Polityka

Bronisław Geremek: "Jestem gotów ponieść konsekwencje"

Artykuł opublikowany 1 maja 2007
Artykuł opublikowany 1 maja 2007
Polski eurodeputowany odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego. Państwowa Komisja Wyborcza grozi mu utratą mandatu.

Obowiązująca od 15 marca ustawa lustracyjna nakazuje, by oświadczenia o współpracy ze słuzbami specjalnymi PRL składały również osoby, które zrobiły to już wcześniej. W ostatnim zdaniu pisma pojawia się stwierdzenie, że nie przekazanie oświadczenia skutkuje pozbawieniem funkcji publicznej. Wezwania do złożenia deklaracji otrzymało wiele osób, które z przeszłości już się rozliczały, między innymi pierwszy premier demokratycznej Polski, Tadeusz Mazowiecki i prof. Bronisław Geremek.

Jedni mówią, że nie można wybierać sobie jakie prawo będziemy szanować a jakiego nie przestrzegać, inni, że decyzja prof. Geremka była dramatycznym ale potrzebnym aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Panie profesorze, jak pan się poczuł, kiedy otrzymał zawiadomienie?

Przede wszystkim rozgoryczony. Otrzymałem z Państwowej Komisji Wyborczej pismo, które mi przypomniało serię pisemek zawiadamiających mnie o odmowie paszportu, które otrzymywałem w czasach PRL-u. W piśmie tym i następnym, które Komisja skierowała w ostatnich dniach, zawiadamia się mnie, że mocą ustawy lustracyjnej jestem pozbawiany mandatu posła do Parlamentu Europejskiego. Dostałem pismo, w którym przewodniczący Komisji oświadcza, że do jego obowiązków należy poinformowanie mnie, że taki jest mechanizm. Natomiast nie otrzymałem pisma, które by mnie zawiadomiło, że został uruchomiony ten proces.

W momentach kiedy podpisywałem poprzednie deklaracje wypowiadałem się w innym kontekście prawnym. Ja deklarowałem, a wyborcy zadecydowali w momencie kiedy się ubiegałem o funkcje publiczne. A tutaj, automatycznie, unieważnia się decyzje ponad setki tysięcy wyborców nie za czyn, tylko za niewypełnienie formularza. Jest to nie do przyjęcia. Myślę o tym z rozgoryczeniem, dlatego że Polska to państwo wolne, nie możemy zwalać załatwiania naszych problemów na nikogo innego. Złe prawo zostało ustanowione przez demokratyczną instytucję państwa, dlatego mój głos jest głosem w imieniu pewnych zasad. Nie może urzędnik unieważnić 120 tysięcy głosów wyborców.

W ponad 70 dziennikach europejskich ukazała się wiadomość o tym, co się stało. Jak pan ocenia fakt, że w pana obronie wystąpili czołowi politycy europejscy?

Chciałbym to traktować jako jeden z wyrazów sympatii i zaufania dla Polski. To bardzo miłe, ale nie chciałbym, żeby inne państwa występowały w mojej obronie, tylko żeby w moim kraju była świadomość, że to prawo, które zostało uchwalone, jest złym prawem. A ponieważ jesteśmy krajem demokratycznym i wolnym, powinno być możliwe wycofanie się z niego. Mam nadzieję, że pojawi się opamiętanie ze strony władz publicznych Polski.

Dostaję wiele oświadczeń wyrażających życzliwość ze strony rządów europejskich i czołowych przedstawicieli tych rządów. Przewodniczący Poettering powiedział, że uważa za rzecz ważną żebym był członkiem Parlamentu Europejskiego. Parlament rozważy, czy decyzje polskich władz nie są elementem działania politycznego, które jest sprzeczne z immunitetem parlamentarnym.

Nie chciałbym, żeby to był element poparcia indywidualnej sprawy posła, ale żeby było to świadectwo, że Polska jest znaczącym krajem Unii a Unia jest wspólną rodziną dla krajów które do niej przystąpiły.

Jakby Pan skomentował słowa pana Cohn-Bendita o "stalinowskich lub faszystowskich metodach" rządu polskiego?

To co mówi pan Cohn-Bendit, mówi na własną odpowiedzialność. Jest to barwna postać parlamentu słynąca z tego, że językiem posługuje się dla dramatyzowania prawdy. Myślę, że te porównania do Polski, której rząd - którego jestem przeciwnikiem - został wybrany demokratycznie, nie mogą się odnosić. Sądzę także, że demokratycznie ten rząd zostanie zmieniony.

Jakiego rozwoju wydarzeń się Pan spodziewa? Czy bierze pan pod uwagę ewentualność utraty mandatu?

Od pierwszej chwili biorę pod uwagę to, że utrącę mandat poselski w Parlamencie Europejskim i podejmując tę decyzję podejmowałem także koszt własny. Jestem gotów go ponieść.

Jest wiele scenariuszy, wszystkie są w tej chwili w rękach polskiej władzy publicznej. Może ona oświadczyć, że cofnięcie mandatu jest automatyczne, powołując się na odpowiednie przepisy prawa. Ale byłoby paradoksem, że karane najwyższą w tym wypadku karą jest nie to, że popełniłem czyn, bo ja nigdy nie współpracowałem ze służbami specjalnymi, tylko to, że nie wypełniłem papierka który został mi przedstawiony. Jest to naruszenie pewnej kultury prawnej. Przewodniczący Poettering oświadczył, że jeżeli otrzyma pismo ze strony polskich władz, przekaże je do rozpatrzenia do Komisji Prawnej PE, a potem zostanie ono rozpatrzone przez parlament w plenarnej sesji.

Wówczas może wyniknąć spór dla Polski szkodliwy, miedzy rządem RP i Parlamentem Europejskim, który rozstrzygnąć musiałaby Rada Europejska albo Trybunał Sprawiedliwości. Ponieważ nie ma precedensu w historii Parlamentu Europejskiego dla takiej sprawy, pozostaje jedynie czekać.