Lifestyle

Wolność w Internecie: w poszukiwaniu e-praw

Artykuł opublikowany 3 lutego 2012
Artykuł opublikowany 3 lutego 2012
SOPA, PIPA, zamknięcie Megaupload, porozumienie ACTA... Zaledwie w ciągu kilku tygodni, z mocą większą niż kiedykolwiek, powróciła debata: wolność w Sieci a respektowanie praw autorskich. Postaramy się uporządkować wszystkie hiperłącza, prawnicze pojęcia i protesty.

Podczas gdy amerykański Kongres zaproponował ustawę SOPA („Stop Online Piracy Act”), senat zabrał się za PIPA („Protect Intellectual Property Act”). Ich wspólnym celem jest ukrócenie piractwa. Głosowanie za tymi ustawami zostało jednak przełożone w czasie w wyniku fali protestów, jaka rozpętała się w sieci. Wszyscy wiemy, że wielkie portale, takie jak anglojęzyczna Wikipedia czy Wordpress, zamknęły swe podwoje na 24 godziny, ale...

Co tak właściwie oznaczają te ustawy?

Mówi się nawet o ruchu „Occupy the Internet”.Jakim prawem FBI zamknęło Megaupload zaledwie kilka dni po odroczeniu głosowania na temat wspomnianych aktów prawnych, a więc zanim SOPA i PIPA weszły w życie. Według senatu i Kongresu, wspomniane propozycje mają na celu położenie kresu piractwu oraz wymianie plików poprzez strony internetowe. Idea ta została poparta przez większą część najbardziej poszkodowanego przemysłu rozrywkowego, który odkąd Internet zagościł w naszych domach, wciąż nie potrafi dostosować się do nowej rzeczywistości i przezwyciężyć kryzysu. Internauci oceniają te regulacje jako atak na własność i wolność w sieci. Przemysł rozrywkowy z kolei uważa je za konieczne, aby zdobyć poszanowanie dla praw własności intelektualnej produktów, które oferują. Ustawa SOPA zaproponowana przez republikańskiego kongresmana z Teksasu chce kontrolować wszystkie materiały udostępniane w Internecie, obligując do sprawowania tego nadzoru firmy, co przeciwnicy ustawy uznają za zamach na własność użytkowników Internetu. Według SOPA'y internauci, którzy rozpowszechniają informacje, popełniają tym samym przestępstwo i jeśli ktoś wyśle lub otrzyma treści chronione prawami autorskimi, może zostać odłączony od sieci, a nawet oskarżony o piractwo.

W środku chaosu... zamykają Megaupload

„Nielegalna organizacja odpowiedzialna za ogromną sieć piractwa światowego” – tak służby federalne definiują Megaupload. Zaledwie tydzień temu FBI zamknęło portal wraz z 18 pokrewnymi mu stronami. Jego założyciela, znanego jako Kim Dotcom zatrzymano pod zarzutem łamania praw autorskich oszacowanych na ponad 500 milionów dolarów, prób wymuszenia oraz prania brudnych pieniędzy. Ale nie był jedynym. Wraz z nim, za naruszanie praw autorskich, wpadło 6 innych osób. Na reakcję nie trzeba było długo czekać.

Anonymous, grupa hakerów od miesięcy zdobywająca popularność poprzez szkodzenie różnym firmom, na znak protestu wobec niesprawiedliwości i tym razem zaatakowała. Anonymous wtargnęli na oficjalne strony rządu amerykańskiego oraz wielkich wytwórni muzycznych, uniemożliwiając do nich dostęp oraz publikując linki do ściągania muzyki różnych artystów. Hakerzy-aktywiści zapowiadają kolejne ataki.

Konsekwencje na krótszą i dłuższą metę

Po zamknięciu portalu Megaupload można spodziewać się zablokowania wielu innych stron. Jeśli nie zostaną zablokowane, to przynajmniej zmodyfikowane - wszystkie zawierają bowiem treści portalu stworzonego przez Kima Dotcom. Na przykład Cinetube czy PeliculasYonkis, hiszpańskie portale działające na podobnych zasadach, musiały usunąć linki odsyłające do użytkowników Megaupload zablokowanych wraz z zamknięciem serwisu przez FBI. Co ciekawe, w krajowej gazecie hiszpańskiej, twórcy PeliculasYonkis i SeriesYonkis wystawili strony na sprzedaż dwa dni przed zamknięciem Megaupload (chociaż parę godzin później -ku zaskoczeniu wielu - twierdzili, że zrobili to już rok wcześniej).Rządy, najczęściej naciskane przez środowiska kulturalne takie jak kina, wydawnictwa czy wytwórnie muzyczne próbują (czasem skutecznie) ograniczyć wolność w Internecie i zakazują nielegalnego ściągania plików. Internauci z kolei nie mają zamiaru siedzieć z założonymi rękami.

W Europie jak na razie prawo jest mniej restrykcyjne od tego, które może zostać wprowadzone w Stanach Zjednoczonych. Komisja Europejska jednak kilkakrotnie dała już do zrozumienia, że w przyszłości Internet będzie bardziej kontrolowany. Jak wyznaczyć granicę pomiędzy wolnością słowa i prawem do własności internauty a prawem własności intelektualnych i autorskich? Czyżbyśmy wkraczali w erę e-wolności i e-praw?

Fot.: główna (cc) rbbaid/flickr; w tekście: (cc) DonkeyHotey/flickr; wideo: (cc) colejadice/youtube