Polityka

Declan Ganley wraca i walczy z „antydemokratycznym” Traktatem lizbońskim

Artykuł opublikowany 17 września 2009
Artykuł opublikowany 17 września 2009
Declan Ganley jest zagorzałym przeciwnikiem Traktatu lizbońskiego, który w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego wystawił 600 kandydatów z 27 krajów członkowskich. Jednak tylko jeden z nich zdobył mandat na Węgrzech. 41-letni multimilioner z Galway odszedł od polityki po tej porażce, jednak twórca partii Libertas wraca, aby po raz kolejny poprzeć irlandzkie „nie”.

14 września podczas konferencji prasowej w Dublinie Declan Ganley złożył nieoczekiwane oświadczenie: przed kolejnym referendum w sprawie Traktatu lizbońskiego, które ma się odbyć 2 października, wraca do polityki. Urodzony w Anglii polityk oraz przewodniczący partii Libertas, która z sukcesem poprowadziła w 2008 roku kampanię przeciwko Traktatowi zrezygnował z polityki po porażce podczas robienia z Libertas „pierwszej paneuropejskiej partii politycznej”. Nieliczni się tym zmartwili: wiele osób nazywa Ganleya Anglikiem (urodził się Watford i mieszkał tam do 13. roku życia). Powszechnie uważa się, że ma on charyzmę, jednak jego majątek oraz mieszcząca się w USA firma telekomunikacyjna świadcząca usługi dla wojska są traktowane podejrzliwie.

Wielki powrót

„Dlaczego, skoro Francuzi zagłosowali na nie, podobnie jak Duńczycy i Irlandczycy, jesteśmy ciągle zmuszani do tego samego?”

Mimo wszystko niespodzianka Ganleya to szansa dla zwolenników irlandzkiego „nie”. W wywiadzie dla Wall Street Journal z 10 września Ganley stwierdza, że Traktat lizboński jest tym samym, co konstytucja Unii. „Dlaczego, skoro Francuzi zagłosowali na nie, podobnie jak Duńczycy i Irlandczycy, jesteśmy ciągle zmuszani do tego samego?” – pyta. „Nie musisz się drapać po głowie zastanawiając się nad demokracją w jakiś intelektualny, odległy sposób i wyszukiwać w niej zagrożeń. To akt nienawiści do demokracji. To tak bezczelny chwyt, że aż niemal niewiarygodny.”

Dlaczego wrócił? Ganley mówi, że zamierza „opowiedzieć się za prawdą”. Chciałby, aby rząd zagwarantował poparcie kontrowersyjnych kwestii, jakich jak aborcja czy neutralność. Uważa również, że zwolennicy Traktatu „z desperacji uciekli się do kłamstwa”. Według ostatnich badań, zrobionych przez Sunday Independent oraz przez Sunday Business Post Traktat popiera odpowiednio 63 i 62% ankietowanych. Przeciwko Traktatowi zamierza zagłosować 15 oraz 23% Irlandczyków. Wszystkie partie polityczne w kraju popierają ten projekt, z wyjątkiem marksistowsko-republikańskiej Sinn Féin.

Jaką ma w tym rolę Ganley?

Kampania przeprowadzona przez Libertas w 2008 roku opierała się przede wszystkim na nieznanej wcześniej na Szmaragdowej Wyspie strategii przykuwania uwagi mediów. W kampanii znalazło się między innymi miejsce na baner z napisem „trzymaj Europę z dala od boiska – głosów przeciwko” ciągnięty za prywatnym samolotem nad stadionem narodowym Croke Park w Dublinie podczas finałów mistrzostw w piłce nożnej. W tym roku jednak nie ma w planach spektakularnej kampanii – w końcu jest recesja. „Nie będziemy prowadzić kampanii takiej, jak podczas ostatniego referendum.” – stwierdził Ganley podczas konferencji prasowej. „W porównaniu do zwolenników posiadamy małe środki.” Ma nadzieję, że uda mu się zebrać od 50.000 do 200.000 euro, które przeznaczy na billboardy, plakaty i reklamy w prasie reklamujące „nie” dla Lizbony. Co dalej? Jak mówi Wall Street Journal, chciałby stworzyć 25-stronicowy projekt umożliwiający wybór prezydenta Europy.