Polityka

Do widzenia, Panie Premierze!

Artykuł opublikowany 21 czerwca 2007
Artykuł opublikowany 21 czerwca 2007
Podczas gdy Tony Blair opuszcza już Downing Street w Londynie, my przyjrzyjmy się spuściźnie, którą nam pozostawia.

Dla każdego, kto był na tyle dorosły, by to zapamiętać, 2 maja 1997 roku był dniem bardzo podniosłym. Mając wówczas szesnaście lat, nie mogłem jeszcze wziąć udziału w głosowaniu, ale byłem w stanie podchwycić dominujące nastroje wśród moich rodaków. Podczas gdy konserwatyści topili się w morzu skandalu i wewnętrznych niesnasek - przypadki krzywoprzysięstwa, afery seksualne i korupcja - Partia Pracy z Blairem na czele wypłynęła jako najświeższa alternatywa, z obietnicą bardziej sprawiedliwej i tolerancyjnej Wielkiej Brytanii z perspektywami na przyszłość, stającej się stabilnym wewnętrznie krajem, szanowanym na międzynarodowej scenie politycznej.

Blair na wiele sposobów przypominał Clintona: lider, trzymający rękę na pulsie kultury pop, czujący sią równie komfortowo wśród gwiazd filmu i muzyki, jak i innych reprezentantów światowej sceny politycznej. Miał w sobie coś niezwykłego. Pomógł Partii Pracy objąć władzę z porażającą większością 179 miejsc w parlamencie. Przez lata liczba ta zmniejszyła się znacznie, mimo to wciąż pozostała przeważająca (na początku tego roku wynosiła 352 z 646 miejsc w Izbie Gmin). Niestety jak pokazało nam te dziesięć lat, wiara, którą wielu w nim pokładało, z roku na rok coraz bardziej wydawała się być źle ulokowaną inwestycją. Pan premier pozostawił nam w spadku brak zaufania, nierówności i rozczarowanie, a kraj jest rozdarty nie tylko wewnętrznie, lecz także stracił swoją pozycję w strefie europejskiej.

Męskie wydanie Pani Thatcher

(Photo:Patrząc na sprawy wewnętrzne, na pierwszy rzut oka wydawać się może, że Wielka Brytania wiele zyskała za kadencji Blaira. Mamy stabilną gospodarkę, niski poziom inflacji, a inwestycje rządowe w edukację i w służbę zdrowia znacznie wzrosły. Z drugiej strony brak działania w sprawie tańszych mieszkań spowodował gwałtowny wzrost cen gruntu i domów, kilkakrotnie przewyższając wzrost pensji. Z tego powodu wielu musiało zaciągnąć kredyt na ogromne sumy, żeby móc zapewnić swojej rodzinie skromną kwaterę. Co prawda stopy procentowe stopniowo malały, osiągając poziom z 1997 roku, ale zachęciło to większą liczbę osób do pożyczek, w wyniku czego zadłużenie Brytyjczyków sięgnęło kwoty ponad tryliona funtów. Nierzadkie są ogłoszenia bankructwa poszczególnych obywateli. Inwestycje w edukację i służbę zdrowia mogą wydawać się godne podziwu, jednak postępowanie kluczowych służb publicznych pozostawia po sobie niesmak. Ponadto wielu młodych ludzi, do których to Blair apelował w 1997 roku, zaczyna teraz swoje życie zawodowe i... spłatę kredytu studenckiego uchwalonego przez parlament, który zaznaczył wyraźnie w oświadczeniu z 2001 roku: "Nie mamy zamiaru wprowadzić wygórowanych opłat za naukę i podejmujemy odpowiednie kroki prawne, aby im zapobiec." Pozostaje wyjątkowo dyskusyjna kwestia, kto tak naprawdę skorzystał z polityki blairowskiej, której daleko do umiarkowanego socjalizmu, a bliżej raczej do rządów Margaret Thatcher, okraszonych szczyptą nowoczesności.

Wojna, pokój i Europa

Odłóżmy na bok sprawy wewnętrzne, bowiem to działania na międzynarodowej scenie politycznej zapiszą Tony'ego Blaira w historii. Za jego największe osiągnięcie uznaje się podpisanie traktatu pokojowego z Irlandią Północną. Niestety ten sukces pozostanie umniejszony przez widmo Iraku i ślepe zapędy Blaira do toczenia "walki z terrorem", które natychmiast zaczęły siać w kraju grozę i doprowadziły do masowej histerii. Trzeba przyznać, że wydarzenia z 11 września 2001 roku były jak dotąd niespotykane, a tradycyjna zażyłość Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych upoważniła Blaira do bycia solidarnym z Amerykanami. Jednak sposób, w jaki premier zdecydował się stać ramię w ramię z rządem amerykańskim, z perspektywy czasu okazuje się być pomyłką, uwydatniając fanatyzm Blaira. Poprzez dopasowywanie się do polityki USA, zamiast szukania sposobów na ujednolicenie frontu z innymi europejskimi sąsiadami i utworzenie międzynarodowego paktu, Wielka Brytania straciła szacunek i swoją formalną pozycję w Unii Europejskiej. W istocie, pomijając sprawę wojny w Iraku, nastawienie Blaira do projektów europejskich dało wiele złudnych nadziei. We wczesnym okresie jego rządów istniał cień optymizmu, jako że Wielka Brytania wprowadziła w życie Europejskie Regulacje Socjalne oraz EKPC (Europejską Konwencję Praw Człowieka). Mimo to Blair zrobił krok w tył na ścieżce dalszej integracji, hamując zmiany i padając ofiarą panikarskich doniesień eurosceptycznej prasy. Jako członek pierwszego powojennego pokolenia, powinien tego żałować. Jeżeli porównamy działania Blaira w Irlandii Północnej i w Iraku, zauważymy niewybaczalny błąd. O ile cierpliwość, chęć do dialogu i pragmatyzm działały na jego korzyść w pierwszym przypadku, zabrakło mu tej powściągliwości w polityce bliskowschodniej, bowiem ten styl nie pasował do wytoczonej tam wielkiej krucjaty moralnej. Jeden z dziennikarzy nazwał to podejście "mesjańską bojowością".

Irak został zaatakowany na podstawie wątpliwych prawnie perspektyw i mylnych pobudek intelektualnych. Zamiast pomóc zwalczyć panujący tam terror, wojna przyniosła jeszcze większą niestabilność w Iraku, od początku będąc potępianą przez znaczące zachodnie państwa. Jako że Blair nie zmienił zdania, sprawa wydaje się nie mieć innego rozwiązania, a on sam zyska w końcu miano Lady Makbet współczesnej polityki.

Cynizm i obojetność

Dziesięć lat po przejęciu władzy przez najmłodszego premiera po czterdziestodwuletnim Lordzie Liverpoolu (piastował on ten urząd najdłużej w historii, w latach 1812-1827), optymizm tak obecny w maju 1997 roku zniknął na dobre. W pewien sposób, Wielka Brytania może i zyskała na blairowskiej polityce, ale żeby uzyskać pełny obraz wydarzeń, warto spojrzeć szerzej. Aby jasno ocenić wpływ rządów Blaira, historycy muszą spojrzeć z dużą dozą krytyki na jego demagogiczne przemówienia i myriadę postawionych przez niego zamków na piasku. Być może najważniejszą spuścizną pozostawioną przez Blaira jest to, że Brytyjczycy zawiedzeni jego stylem uprawiania polityki, gdzie "forma" przerastała "treść", są pozbawieni złudzeń i bardziej cynicznie nastawieni w stosunku do świata polityki. Z tym właśnie następca Blaira będzie się musiał najbardziej zmagać.

Zdjęcia: W tekście: (Gúnna/ Flickr), (HP (Le Kizz/ Flickr)