiekty i doświadczenia w naszym życiu codziennym. Możemy zaprojektować własne buty i własne programy telewizyjne. Jesteśmy pępkiem świata. Przed Wami urojone rozważania członka dystopijnego społeczeństwa przyszłości, w którym aż do bólu realizuje się wizję personalizacji, indywidualizmu i samojebki

Kie­dyś nad­mier­ny in­dy­wi­du­alizm na­zy­wa­no nar­cy­zmem, zaś nad­mier­ne dba­nie o sie­bie - ego­izmem. Teraz na­zy­wa się je ko­niecz­no­ścią, lub nor­mal­no­ścią. Roz­miar uni­wer­sal­ny brzmi jak naj­obraź­liw­sza z obelg. To wszyst­ko spra­wia, że gdy spo­glą­dam w prze­szłość, moim cia­łem wstrzą­sa zimny ​​dreszcz.

Moja wła­sna twarz na t-shir­cie i blu­zie. Tak bar­dzo w moim stylu

Kie­dyś lu­dzie cho­dzi­li do „skle­pów " i „wy­bie­ra­li" wcze­śniej wy­pro­du­ko­wa­ne ubra­nia, za­pro­jek­to­wa­ne zgod­nie z czy­jąś wizją. Swoje wła­sne pra­gnie­nia trze­ba było do­pa­so­wy­wać do cu­dzych po­my­słów. In­dy­wi­du­alizm i uni­ka­to­wość nie miały racji bytu w świe­cie, w któ­rym wszy­scy no­si­li to samo. Kiedy ja po­trze­bu­ję no­wych ubrań, lub chcę nieco za­ba­wić się wła­sną toż­sa­mo­ścią, wy­god­nie kładę się na łóżku, biorę lap­top, otwie­ram sze­ro­ko oczy i za­my­kam usta. Albo nie, nieco roz­chy­lam wargi, żeby nadać wszyst­kie­mu pi­kan­te­rii. Sa­mo­jeb­ka. Za­pisz jako. Za­lo­guj się na MyBuy.​com. Stro­na za­pi­sa­ła pa­ra­me­try mo­je­go ciała przy oka­zji ostat­nich za­ku­pów, więc nie muszę ponownie ich wpi­sy­wać. Pa­su­ją­ce do sie­bie ko­szul­ka i bluza. Kup. Pół go­dzi­ny póź­niej od­pa­ko­wu­ję pacz­kę z moim nowym wy­glą­dem. Moja wła­sna twarz spo­glą­da na mnie z t-shir­tu i bluzy. To tak bar­dzo w moim stylu.

Mój dobry przy­ja­ciel Dave (świeć Panie nad jego duszą) ma­wiał: „sel­fie jest wy­pa­czo­ną formą nie­gdyś świę­te­go po­ję­cia jaźni”. „Sa­mo­jeb­ka. Sa­mo-jeb­ka” – tłu­ma­czył – „to tak, jakby swoje wła­sne ja prze­sło­nić przy po­mo­cy tego wul­gar­ne­go ma­łe­go przy­rost­ka w do­kład­nie ten sam spo­sób, w jaki jest ono już fe­no­me­no­lo­gicz­nie prze­sło­nię­te tymi zwod­ni­czy­mi lu­stra­mi na­zy­wa­ny­mi na­szy­mi „przy­ja­ciół­mi" (wir­tu­al­ny­mi, oczy­wi­ście). Ich lajki na­da­ją sens na­sze­mu ist­nie­niu i spra­wia­ją, że je­ste­śmy okre­śle­ni, a nasze sa­mo­jeb­ki mają zna­cze­nie. Pa­mię­tam, że pod­czas tej roz­mo­wy po­wie­dzia­łem Dave’owi, że pie­przy jak po­ła­ma­ny. Bo pie­przył jak po­ła­ma­ny. Teraz Dave'a nie ma już z nami. Ja zaś – wprost prze­ciw­nie - jestem - a moja mi­łość własna wzbiera, gdy z t-shir­tu i bluzy spo­glą­da na mnie moja wła­sna twarz.

Stary świat, w któ­rym ist­niał ktoś poza mną

We­dług nie­któ­rych teo­rii świat, w któ­rym ist­niał ktoś poza mną samym – skoń­czył się w mo­men­cie, gdy po­ja­wi­ła się moż­li­wość włą­cza­nia pauzy pod­czas oglą­da­nia te­le­wi­zji. To wła­śnie wtedy zo­sta­li­śmy wy­zwo­le­ni z uciąż­li­we­go ogra­ni­cze­nia życia w tym samym cza­sie, co inni lu­dzie. Nie­gdyś lu­dzie zbie­ra­li się, by w tym samym cza­sie, o sta­łych go­dzi­nach oglą­dać pro­gram. Było to dla nich nawet przy­jem­ne. „Ro­dzi­na So­pra­no o dzie­wią­tej" – przy­po­mi­na­li sobie na­wza­jem z uśmie­chem. Bycie zmu­szo­nym do prze­strze­ga­nia go­dzin emi­sji to moim zda­niem jedno z naj­więk­szych na­ru­szeń wol­no­ści oso­bi­stej. Dziś mamy My­Ti­me i oglą­da­my to, co chce­my i kiedy chce­my.

Nie wiem dla­cze­go, ale my­śla­mi re­gu­lar­nie wra­cam do Dave'a. Do sza­lo­ne­go Dave’a o małej gło­wie i ogrom­nym ego. Zwykł on ma­wiać, że czy­ta­nie da­wa­ło moż­li­wość wej­ścia w skórę innej osoby, do­świad­cza­nia świa­ta z róż­nych per­spek­tyw. Mó­wi­łem Dave’owi, że pie­przy jak po­ła­ma­ny. Bo pie­przył jak po­ła­ma­ny. W czy­ta­niu nie cho­dzi o ro­zu­mie­nie in­nych, ale o coraz głęb­sze od­kry­wa­nie sa­me­go sie­bie. Prze­cież gdy lu­dzie czy­ta­li, w ich ręce tra­fia­ły te same książ­ki. Cza­sem mi­lio­ny osób ku­po­wa­ło te same „be­st­sel­le­ry". Wy­obra­ża­cie to sobie?! Dziś mamy wła­sne książ­ki, a ra­czej mamy My­Bo­oks. Wy­star­czy za­lo­go­wać się na ReadMe.​com, wy­brać ga­tu­nek i dłu­gość lek­tu­ry. Kom­pu­te­ro­wy sys­tem ReadMe.​com na­tych­miast ge­ne­ru­je sper­so­na­li­zo­wa­ne hi­sto­rie, opie­ra­jąc się na da­nych zgro­ma­dzo­nych przez de­ka­dy w mojej hi­sto­rii prze­glą­da­nia. W do­dat­ku nie muszę bez­sen­sow­nie wcho­dzić w ni­czy­ją skórę – to ja je­stem głów­nym bo­ha­te­rem czy­ta­nych prze­ze mnie ksią­żek.

Wy­dru­kuj­my sobie nasze wła­sne nar­ko­ty­ki

Dave zwykł mówić, że „sel­fie jest symp­to­mem sa­mot­no­ści wpi­sa­nej w ludz­kie ist­nie­nie". Był go­to­wy umrzeć za swoje prze­ko­na­nie, że to, co uwa­ża­my za le­kar­stwo, jest w isto­cie ob­ja­wem cho­ro­by. „Po­myśl na przy­kład o urlo­pie" – tłu­ma­czył Dave, świ­dru­jąc mnie swymi czar­ny­mi oczy­ma – "wa­ka­cje mogą pomóc ci zro­zu­mieć, co mam na myśli. Kie­dyś wszy­scy jeź­dzi­li na urlop z przy­ja­ciół­mi. Za­wsze było coś cie­ka­we­go, co można było zro­bić wspól­nie. Lu­dzie, któ­rzy spę­dza­li wa­ka­cje sa­mot­nie, czuli się opusz­cze­ni. Dziś sa­mot­ne wa­ka­cje są na po­rząd­ku dzien­nym, ale nikt nie czuje się opusz­czo­ny, bo wszyst­kim można po­dzie­lić się z przy­ja­ciół­mi, któ­rzy są gdzieś in­dziej. Wy­sy­ła się im sa­mo­jeb­kę z ka­nio­nu, tu­dzież sa­mo­jeb­kę z kan­gu­rem, w se­kun­dzie po­sy­pu­je się mi­lion laj­ków i ma się wra­że­nie, że przy­ja­cie­le są tu z nami. To lajki utwier­dza­ją w prze­ko­na­niu, że na­praw­dę ist­nie­je­my i spra­wia­ją, że sa­mot­ność prze­sta­je ist­nieć" – mówił Dave. Od­po­wia­da­łem Dave’owi, że pie­przy jak po­ła­ma­ny. Bo pie­przył jak po­ła­ma­ny. Dziś Dave nie żyje, ja zaś wprost prze­ciw­nie – wła­śnie wró­ci­łem z uda­nych wa­ka­cji, które spę­dzi­łem sam ze sobą, a z któ­rych re­la­cję zda­wa­łem na bie­żą­co na My­Ho­li­day.

Dave czę­sto po­wta­rzał, że lubi cho­dzić do du­żych klu­bów, w któ­rych wszy­scy są pod wpły­wem tych sa­mych nar­ko­ty­ków i dzie­lą tę samą mi­łość. „Oczy le­ni­wie ska­nu­ją prze­strzeń, a w po­wie­trzu unosi się har­mo­nia" – mówił Dave. Uwiel­biał po­czu­cie przy­na­leż­no­ści do wspól­no­ty. Dla mnie nie ma nic bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce­go. Kiedy ja chcę się na­ćpać, po pro­stu lo­gu­ję się na My­High, wy­bie­ram usta­wie­nia mo­je­go obec­ne­go na­stro­ju i mo­je­go po­żą­da­ne­go na­stro­ju i to wy­star­czy – nie ma wię­cej pytań. Im mniej pytań, tym mniej miej­sca na ludz­ki błąd. Wzór che­micz­ny nar­ko­ty­ku jest ge­ne­ro­wa­ny głów­nie na pod­sta­wie moich da­nych hi­sto­rii prze­glą­da­nia zgro­ma­dzo­nych przez pro­gram. Czę­sto efek­temn końcowym jest cał­ko­wi­cie nowa sub­stan­cja, wygenerowana spe­cjal­nie dla mo­je­go mózgu. My­High do­star­cza nar­ko­tyk w ciągu trzy­dzie­stu minut, a jeśli masz dru­kar­kę 3D, mo­żesz go sobie sam na­tych­miast wy­dru­ko­wać. Sam sobie dru­ku­jesz swoje wła­sne nar­ko­ty­ki. My­High. Our­High nie mia­ło­by racji bytu, bo nawet nie brzmi do­brze. Dni, kiedy wszy­scy brali te same nar­ko­ty­ki, nar­ko­ty­ki w roz­mia­rze uni­wer­sal­nym, mu­sia­ły być kosz­ma­rem. Nic dziw­ne­go, że tak wielu ludzi za­ła­py­wa­ło złe fazy.

Ten ar­ty­kuł sta­no­wi część serii ar­ty­ku­łów pod­su­mo­wu­ją­cych rok 2013, którą po­sta­no­wi­li­śmy po­świę­cić nar­cy­zmo­wi i sze­ro­ko po­ję­tej sa­mo­jeb­ce