Polityka

Brytyjczycy nie zagłosują w unijnym referendum

Artykuł opublikowany 12 marca 2008
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 12 marca 2008
Eurofil komentuje maskaradę brytyjskiego premiera i europejskiego establishmentu

Nieczęsto jeżdżę do Londynu, jednak przypadkiem byłem tam w dniu, gdy brytyjski premier Gordon Brown wygrał w Izbie Gmin walkę o nieprzeprowadzanie referendum w sprawie Traktatu lizbońskiego. Tony Blair obiecał coś zupełnie przeciwnego w sprawie tego, co jest konstytucją europejską w przekształconej formie. Dla eurofila takiego jak ja była to doskonała okazja do odkrycia znanego w świecie brytyjskiego eurosceptycyzmu. Dziennikarz "The Daily Telegraph" Iain Martin opisał ogólne nastroje w swoim komentarzu z 5 marca dotyczącym debaty w Parlamencie Europejskim. Gdy sytuacja ta będzie analizowana przez historyków, przyszłe pokolenia będą zdziwione, że spiskujący eurofanatycy, którzy chcieli przeprowadzić zamach na brytyjską suwerenność i demokrację, nie zostali wysłani do Tower za zdradę stanu.

Premier Wielkiej Brytanii, Gordon Brown, Premier Holandii, Jan Peter Balkenende i Przewodniczący Komisji Europejskiej, Durao Barroso, podczas szczytu w Lizbonie w gruniu 2007 r. Szykują się na maskaradę? (Fot.: Koisja Europejska)

Może i felietonista "The Daily Telegraph" mógłby dać mi łatkę eurofanatyka. Wierzę w federalną Unię, jednak nie podoba mi się maskarada, w której prym wiedzie francuski prezydent Nicolas Sarkozy, popierany przez Browna i europejski establishment. Valéry Giscard d'Estaing, były francuski prezydent, przewodniczący konwencji, która jako pierwsza przedstawiła projekt konstytucji europejskiej stwierdził w swoim blogu, że w Traktacie Lizbońskim "można znaleźć wszystkie propozycje instytucjonalne z traktatu konstytucyjnego". Podwójna gra przywódców europejskich mniej mnie zaskakuje niż jednomyślna hipokryzja komentatorów - eurofilów w tak zwanym społeczeństwie obywatelskim.

Możemy się zgodzić z Iainem Martinem, który określa obecną Unię Europejską jako "antydemokratyczną". Jednak on i wszyscy eurosceptycy zapominają o tym, że nie chodzi tu o metodę, ale o sprawy zasadnicze. W XXI wieku państwa nie mogą już okazywać swojej suwerenności w taki sposób, jak to było w wieku XIX czy XX. Kwestie polityczne coraz bardziej się globalizują. Nasze małe państwa mogą niewiele, gdy przychodzi do negocjacji na poziomie światowym na temat, dajmy na to, środowiska, handlu czy energii, z takimi nowymi potęgami jak Chiny czy Rosja. Brytyjczyk Peter Mandelson, główny komisarz Unii Europejskiej ds. handlu wie o tym bardzo dobrze.

Wierzę w paneuropejską demokrację. Dlatego też Unia powinna przeprowadzić referendum w sprawie Traktatu lizbońskiego we wszystkich 27 krajach jednocześnie, stawiając sprawę jasno: jeśli nie zaakceptują go, będą musieli wystąpić z Unii. Lubię gdy polityka przynosi jakieś efekty. Gdy demokracja jest silna. Żeby taką być w dzisiejszych czasach, potrzebujemy międzynarodowego gracza, takiego jak Unia. Nie chodzi tutaj o wyzbywanie się suwerenności, a o dzielenie się nią. Gordon Brown powinien to wyjaśnić swojemu narodowi podczas kampanii referendalnej, na którą zarówno Brytyjczycy, jak i Europejczycy zasługują.