Polityka

Do europejskiej młodzieży: przyszłość jest po naszej stronie

Artykuł opublikowany 5 lipca 2016
Artykuł opublikowany 5 lipca 2016

[Opinia] Jestem Niemką mieszkającą w Londynie, więc piątek po referendum 23 czerwca nie należał do najprzyjemniejszych. Mimo wszystko młodzi ludzie nie powinni oddawać się rozpaczy, tylko wykorzystać nadarzającą się okazję i sprawić, by dało się usłyszeć ich głos. Nie powinniśmy załamywać rąk, powinniśmy działać.

Nie jestem osobą, która zachowuje optymizm mimo wszystko. W czasie tygodni poprzedzających referendum robiłam, co mogłam, żeby namówić znajomych do głosowania i zarzucałam ich argumentami przeciwko Brexitowi. Jestem z Niemiec i obecnie robię doktorat w Londynie, zatem należę do rzeszy imigrantów z UE, o których ostatnio jest tak głośno w mediach. Uważnie przyglądałam się debacie i nie pozwalałam sobie żywić zbyt wielkich nadziei. Kiedy jednak w końcu nadszedł 23 czerwca, cichutki głosik w mojej głowie mówił mi, że może jednak wszystko będzie dobrze. Będziemy mogli pracować nad nową, lepszą Unią Europejską. Po ciężkim, stresującym dniu położyłam się do łóżka i po raz pierwszy od wieków spałam jak suseł, nie budząc się co chwilę. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, pozostało tylko czekać. Myślałam, że jestem gotowa na wyniki, jakie by one nie były.

Myliłam się.

O siódmej rano obudził mnie dźwięk przychodzącego SMS-a. Okazało się, że dostałam całe mnóstwo wiadomości, które w większości składały się ze smutnych emotek lub/oraz przekleństw. Byłam jak porażona. Włączyłam komputer i zaczęłam w pełni zdawać sobie sprawę z konsekwencji referendum. Nigel Farage przyznał się do kłamstw, jakie w trakcie kampanii padały z ust zwolenników Brexitu – ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Irlandzka nacjonalistyczna partia Sinn Féin przekonywała, że brytyjski rząd „utracił wszelkie prawo do reprezentowania interesów mieszkańców Irlandii Północnej w zakresie gospodarki i polityki” – szczerze mówiąc, mają sporo racji. Funt umiera. Szkocja przygotowuje się do kolejnego referendum. Wreszcie David Cameron ustępuje ze stanowiska i porzuca kraj pogrążony w chaosie, do którego sam się przyczynił. Z powodu jego słabego przywództwa kraj się załamał, społeczeństwo podzieliło, wyborcy czują się rozczarowani, ich frustracja rośnie, a największy projekt pokojowy jaki widziała Europa od czasu, kiedy Rzymianie podbili większość kontynentu, chwieje się w posadach - przy czym, o ile dobrze pamiętam z „O wojnie galijskiej”, nie chodziło wtedy wcale o pokój. Tamten dzień zdawał się ponury. Wszyscy, których spotkałam byli zrozpaczeni. „Projekt Strach” zamienił się w „Projekt Rzeczywistość”, a przyszłość rysuje się w czarnych barwach.

Nie możemy pozwolić, żeby to tak się skończyło! Weźcie zimny prysznic, a potem posłuchajcie. Nie możemy rozpaczać. Potraktujmy to jako wezwanie do walki. Musimy angażować się w politykę. Musimy być aktywni. Musimy przestać zachowywać się jak typowi millenialsi i wreszcie się zorganizować. My, dzieciaki wychowane na Europie, musimy zmądrzeć i walczyć o nasze przekonania. Nie możemy ryzykować, że Francja także opuści UE, podobnie jak Hiszpania czy Grecja. Jesteśmy pokoleniem Easyjet, pokoleniem programu Erasmus. Nie możemy ograniczać się do klikania na Facebooku opcji „zainteresowany/a” i do podpisywania petycji na stronie Avaaz, musimy zacząć działać naprawdę, szerzyć wiedzę, walczyć z propagandą. Być może nie wiemy jeszcze dokładnie, jak to zrobić, ale na pewno nam się uda. Wrogowie postępu mogą wydawać się teraz niezwykle silni, ale to my zwyciężymy. Przyszłość jest po naszej stronie.

---

Nawet wspólne śpiewanie „Zostańmy razem” nie pomogło - Wielka Brytania przewagą 52% głosów zdecydowała się opuścić Unię Europejską. A oto, co o Brexicie piszą nasi autorzy.