Polityka

Cenzura: UE vs blokada 138 nazw domen internetowych w Turcji

Artykuł opublikowany 11 maja 2011
Artykuł opublikowany 11 maja 2011
Turcja to według Indeksu Wolności Prasy organizacji Reporterzy Bez Granic kraj „częściowo wolny”. Jednocześnie jest to kraj europejski o najwyższej liczbie zakazanych nazw dla domen internetowych.
Stworzona przez turecki departament telekomunikacji lista „ocenzurowanych słów”, do których zalicza się także słowo szwagierka (Bildaz), 28 kwietnia wysłana została do firm prowadzących serwery internetowe. Mniej rozrywkowe przykłady znaleźć można w UE.

W ciągu ostatnich kilku lat dostęp do YouTube, blogosfery, Myspace, Vimeo i Google był w Turcji konsekwentnie ograniczany - z marnym skutkiem. Tysiące użytkowników, manipulując adresami IP, znalazło sposób na wyegzekwowanie swojego prawa do wolności wypowiedzi i dostępu do internetu. Możliwe jest to np. dzięki alternatywnemu kanałowi ktunnel.com, który pozwala na surfowanie w sieci bez ujawniania skryptów i adresów stron, z których użytkownik został przekierowany. Turecki rząd wciąż zobowiązuje się do poprawy stanu demokracji i respektowania praw człowieka, jednak jego „wolnościowy” bilans z roku na rok tylko się pogarsza. 

Podczas gdy obsługujący Internet ICANN zezwolił na tworzenie stron .xxx, czyniąc strony dla dorosłych oficjalnymi, to, co przedsięwziął turecki departament telekomunikacji (TIB), wydaje się być niczym młot kowalski dla demokracji. Wspomniana lista zawiera przypadki oczywiste: zakazane jest używanie słów 31 (w tureckim slangu oznacza masturbację), gay (gej) jak i jego tureckiego odpowiednika gey, got (po turecku „tyłek” pisany przez „ö” zamiast „o”) oraz ateşli (gorący). Aktywiści internetowi określili te reguły jako groteskowe, argumentując, iż lista ta doprowadzi do zamknięcia wielu stron, które nie zawierają żadnych nieprzyzwoitych lub niewłaściwych treści. Jako przykład podają jakąkolwiek stronę zawierającą zwyczajne słowo „wirtualny” (sanal), która zostałaby zakazana z powodu ostatnich czterech liter wersji tureckiej...

Na poziomie UE „zarezerwowane” są domeny będące nazwami miast. Gdy w 2006 roku wypuszczone zostały nowe domeny „.eu”, „The Guardian” szczegółowo opisał działania Niemiec i Hiszpanii, które przedstawiły do „zbanowania” listę potencjalnie nazistowskich i monarszych domen, jak na przykład queenleonor.es. Żadne słowo nie jest zablokowane w Niemczech (które zarejestrowały uderzające 844,318 tys. z ponad 3 milionów domen .eu). Wyjątki istnieją jednak, jeśli chodzi o regulacje prawne w obszarze domen. I tak na przykład zakazane jest używanie nazw, które narażałyby na szwank markę produktu, tak jak to miało miejsce w styczniu 2010 w przypadku debaty nad domeną scheiss-t-online.de (gówniane-t-online.de).

Ocenzurowanych domen nie ma we Włoszech, ale portale informacyjne jak np. tytuły prasowe, muszą zostać zarejestrowane w sądzie. W Polsce w wyniku protestów zablokowany został w 2009 roku projekt prawny mający na celu stworzenie czarnej listy zabronionych stron internetowych. Ogólne wytyczne zazwyczaj nalegają na to, by nie używać nazw uznanych za „ogólnointernetowe” takich jak internet, java czy postmaster. Czy jednak cokolwiek jest w stanie przebić absurdalny zakaz tureckich słów zafundowany Turkom przez TIB? Na szczycie listy cafebabel.com znajduje się zakaz używania słowa Haydar – prawdopodobnie w związku z Haydar Dümen, tureckim ginekologiem znanym z używania wulgarnego języka w telewizji, a także Liseli (nastolatek) i fire (ogień).

Ilustracja: ©Henning Studte