Polityka

Być cool

Artykuł opublikowany 13 lutego 2008
Artykuł opublikowany 13 lutego 2008

Takie są pierwsze miesiące roku - Królowa Śniegu kołysze kontynent w lodowych objęciach, a my marzymy o kwiatach i dalekiej wiośnie. W lutym w całej Europie zima powoli się kończy. Mimo tego, Dziadek Mróz (Väterchen Frost) jest wciąż wszechobecny i kiedy człowiek rano zatrzaskuje za sobą drzwi jest naprawdę "świńsko zimno" (schweinekalt).

Tam, gdzie Niemcy posługują się świnią - która, nawiasem mówiąc, wyhodowała sobie przyjemny tłuszczyk, żeby nie zmarznąć - w innych krajach używa się psa i to jego przy ujemnych temperaturach "wyrzuca się za drzwi". Hiszpanie mówią o pieskim zimnie ("frio de perros"), podobnie Bułgarzy ("кучешки студ"), Rosjanie ("собачий холод") i Francuzi ("temps de chien").

Francuskiego smakosza w środku zimy nie odstraszy również "kacze zimno" (froid de canard). Dla kulinarnych rozkoszy podniebienia takich, jak "foie gras" (pasztet z gęsich wątróbek) czy "confit de canard", Francuzi już w jesieni i zimie wyruszają na polowanie. Myśliwy musi przy tym czatować w absolutnej ciszy - i oczywiście przemarza do szpiku kości. Często woła wtedy "Ca caille" (zamarzam), co tym razem nie ma nic wspólnego ze smaczną przepiórką (la caille), lecz z łacińskim "coagulare" (ścinać się, później zamarzać).

Także Anglikom zamarza nos („it’s freezing“), kiedy na dworze jest przejmująco zimno (bitter cold). No i bardzo dziwne jest to, że w Niemczech jest zimno akurat krawcowi („frieren wie ein Schneider“), który przecież mógłby uszyć sobie górę nowych ubrań. Zamiast jednak ciepło ubrać swoich europejskich kumpli, był uznawany za zniewieściałą makolągwę i niewystarczająco zahartowanego piecucha.