Polityka

Ciemnozieloni

Artykuł opublikowany 12 sierpnia 2009
Artykuł opublikowany 12 sierpnia 2009
Czasy, w których ekobojownicy i wielbiciele natury walczyli z mieszkańcami przedmieść umundurowani w ręcznie robione swetry i w drewniaki na szczęście bezpowrotnie minęły. Obecnie ekoświadomość jest niezwykle ważna w społeczeństwie, a cała Europa jest świadkiem rozkwitu ekologicznych „przekleństw”.

Nowoczesny, cechujący się wiedzą na temat ekologii obywatel ubiera się w ubrania z ostatnich kolekcji American Apparel, pod które wkłada bieliznę Pants to Poverty [firma, która powstała w 2005 roku produkuje w Indiach bieliznę zgodnie z zasadami sprawiedliwego handlu – nota od redakcji], kupuje ekologiczne produkty i żeby dostać się z miejsca A do miejsca B każdego ranka używa roweru. Brytyjczycy puścili wodze fantazji jeśli chodzi o piętnowanie przesadnej ekologii: miłośnicy natury są nazywani mother Earth lovers (miłośnikami Matki Ziemi) czy bug-eaters(robakożercami). Ale nie należy zapominać, że suszonych owadów nie dostanie się w sklepach z organiczną żywnością: można tam za to nabyć antipasti i luksusowe czekolady. A według jednej ze stron internetowych termin tree Hugger (przytulacz drzew) powstał dzięki ruchowi Chipko, grupie protestującej w Indiach przeciwko komercyjnemu wycinaniu drzew, która przytulała się do drzew po to, aby nie zostały one wycięte. Tak czy inaczej spory z pozbawionymi humoru soil-symphatizers (sympatykami ziemi) są zawsze rozwiązywane.

Prawdziwe językowe zagwozdki pojawiają się jednak u Niemów, u których bycie Öko (Eko) jest uważane za neutralne. Neutralne nie są jednak wyrażenia Kartoffelstempler czy Waldorfschüler, oznaczające odpowiednio tłuczek do ziemniaków oraz ucznia ze szkoły waldorfskiej, w której nauka opiera się na kreatywnym rozwoju dziecka. Ökos mają pacyfistyczne nastawienie i jedną z ich zarejestrowanych nazw jest Friedensbrezel (precel pokoju). Ekolodzy byli też znani jako Müsliesser(chrupiący musli) oraz Körnerfresser (ziarnożerni), a w ciągu kilku ostatnich lat w niemieckojęzycznych państwach ukuty został termin Bionadetdrinker[pijący Bionade – ekologiczny napój bezalkoholowy – nota od redakcji].

Francuzi również rzucają oszczerstwa w kierunku ekologów. Zwrot bobo bio w języku francuskim jest ośmieszający. Obywatele znani jako bobo (bourgeois-bohème; burżujska bohema) są zamożnymi paryżanami albo chcieliby nimi być i obnoszą się ze swoim trybem życia jak z medalem. Z kolei w Polsce bycie ciemnozielonym nie jest wcale powodem do chwały – oznacza tyle, że ktoś nie potrafi analizować informacji dotyczących ekologii i wyciągać z nich wniosków, za to idzie po linii najmniejszego oporu i popiera to, co popierają inni…

Jednak fala nazewnictwa ekologów nie dotarła jeszcze na południe Europy. Włosi mają jedynie przerażających fanatico dell’ecologia(fanatyków ekologii) oraz bio obsesionado (maniaków na punkcie bio). Wyobraźnia Hiszpanów nawet przy tym blednie. Tak czy inaczej, brak słownictwa może oznacza dwie rzeczy: albo inwazja zielonych nie ekscytuje południowców równie mocno, jak resztę Europy, albo ekologiczny trend nie dotarł jeszcze w pełni w rejony śródziemnomorskie.