Lifestyle

Wolność ekspresji w Europie: czy wolno się śmiać ze wszystkiego?

Artykuł opublikowany 16 stycznia 2015
Artykuł opublikowany 16 stycznia 2015

Natura francuskiego humoru została doskonale ujęta przez satyryka Pierre'a Desproges'a, który powiedział kiedyś: „Można śmiać się ze wszystkiego, ale nie ze wszystkimi". Jak jednak jest z tą kwestią w innych krajach Europy? Czy wszędzie można śmiać się ze wszystkiego?

W naszej redakcji pracują ludzie z 6 różnych krajów Europy i niejednokrotnie zdarzyło nam się, podczas zebrań redakcyjnych, czy barowych, dać się zwieść na manowce klisz i stereotypów. Ale nie podchodzimy do tego inaczej niż z humorem; polska wódka i włoscy maczo to dla nas jedynie powody do uprawiania satyry, nie zaś podstawa, na której konstruujemy swoje przekonania o Polakach czy Włochach. Czasem te klisze i stereotypy prowokuja w naszej redakcji burzliwe i owocne w konstruktywne wnioski dyskusje. Katha również często w nich uczestniczy. I ponieważ podczas swego ośmioletniego pobytu we Francji ta trzydziestoletnia Niemka doświadczyła ogromnej ilości punktów Godwina (moment, gdy w dyskusji internetowej pojawia się nawiązanie do Nazistów, red.), doskonale zdaje sobie sprawę z pewnych tematów tabu na temat swojego kraju. Kiedy podczas imprezy zaczynają pojawiać się żarty o Hitlerze, przyznaje, że nadal „dosyć mocno ją to irytuje". „Jednak mam wrażenie, że w Niemczech zachodzą wielkie zmiany" - dodaje. „Przedtem wszelkie wzmianki o Hitlerze były zakazane. Jednak w 2012 roku, satyryczna książka Timura Vermesa «Er ist wieder da» („On powrócił", red), która szybko stała się bestsellerem, dowiodła, że tabu Hitlera powoli odchodzi w zapomnienie.

Żydzi nadal tematem tabu

Jak mówi Katha, w Niemczech można ogólnie śmiać się ze wszystkiego. „Tak w każdym razie mówi prawo i to zadeklarował na wieczność Kurt Tucholsky (dwudziestowieczny niemiecki pisarz i dziennikarz, red.) wygłaszając swój legendarny tekst: «Satyra ma prawo do wszystkiego». Dziś może ona nawet nazywać się Martin Sonneborn (prezes Die Partei i redaktor naczelny satyrycznego magazynu „Titanic", red.) i siedzieć w Parlamencie Europejskim". Pomimo tego, Katha mówi, że w Niemczech nadal istnieje inne, o wiele silniejsze tabu, którego nie ośmieli się naruszyć żaden satyryk: Żydzi. „Gdy ktoś porusza tematy żydowskie, nadal tworzy to nieprzyjemną atmosferę, wywołuje skrępowanie i zakłopotanie". I choć może wydawać się to dziwne, Włosi są pod tym względem bardzo podobni do Niemców. Cecilia, która dopiero co przeprowadziła się do Paryża, tłumaczy, że we Włoszech nie ma możliwości stroić sobie żartów z Żydów, nawet gdyby robił to komik na scenie i wszystcy wiedzieliby, że to humor. „Żarty o takiej tematyce mogą padać w prywatnych, a nawet bardzo prywatnych rozmowach" - tłumaczy niemalże szeptem, dodając, że „we Włoszech kwestie Holokaustu są nadal ogromną traumą, również w środowisku młodzieży". 

W sferze mediów Włochy obawiają się hegemonii innej społeczności religijnej - Kościoła Katolickiego z Watykanem na czele. Ta grupa od lat niezmiennie pozostaje państwem w państwie. „Kościół ma znaczny wpływ na odbiór kultury i sztuki w moim kraju, niezależnie, czy mówimy tu o sztuce teatralnej, programie satyrycznym czy rysunku" - mówi Cecilia. Jako przykład podaje niesłychany przypadek włoskiego miesięcznika satyrycznego „Il Vernacoliere", który w 2005 roku opublikował karyaturę poprzedniego papieża Josepha Ratzingera alias Benedykta XVI. I choć samego miesięcznika nigdy nie pozwano, Kościół stworzył zupełnie wydumane nowe prawo: „Występek przeciwko religii katolickiej i okazanie pogardy względem papieża".

Wypadki samochodowe i gniew boski

Tabu nie bierze się jednak z praw i nakazów, lecz z mentalności ludzkiej. Wielu z moich rozmówców przytaczało kwestię autocenzury, mówiąc, że jeśli chodzi o drwiny z tematów tabu zarówno media, jak i członkowie społeczeństwa zachowują alergiczną wręcz ostrożność. W Polsce, na przykład, niektórzy decydują się przemilczeć niektóre tematy, żeby „Nie kusić złego". Pia, Polka mieszkająca w Paryżu, powiedziała mi, że „Polacy nie potrafią nadal zbytnio smiać się z rzeczy, których - otwarcie lub w głębi serca - się boją, żeby nie sprowokowac jakiegoś nieszczęścia. A przeciętny Polak z zasady boi się dwóch rzeczy: wypadków samochodowych i gniewu boskiego". W gazetach w kraju, w którym 80% populacji deklaruje wyznanie katolickie, trudno ci będzie znaleźć satyry i karykatury o Jezusie czy papieżu. Jednak czy w 2015 roku młode pokolenie Polaków nie próbuje przełamać tej bogobojności? „Mamy o wiele bardziej otwartą postawę niż nasi dziadkowie" - mówi Pia. „Ale to, co w niej dominuje to totalna obojętność".

W Hiszpanii humor ma swoją cenę, a bazą do jej obliczania jest humor o rodzinie królewskiej. Według hiszpańskiego kodeksu karnego, oszczerstwa i wszelkiego gatunku obelgi pod adresem monarchii podlegaja karze minimum dwóch lat więzienia. Ainhoa, 23-letnia Hiszpanka, ubawiła się po pachy, gdy w 2007 roku po raz pierwszy zobaczyła okładkę „El Jueves", która przedstawiała obecnego króla Hiszpanii Filipa VI w trakcie seksu od tyłu ze swoją żoną. Problem polegał na tym, że zobaczyła ją, dopiero wtedy, gdy ta dostępna była w internecie, bo policja skonfiskowała wszystkie numery „El Jueves"zanim gazeta dotarła do kiosków. Podobnie stało się z wieloma innymi publikacjami. Nie oznacza to jednak, że społeczeństwo hiszpańskie ma równie mało poczucia humoru, co policja w kraju. Zapytana o tematy tabu w Hiszpanii, Ainhoa z zastanowianiem przymruża oczy. „Powiedziałabym, że Hiszpania za rządów Franco, ale z tego też potrafimy się śmiać" - odpowiada. „Na imprezach, czy w gronie rodzinnym, żartujemy ze wszystkiego: z rodziny królewskiej, z Romów, z żebraków, a nawet z bezrobotnych".

Anglosaksońska poprawność polityczna

Debata na temat granic wolności ekspresji, która rozpętała się w całej Europie po środowym ataku terrorystycznym, coraz większym echem odbija się w krajach anglosaksońskich, ze Zjednoczonym Królestwem na czele. Większość przedstawicieli prasy z tamtych krajów zdecydowała się nie publikować okładek „Charlie Hebdo" uważając je za niepoprawne politycznie. Kiedy jest ten moment, gdy humor staje się uwłaczający w wielkulturowych społeczeństwach, które ponad wszystko dbaja o poszanowanie praw swoich członków? „Powiedziałabym, że nigdy nie śmiejemy się z karykatur dotyczących religii, pochodzenia, niepełnosprawności czy seksualności" - tłumaczy Kait, kanadyjska dziennikarka, która spędziła wystarczająco dużo czasu w Europie, żeby móc porównać tutejsze realia z realiami po drugiej stronie oceanu. „Kanada jest prawdopodobnie najbardziej poprawnym politycznie krajem na świecie. Za każdym razem, gdy słyszę, jak Francuzi żartują w sposób, który uważam za rasistowski, seksistowski i homofobiczny, jestem w szoku. To chyba największy szok kulturowy, który kiedykowlwiek przeżyłam". 

Każdy kraj Europy charakteryzuje się zatem inną wrażliwością na tematy tabu. Zasadnicza kwestia dotycząca humoru, podobnie, jak innych form komunikacji, to fakt, że forma jest nieodłącznie związana z treścią. I pytanie, które w tym kontekście pojawia się zawsze, prędzej czy później, to: kiedy jest ten moment, gdy posuwamy się o jeden krok za daleko? Jak odróżnić niezręczność od błędu? Parodię od prawdziwego zajęcia stanowiska? Dobre poczucie humoru od słabego żartu? We Francji, poza tematem wolności i Charliego, jest też inny problem, a na imię ma Dieudonné