Polityka

Amelia andersdotter: Wolę uprawiać politykę, niż leżeć pijana pod stołem

Artykuł opublikowany 31 marca 2014
Artykuł opublikowany 31 marca 2014

Ame­lia An­ders­dot­ter  jest naj­młod­szą de­pu­to­wa­ną w europarlamencie. Czasem bywa, że sama sie­bie pyta dla­cze­go się tam w ogóle zna­la­zła. Eu­ro­po­słan­ka ze Szwe­cji w nad­cho­dzą­cych wy­bo­rach do PE bę­dzie po­now­nie re­pre­zen­to­wać Par­tię Pi­ra­tów. Rozmawialiśmy z nią o upi­ja­niu się do nie­przy­tom­no­ści oraz  zwią­zku Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go z wa­le­nia­mi.

Ame­lia An­ders­dot­ter bacznie roz­glą­da się wokół sie­bie, gdy zmierza w moją stronę z jasnozielonym plecakiem na plecach.  Uścisk dłoni zdaje się przy­no­sić jej ulgę. Naj­młod­sza po­słan­ka Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go nie bywa w Pa­ry­żu zbyt czę­sto. W dro­dze do ka­wiar­ni opo­wia­da mi o pew­nym kon­gre­sie bez­pie­czeń­stwa cy­fro­we­go, w któ­rym ma za­miar uczest­ni­czyć na­stęp­ne­go dnia. Właściwie nadal nie wia­do­mo do­kład­nie, jakie spra­wy zo­sta­ną poruszone na spotkaniu. Sam kon­gres przy­po­mi­na jej tro­chę po­lo­wa­nie na duchy. Pyta mnie, czy boję się du­chów, na co nie znaj­du­ję spon­ta­nicz­nej i traf­nej od­po­wie­dzi. Do na­szej roz­mo­wy wkra­da się odro­bi­na mil­cze­nia.

Na krót­ko przed wej­ściem do PE

Ame­lia za­ma­wia frytki i her­ba­tę o przy­jem­nym za­pa­chu. Zaj­mu­je­my miej­sca na końcu we­wnętrz­ne­go dzie­dziń­ca, który zaludniają mło­dzi do­brze ubra­ni Pa­ry­ża­nie. Jedni ślę­czą sa­mot­nie przed swo­imi macbookami, inni za­pi­su­ją coś w mo­le­ski­no­wych ka­je­tach. Brodaci przystojniacy obczajają odziane w przewiewne ubrania młode dziewczyny. Słoń­ce jesz­cze nie za­szło, Paryż oddycha pierwszymi powiewami wiosny. Za­mó­wio­ne frytki Ame­lia za­czy­na zja­dać tro­chę łap­czy­wie.

kiedy INNI SIĘ UPI­JA­LI, ONA TWO­RZY­ŁA PO­LI­TY­KĘ

Czy Szwe­cja - jej oj­czy­zna - to rze­czy­wi­ście tak ro­man­tycz­ne miej­sce,  jak lu­dzie sobie za­zwy­czaj to wy­obra­ża­ją? Wpa­tru­je się we mnie z po­wa­gą. Ame­lia do­ra­sta­ła w małej wio­sce, gdzie szwedz­kie ro­dzi­ny wy­cho­wu­ją swoje po­cie­chy z dala od wiel­kich miast. Szwe­dów opisuje jako ludzi po­wścią­gli­wych. „Myślę, że sama do­brze wpi­su­ję się w tę ka­te­go­rię" - stwier­dza, nie spo­dzie­wa­jąc się sprze­ci­wu z mojej stro­ny. Po prze­pro­wadz­ce w oko­li­ce Sztok­hol­mu na stu­dia, w prze­ci­wień­stwie do in­nych Szwe­dów w jej wieku, nie miała ocho­ty na czę­ste picie al­ko­ho­lu. Wspo­mi­na, jak ubó­stwia­li oni tzw. „binge drin­king" (zachlewanie się na umór, red.). Taki też był po­czą­tek jej po­li­tycz­nej ka­rie­ry - pod­czas gdy więk­szość stu­den­tów le­ża­ła pi­ja­na pod sto­łem, ona dys­ku­to­wa­ła ze swo­imi przy­ja­ciół­mi o po­li­ty­ce. „Do swo­ich po­li­tycz­nych po­my­słów do­szłam przy fi­li­żan­ce kawy" - tłumaczy. Wygląda mi na introwertyczkę, ale jej słowa prze­peł­nia nie­prze­nik­nio­na po­wa­ga.

Pytam dla­cze­go chce po­now­nie do­stać się do PE. Przed udzieleniem odpowiedzi lekko ścią­ga usta i zatapia wzrok w bez­chmur­nym pa­ry­skim zmierzchu, kur­czo­wo ści­ska­jąc swój ple­cak. „Cza­sem cięż­ko po­wie­dzieć. In­sty­tu­cje eu­ro­pej­skie przy­po­mi­na­ją wa­le­nia z nad­wa­gą, któ­re­go nie­ła­two ruszyć" - mówi. Pytam ją, na ile praw­do­po­dob­na by­ła­by jej zda­niem zmia­na tego stanu rze­czy. „Z mu­cha­mi by­ło­by ła­twiej. One od razu zmie­nia­ją kierunek lotu" - odpowiada. Ame­lia po­ka­zu­je mi dłońmi tor lotu muchy. Może stroi sobie ze mnie żarty, może chcia­ła­by, żebym się z tego śmiał - tak na­praw­dę nie je­stem pe­wien. Bez­sen­sow­ność wielu rze­czy w Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim budzi w niej gniew i również ta złość motywuje ją do pracy w tym, a nie innym miej­scu. Ilu­stru­je to pew­nym przy­kła­dem. Ostat­nio przy­słu­chi­wa­ła się wypowiedzi przed­sta­wi­cie­la prze­my­słu ka­blo­we­go, który słowo w słowo po­wtó­rzył to, co kilka dni przed­tem pod­czas po­sie­dze­nia po­wie­dział jego par­la­men­tar­ny ko­le­ga. Wielu par­la­men­ta­rzy­stów w ogóle nie prze­jmuje się lob­bin­giem w PE i chęt­nie schle­bia­ re­pre­zen­tan­tom in­te­re­sów róż­nych grup.  Trak­tu­jąc lob­bo­wa­nie z obo­jęt­no­ścią, par­la­men­ta­rzy­ści - w tym jej ko­le­ga, który wy­po­wia­dał się w imie­niu kablowego biznesmena - po­stę­pu­ją amo­ral­nie i wbrew wszel­kim war­to­ściom. Amelia tłumaczy, że z tego po­wo­du za­czę­ła oce­niać ludzi po tym, kogo re­pre­zen­tu­ją. Niema ak­cep­ta­cja wobec lob­bin­gu to cho­ro­ba, na którą ostat­nio za­pa­dła Bruk­se­la.

PLA­GIAT!

Podczas naszego spotkania Ame­lia nie oswo­iła mnie z in­sty­tu­cja­mi eu­ro­pej­ski­mi, wręcz prze­ciw­nie - zo­bra­zo­wa­ła je jako dzi­kie zwie­rzę­ta, do któ­rych nie na­le­ży pod­cho­dzić zbyt bli­sko.  Mu­sia­łem wy­obra­żać sobie sze­reg par­la­men­ta­rzy­stów, któ­rych po­my­sły po­ły­ka ogrom­ny waleń i któ­rych opi­nie lob­by­ści prze­ina­cza­ją nie do po­zna­nia. Czy Eu­ro­pa na­praw­dę jest aż tak straszna?

Zda­niem Ame­lii Europa w ogóle nie jest strasznam ale jeśli ma zamiar nadal wspie­rać na kon­ty­nen­cie otwar­tą i wolną wy­mia­nę, musi po­zo­stać czuj­na. Historia dowodzi temu, że Eu­ro­pa tra­dy­cyj­nie przo­do­wa­ła w nauce i osią­gnię­ciach kul­tu­ral­nych, po­nie­waż jej miesz­kań­cy pla­gia­to­wa­li owoce swo­jej pracy. Par­la­ment musi za­pew­nić Europejczykom pewną wolność, by kontynent mógł nadal się rozwijać. Ży­je­my w cza­sach, w któ­rych przy­ja­ciół znaj­du­je­my w opar­ciu o wspól­ne do­świad­cze­nia - nie zaś o wspól­ne po­ło­że­nie geo­gra­ficz­ne.

Spotkanie dobiega końca i ponownie po­da­je­my sobie dłoń. Amelia tym razem lekko się kła­nia i następnie spie­szy ze swoim zie­lo­nym ple­ca­kiem do wyj­ścia. Przed wy­bo­ra­mi do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go zo­sta­ło jesz­cze tro­chę do zro­bie­nia.