Lifestyle

VOLL NICE! BERLIŃSKI SLANG

Artykuł opublikowany 8 września 2014
Artykuł opublikowany 8 września 2014

Każdy, kto przeprowadzi się do Berlina, szybko uczy się dobierać słowa – chodzi tu nie tylko o lawirowanie między berlińskim dialektem i licznymi językami obcymi, lecz również o możliwie jak najszybsze zaznajomienie się ze specyficznym dla Berlina slangiem. Ten mały leksykon powiniem ułatwić Wam start.

Bycie „cool” w Berlinie zależy od pozornie niewinnych słówek. Na przykład słówko „cool” wyszło już z mody. Wszystko, co jest interesujące, nieszablonowe lub godne uwagi, jest teraz „nice”. Można przypuszczać, że ma to związek ze stale zwiększającą się liczbą anglojęzycznych obcokrajowców, którzy obierają Berlin za swoją nową ojczyznę, osiedlają się w Kreuzkölln i Friedrichshain i na co dzień posługują się wyłącznie angielskim. Wydaje się to jednak mało prawdopodone – znajomość angielskiego słówka „nice” nie jest przecież odkryciem Ameryki. Poza tym to niepozorne słówko słychać prawie wyłącznie z ust młodych Niemców, którym najwidoczniej znudziło się już mówienie „cool”.

ZDROBNIAŁY BERLINECZEK

Nowoprzybyli szybko zauważają, że wprawdzie Berlińczycy w porównaniu ze swoimi kolegami z innych stolic – Londynu, Nowego Jorku czy Pekinu – mają raczej niewiele do roboty, ale wysławiają się krótko, szybko i dosadnie. Dlatego tylko turyści i „niewtajemniczeni” mówią „Schlessisches Tor”, „Görlitzer Park”, lub „Kottbusser Tor” –przebojowy Berlińczyk mówi wyłącznie „Schlesi”, „Görli”, „Kotti”. To samo dotyczy wielu innych słów, których często się używa i dlatego zostały zdrobnione: Spätkauf (całodobowy sklep, gdzie można kupić alkohol i inne drobne rzeczy, odpowiedni polskiego monopolowego), który sam w sobie jest osobliwą konstrukcją słowną – to Späti, tansport publiczny (niem. Öffentliche Verkehrsmittel) – Öffi, a powszechnie lubiane (bo tanie) piwo Sternburger – Sterni. Kto chce być „cool” musi mieć te zwroty opanowane. Nie powinno jednak używać się zbyt wielu zdrobnień w jednym zdaniu.

Kto raz opanował język przebojowych Berlińczyków z wyboru, musi oczywiście również zmierzyć się z radosno-bezczelną gwarą „prawdziwych” Berlińczyków znaną w całych Niemczech jako „Berliner Schnauze”. Większość Niemców prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że bułka (niem. Brötchen) nazywa się tu Schrippe. Z zamianą wielu końcowych cząstek, jak np. „ich” na „icke”, „was” na „wat” czy „das” na „dit”,  można się również osłuchać. Konsekwentna zamiana początkowego „g” na „j” i  zupełne przemieszanie czasowników przysparza przybyszom znacznie więcej trudności – „Kiek doch, wo de hinjehst!” (stand. niem. – Guck doch, wo du hingehst!, pol. Patrz jak idziesz!).

MOJA DZIELNICA, TWOJA DZIELNICA, NASZA DZIELNICA?

Inne słówko, które nieustannie słychać w Berlinie to „Kiez”. To, co gdzie indziej nazywa się „Stadtviertel” (pol. dzielnica) na północy Niemiec, a szczególnie w Berlinie, określa się pieszczotliwie mianem „mein Kiez”. Dawniej do prawdziwych berlińskich kiezów zaliczały tylko nieliczne dzielnice, obecnie każdy może nazwać pierwszy lepszy zakątek ze sklepem całodobowym i ulubioną knajpą mianem „Kiez”. Powinno się jednak unikać używania tego słowa, gdy jest się w Berlinie dopiero od dwóch dni – pachnie to jednoznacznie sztucznością i aspiracjami na szybkie stanie się Berlińczykiem.

Złośliwi twierdzą, że bycie „cool” nie zależy od doboru słów. Możliwe, ale w środowisku imprezowym bardzo szybko można zostać zaszufladkowanym jako turysta albo „Nowoberlińczyk” przez jedno nieodpowiednie słowo. Propozycja „komm rum!” nie oznacza wcale, że powinnieneś za kimś podążać, ale że możesz wpaść do niego z wizytą lub przyłączyć się do zabawy, a kto na inaugurację długiej nocy zamawia „Pfeffi”, ma na myśli jaskrawozielony likier miętowy. I jeśli mówisz „disco” zamiast „klub”, nie zostaniesz tu prawdopodobnie dobrze przyjęty. Poza tym w Berlinie nigdy nie organizuje się imprezy lecz bawi się – w końcu chodzi tu nie o aktywne zajęcie, ale o przyjemność. I właśnie dlatego Berlin, niezależnie od barier językowych, jest  po prostu „voll nice”.