Polityka

Berlusconi wychował młodych. Jak teraz reedukować Włochy?

Artykuł opublikowany 9 listopada 2011
Artykuł opublikowany 9 listopada 2011
Era post-Berlusconi zbliża się wielkimi krokami: czy Włochy przyzwyczają się do nudy politycznej debaty, do wymiany pomysłów, do braku człowieka kochanego, a zarazem nienawidzonego, którego zakończenie politycznej kariery jest równoznaczne z pożegnaniem modelu telewizyjnego sukcesu, gwarantującego natychmiastowe zwycięstwo?
Czy Włochy przyzwyczają się do poczucia legalności i do obowiązku płacenia podatków? Jak my, młodzi ludzie, którzy dorastaliśmy wraz z nim, zaczniemy życie na poważnie?

Od dłuższego czasu z rezygnacją i wstydem przyglądam się gafom Silvia Berlusconiego (wyśmiewanego przez polityków zagranicznych), kompromitującym nie tylko siebie samego, ale i Włochów, których przecież reprezentuje. Gdy kolejny raz opowiada nam kolejny z jego znanych dowcipów, pokazywanych we wszystkich dziennikach telewizyjnych (i na zawsze unieśmiertelnionych na kanale Youtube), z wielkim zażenowaniem, którego nie mogę stłumić od lat, pytam zmartwiona: czy tacy pozostaniemy na zawsze?

Wielu młodym Włochom Silvio Berlusconi kojarzy się z natarczywą obecnością, która towarzyszy im od wielu lat - od czasów kiedy stawiali swoje pierwsze kroki aż do chwili obecnej – kiedy to właśnie wchodzą w dorosłość. 

Czy w momencie wejścia w ewentualną erę post-Berlusconi, Włochy podejmą się auto-reedukacji? Czy Włochom uda się podjąć i zrozumieć poważny dialog polityczny, wolny od skandali, śmiechu i zwrotów akcji? Myślę w tej chwili zwłaszcza o młodzieży. Należy pamiętać, że wielu młodym Włochom Silvio Berlusconi kojarzy się z natarczywą obecnością, która towarzyszy im od wielu lat - od czasów kiedy stawiali swoje pierwsze kroki aż do chwili obecnej – kiedy to właśnie wchodzą w dorosłość. Wielu dorastało wraz z jego telewizją, z jego programami, z jego twarzą nie schodzącą z ekranu. Wielu żyło sukcesami jego drużyny piłkarskiej, która w latach 90. zdominowała europejską piłkę. Jak zareagują Włosi, gdy odkryją, że polityka nie musi być rozrywką, że debata polityczna nie musi się przekształcić w talk show? Kto wie, co to będzie za rozczarowanie, kiedy zdadzą sobie sprawę, że czasem dyskusje i wymiana pomysłów są w rzeczywistości długim, żmudnym i trudnym procesem bez niespodzianek.

W wywiadzie sprzed kilku lat, historyk i dziennikarz Indro Montanelli stwierdził niepokojącym tonem: „To czego powinniśmy się obawiać ze strony Berlusconiego, to nie kary. To nagrody".

Być może Włosi uzależnili się od tych „nagród”? Artykuł pt. „L'Italie de l'après Berlusconi en cinq punktów noirs”, który ukazał się kilka dni temu w tygodniku „Le Nouvel Observateur”, zwraca uwagę na to, że oprócz wielu problemów, które niepokoją Włochy w erze post-Berlusconi – jak np. europejski kryzys gospodarczy czy niepokojący poziom bezrobocia wśród młodzieży – rozprzezstrzenia się tzw. "kryzys moralny". To poważny problem, który wpłynie na przyszłość kraju. W tym momencie pojawiaja się kwestia „nagród”, których należy się obawiać i przed którymi ostrzegł Indro Montanelli. Artykuł „Le Nouvel Observateur” przedstawia wiele elementów złego wychowania młodzieży (i nie tylko) wychowanej za czasów Berlusconiego. Wspomina m.in. o tym jak „berluskonizm” zachęca do bezprawia i oszustw podatkowych, a także o tym jak zmitologizował obraz telewizyjnej „soubrette” lub „escort” – popularyzując w ten sposób profil kobiety uległej i podporządkowanej. Podkreśla również jak Berlusconi pozostawia w spadku przekonanie, że wszystko można kupić i sprzedać. Na odzyskanie równowagi potrzeba będzie dużo czasu i odwagi. Z tego względu Włosi będą musieli poddać się moralnej reedukacji, niekoniecznie popadając w skrajność bigotów.

Ze sceny politycznej zniknie postać, którą do tej pory kochano albo nienawidzono do szaleństwa 

Być może, aby odzyskać pozycję, Włosi powinni na nowo nauczyć się stosowania samokontroli i równowagi. Poważne debaty i wymiany poglądów nie muszą przecież być nudne. Nie pozostaje nic innego jak powrót do utraconego racjonalizmu. Mam tu na myśli zwolenników i przeciwników Silvia Berlusconiego, ponieważ ze sceny politycznej zniknie postać, którą do tej pory kochano lub nienawidzono do szaleństwa. Sądzę, że w dzisiejszych czasach nie ma we włoskiej polityce postaci, które w tak bezczelny sposób promowałyby kult jednostki jak obecny szef rządu.

Z tego też powodu Berlusconi wywołuje skrajne uczucia - z jednej strony szaloną miłość związaną z kultem osobowości (w użyciu jest powiedzenie: „dobrze, że jest Silvio”), z drugiej strony - nienawiść i pogardę. Wypowiedzenie jego nazwiska nie wywołuje ani łagodnych reakcji ani obojętności. Co gorsza, nie wydaje się by można było dokonać konstruktywnej krytyki jego niejasnego programu politycznego (który zawsze ginie w tle skandali), ponieważ Włosi nie mają czasu nienawidzić czy kochać tak jak on. By przekonać się jak silne reakcje wywołuje postać Berlusconiego, wystarczy spojrzeć na ostatnie komentarze na Facebooku: „Pogłoski o mojej rezygnacji są bezpodstawne”. Każde oświadczenie Berlusconiego wywołuje burzę. Są tacy, którzy rozgniewani jego zachowaniem piszą wielkimi literami: „PAN POWINIEN SIĘ WSTYDZIĆ, Z TEGO WSTYDU POWINIEN PAN ZAŁOŻYĆ SOBIE WOREK NA GŁOWĘ!”. Inni, którzy boją się apokaliptycznych konsekwencji, piszą: „Ze względów humanitarnych powinieneś zostać usunięty możliwie jak najszybciej”. Istnieją nawet tacy, którzy chcą jego śmierci: „nie musisz rezygnować, musisz umrzeć”. Inne komentarze, o zupełnie innym charakterze, zachęcają: „Panie premierze, proszę nie rezygnować, tylko iść do przodu i myśleć o nas – obywatelach”. Nie brakuje też haseł, jakby zasłyszanych na stadionie: „Wielki Silvio! Nie poddawaj się!”.

Zastanawiam się co się stanie kiedy Włosi obudza się w świecie bez Berlusconiego – postaci zarówno kochanej, jak i znienawidzonej. Oto mój apel. Chciałabym przeczytać wasze opinie, już nawet bez wymawiania jego imienia... Co z naszą przyszłością? Co robić? Piszcie!

Fot.: (cc) giuseppesavo/flickr