Polityka

Egipt w stanie wyjątkowym: wyjątek jako reguła

Artykuł opublikowany 18 października 2010
Artykuł opublikowany 18 października 2010
Całkowity nadzór, zagłuszone manifestacje, sekretne bazy... Egipt od jakichś 30 lat jest państwem wyjątków, które są regułą. Pretekst? Zagrożenie islamskim terroryzmem. Pod wiecznym słońcem Kairu, włosko-hiszpańska dziennikarka opisuje realia życia pod czujnym okiem egipskiego Wielkiego Brata.

Jedną z rzeczy, które najbardziej mogą zaskoczyć europejskiego przybysza w Kairze, jest omniprezencja policji. Od lotniska po hotele i osławione piramidy - wszystko obsadzone dziesiątkami strażników. Fala islamskiego terroryzmu, która zalała kraj w latach 90., i która zabrała ze sobą dziesiątki ofiar, mogłaby w jakimś stopniu uzasadniać nadopiekuńczość wobec turystów; ale ten stan wyjątkowy jest codziennością Egipcjan, przede mieszkańców stolicy, mózgu i sercu kraju, zamieszkałej przez 20 milionów ludzi [liczba mieszkańców aglomeracji]. 

Policja, policja i jeszcze więcej policji

By można było kontrolować każdego obywatela, ulice Kairu pozostają dniem i nocą pod kontrolą funkcjonariuszy różnych maści: od tych z drogówki i ulicznych patroli, o mundurach białych latem i czarnych zimą, po tych z oddziałów do rozpraszania zamieszek o podniszczonych mundurach i sprzęcie, ciemnoniebieskich, prawie czarnych oraz agentów wywiadu, którzy wyróżniają się swoim wyglądem w stylu lat 70., z okularami przeciwsłonecznymi, krótkofalówkami i pistoletami za pasem. W Kairze na każdym rogu spotkać można funkcjonariusza, chroniącego się przed upalnym słońcem lub śpiącego w rozklekotanych budkach, które wyrastają na miejskim horyzoncie niczym grzyby. Ale obecność policji rozciąga się również na pustynię, której znaczna część jest terenem wojskowym ukrywającym koszary i tajne obozy szkoleniowe Armii Egipskiej, prawie najpotężniejszej na Bliskim Wschodzie (ustępuje jedynie armii izraelskiej), żywionej roczną dawką 1.300 milionów dolarówamerykańskiego wsparcia.

Sekret dobrych stosunków

Gdy stan wyjątkowy jest codziennością

Od czasu rewolucji Ruchu Wolnych Oficerów Gamala Abdela Nassera w 1952 r., Egipt stał się państwem rządzonym przez wojskowych, podlegającym solidnej wewnętrznej kontroli i terrorowi policyjnemu obliczonemu przede wszystkim na ściganie islamistów, w szczególności Braci Muzułmańskich, którzy zarówno kiedyś jak i obecnie, reprezentują główną siłę opozycyjną. 

Ale obecną „matką” Egiptu jest Ustawa o Stanie Wyjątkowym, która weszła w życie po śmierci prezydenta Anwara al Sadata w 1981 r., zabitego przez radykalnych islamistów, po tym jak jako jedyny przywódca państwa arabskiego podpisał z Izraelem porozumienie pokojowe w 1979 r. (Camp David). Od tego czasu Egipt stał się głównym sprzymierzeńcem Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, a ostatnio również w bushowskiej wojnie ze światowym terroryzmem. Prezydent Hosni Mubarak, rządzący od 29 lat, wykorzystuje Ustawę o Stanie Wyjątkowym do utrzymania się przy władzy i wzmocnienia reżimu, w którym nie ma miejsca na wolną wolę, polemikę, demokrację ani sprawiedliwość. 

Wolność wypowiedzi jest jedną z najbardziej ograniczonych przez prawo, co czyni pracę dziennikarzy niezwykle trudną: policjanci są szkoleni do tego, by uczynić życie uciążliwym, a kamery są ich wielką obsesją. Gdy tylko zaczniesz się przygotowywać do nagrywania czegoś na ulicy, natychmiast jesteś otoczony przez funkcjonariuszy, których jeszcze dwie sekundy temu tam nie było, co może skończyć się również na posterunku, czego też osobiście doświadczyłam.

Opozycja podnosi głowę

Decyzja parlamentu z maja tego roku o przedłużeniu stanu wyjątkowego wywołała ostre krytyki zarówno na forum międzynarodowym jak i w kraju, ale trzeba pamiętać, że zwykli obywatele są do zaostrzonych „wymogów bezpieczeństwa” przyzwyczajeni: mój taksówkarz, Mustafa powiedział mi, że ta „norma” „nie jest dobra”, ale przez 40 lat swojego życia nie zaznał innej. Obecnie, prawo wykorzystywane jest do tłumienia opozycji, która domaga się demokratyzacji i zmiany reżimu.

Ostatnie i coraz liczniejsze manifestacje przeciwko dziedziczeniu stanowiska po prezydencie Mubaraka przez jego syna, Gamala, skończyły się jak zwykle brutalną reakcją policji, setkami zatrzymanych i torturami dla niektórych manifestantów – a wszystko to legitymizowane przez stan wyjątkowy, która za przestępstwo traktuje zgrupowanie więcej niż 5 osób w przestrzeni publicznej. W czasie jakiejkolwiek manifestacji w Egipcie na jednego uczestnika przypada kilku funkcjonariuszy; policja okrąża manifestujących i wtedy w nich uderza. Pewnym razem jeden z funkcjonariuszy wyprowadził uprzejmie mnie jako kobietę i obcokrajowca poza kordon policji, na sekundy przed tym jak pozostali dziennikarze i uczestnicy zostali przez nią zaatakowani.Ale Egipcjanie pomału przełamują strach przed brutalnością policji i stanem wyjątkowym, wprowadzonym pod przykrywką ochrony przed terroryzmem islamskim.

Przeczytaj bloga dziennikarki Francesci Cicardi

Zdj. jednyka(cc) Haramlik/Flickr; uścisk wart miliony: Free Mass/Flickr; policjant (cc)  DavidDennisPhotos.com/Flickr