Polityka

Ataki w Paryżu: „Oni” to zrobili

Artykuł opublikowany 1 grudnia 2015
Artykuł opublikowany 1 grudnia 2015

[Opinia] Zgoda, może faktycznie coś jest na rzeczy, ale kim są ci „oni”? Ważne jest, aby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, zanim zadamy kolejne, kluczowe dla przyszłości naszej cywilizacji. Przemyślenia na temat ostatnich wydarzeń w Paryżu. 

Minęło niewiele ponad 72 godziny; 72 godziny na emocjonalnej huśtawce oscylującej pomiędzy: lekiem, przerażeniem, niedowierzaniem, złością i grozą – bo przecież podstawowym celem terroryzmu jest budzenie przerażenia. Co do tego nie ma wątpliwości i osiąganie tego celu idzie im nadzwyczaj dobrze.

Być może to prawda, lecz kim są „oni”? Oto kluczowe pytanie. 

 „Fundamentaliści”, „Islamiści”, „ISIS”, „muzułmanie”: odpowiedzi, jakie otrzymasz na to pytanie mogą być różne, czasami nie do końca poprawne, innym razem całkowicie błędne. Jednak nie to jest największym problemem. Zawsze jest czas na naukę i zmianę tych postaw, jeśli tylko istnieje pragnienie doinformowania się i poszukiwania prawdy.

Główny i najbardziej niepokojący problem pojawia się wtedy, gdy wszystkie te elementy pojawiają się jednocześnie. Chaotycznie zmieszane w cuchnącym garze – siedlisku nienawiści, ignorancji i beztroski. Aby to sobie uświadomić wystarczy tylko wyjść na ulicę.

Z pewnością mówimy tu o nieludzkim i bezsensownym wydarzeniu, które do głębi wstrząsnęło całym kontynentem i które bez wątpienia pozostanie w pamięci zarówno Francuzów jak i Europejczyków przez cale pokolenia. Problem pojawia się, kiedy dyskutujemy o tych wydarzeniach w atmosferze niedowierzania i strachu – wtedy rozmowa nieubłaganie zmierza do punktu, w którym jeden z rozmówców powie coś w rodzaju „Oni to zrobili!” „Kto?” „Arabowie! ISIS! Muzułmanie!”.

Otóż to. Te trzy elementy nie mają ze sobą nic wspólnego, ale przedarły się niepostrzeżenie do wyobraźni publicznej jako jedna demoniczna istota, która zagraża europejskiej kulturze, tożsamości i bezpieczeństwu. Jest to niepokojący obraz, gdzie każdy pobożny muzułmanin zamieszkały w Europie utożsamiany jest z terrorystą, brutalnym zabójcą działającym w służbie żądnego krwi boga.

Prawda, jak to zawsze bywa, jest inna. Prawdą jest, że „oni” zagrażają naszemu stylowi życia. Oni, to znaczy terroryści, osoby, które kierowały masakrą i zgotowały całą tę rzeź. Tak, ta mała garstka osób. Ponieważ mówimy tu jedynie o kilku osobach, a populacja muzułmanów w Europie jest ogromna. 

Prawda jest taka, że oni naruszają nasz pokój oraz nadal niepewną koegzystencję, którą budujemy od lat i którą będziemy budować nadal, każdego dnia, z cierpliwością i determinacją. To wszystko dlatego, że dla niektórych ludzi ten pokój jest czymś niewyobrażalnym. To niedopuszczalne, że chrześcijanie, żydzi, muzułmanie i ateiści mogą żyć obok siebie w pokoju, we wspierających się wzajemnie społecznościach. Wydaje się, że tych „kilku” chce zdominować tych „wielu” używając najstarszej metody edukacyjnej, jaką jest przemoc. Usum castagabis, centum emendabis – ta łacińska sentencja oznacza: „potępiając jeden błąd naprawisz ich”. Coś, co nie tylko może wygenerować czysty strach w obywatelach państwa (cel oraz przekaz zostały świadomie obrane: możemy w ciebie uderzyć, kimkolwiek jesteś), ale może również zatrzymać postęp w procesie integracji. „Oni” zasiali niepewność, przemieniając serię kryminalnych ataków w starcie cywilizacji, pomiędzy światem zachodnim a kulturą islamską.

Jaka jest zatem najwłaściwsza reakcja na to barbarzyństwo? Zdecydowanie nie decyzja o odcięciu się, podziale i podkreślaniu różnic.

Niemożliwe jest wypowiadać się na temat reakcji w stylu jednego z włoskich dzienników Libero, który swój sobotni artykuł otwierający zatytułował: „Dranie muzułmanie”, czy też niektórych polityków Ligii Północnej, którzy w pierwszych pięciu minutach po rzezi opublikowali następujące słowa: „skopiemy tyłki kolejnym lewicowym politykom, tym pięcio-gwiazdkowym idiotom, mówiącym o umiarkowanym islamie”. Lider Ligi Północnej Matteo Salvini opublikował na Facebooku post: „zagarnąć wszystkie islamskie posiadłości we Włoszech, wstrzymać wyloty i przyloty, zaatakować Libię i Syrię”. Ponadto, należy pamiętać, że te wszystkie pomysły mogą zakorzenić się w ludzkich umysłach w momencie, kiedy jest jeszcze za wcześnie, by poradzić sobie z organiczną reakcją.

Jedynym możliwym rozwiązaniem jest integracja; zachowanie otwartego umysłu, co uniemożliwi izolację czy marginalizację. Współpraca ze wszystkimi praktykującymi muzułmanami w celu znalezienia antidotum na tę truciznę. Bezsensownym jest zamknięcie granic, czy też budowa prawnych i kulturowych murów pomiędzy Europejczykami i muzułmanami, a to z tej racji, że wróg jest już u nas, co wydarzenia w Paryżu wyraźnie ukazały.

Wojna i przemoc nie przyniesie nic pożytecznego poza uczynieniem z dokonanego przez garstkę ludzi zamachu w Paryżu starcia cywilizacyjnego. Ponadto spowoduje to zaognienie negatywnych uczuć, wzrost liczby zamachowców, radykalizację idei i uczynienie z pacyfistów bojowników.

Musimy znaleźć równowagę, by walczyć z „nimi”. A „oni” to wyłącznie terroryści, ponieważ pozostali muzułmanie są częścią słowa „my”.