Polityka

EUROPA POTRZEBUJE POKOJOWEJ REWOLUCJI

Artykuł opublikowany 1 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 1 kwietnia 2014

W przededniu wyborów do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go Eu­ro­pa jest wciąż po­grą­żo­na w kry­zy­sie, a jej miesz­kań­cy stają się coraz bardzej nie­uf­ni wobec po­li­ty­ków. Skoro Unia Eu­ro­pej­ska nie po­ra­dzi­ła sobie z kry­zy­sem po­rów­ny­wal­nym skalą do Wiel­kie­go Kry­zy­su sprzed II wojny świa­to­wej – to dla­cze­go po­win­ni­śmy wziąć udział w ma­jo­wych wy­bo­rach?

„Po­li­ty­cy mają ten­den­cję do od­kła­da­nia wszyst­kich trud­nych de­cy­zji na póź­niej" - twier­dzi Lo­ukas Tso­uka­lis, pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu In­te­gra­cji Eu­ro­pej­skiej w Ate­nach oraz pre­zes Hel­le­ni­stycz­nej Fun­da­cji do spraw Eu­ro­py i Po­li­ty­ki Za­gra­nicz­nej (ELIA­MEP).

bar­dzo brzyd­kie ma­triosz­ki

Pro­fe­sor po­rów­nu­je kry­zys go­spo­dar­czy do brzyd­kich ma­trio­szek rodem z Rosji. Naj­więk­sza z nich to tzw. „mię­dzy­na­ro­do­wa bańka ban­ko­wa”, która „pękła" w 2008 roku z po­wo­du kry­zy­su. Nieco mniej­sza ma­triosz­ka sym­bo­li­zu­je kry­zys w Unii Eu­ro­pej­skiej, który tylko uka­zał skut­ki wpro­wa­dze­nia wspól­nej wa­lu­ty bez od­po­wied­nich in­sty­tu­cji, które po­win­ny wspie­rać to przed­się­wzię­cie. Naj­mniej­sza z ma­trio­szek to pro­ble­my bu­dże­to­we, spo­tę­go­wa­ne jesz­cze przez wie­lo­let­nie po­życz­ki za­cią­ga­ne od ban­ków przez wiele państw człon­kow­skich.

Eu­ro­pej­ska im­pre­za do­bie­gła końca, ale kto teraz za­pła­ci ra­chu­nek? - pyta re­to­rycz­nie Tso­uka­lis. Kry­zy­sy w ob­rę­bie po­szcze­gól­nych państw człon­kow­skich stały się od nie­daw­na nie­od­łącz­ną czę­ścią sys­te­mo­we­go kry­zy­su stre­fy euro. 

Po­mył­ki we wspól­no­cie zda­rza­ły się za­rów­no na szcze­blu pań­stwo­wym, jak i mię­dzy­na­ro­do­wym. Unia za­wdzię­cza ban­ko­wej bańce „plon” całej ostat­niej de­ka­dy. „Po­win­ni­śmy być szczę­śli­wi, jeśli uda nam się powró­ci­ć do stanu go­spo­dar­ki z 2007 roku i osią­gnąć sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy po­ziom PKB do roku 2016” – wy­ro­ku­je pro­fe­sor Tso­uka­lis. Naj­wy­raź­niej jed­nak Unia Eu­ro­pej­ska nie do­strze­ga skut­ków wpro­wa­dze­nia re­gu­la­cji po­dat­ko­wej. W re­zul­ta­cie pro­wa­dzi to do jesz­cze więk­szych róż­nic i po­dzia­łów mię­dzy pań­stwa­mi człon­kow­ski­mi. I taki stan utrzy­ma się jesz­cze przez ko­lej­ne lata.

NA SKRA­JU ZA­ŁA­MA­NIA NER­WO­WE­GO 

Życie w Gre­cji stało się bar­dzo trud­ne i przy­zna­ją to sami Grecy. W ob­li­czu tra­gicz­nej sy­tu­acji go­spo­dar­czej wpro­wa­dzo­no tam su­ro­wą po­li­ty­kę oszczęd­no­ścio­wą (2009-2012). Obec­nie jest jed­nym państw wy­ka­zu­ją­cych naj­więk­sze róż­ni­ce za­rob­ko­we, naj­mniej­sze za­do­wo­le­nie ze stan­dar­dów ży­cio­wych oby­wa­te­li oraz wy­so­ki od­se­tek sa­mo­bójstw. Wskaź­nik bez­ro­bo­cia w Gre­cji rów­nież utrzy­mu­je się na wy­so­kim po­zio­mie, sta­no­wiąc jed­no­cze­śnie po­waż­ną prze­szko­dę dla roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go całej Unii. Bez wzglę­du na to, jak ko­rzyst­na sy­tu­acja pa­no­wa­ła w kra­jach człon­kow­skich przed kry­zy­sem, obec­nie cała stre­fa euro bo­le­śnie od­czu­wa skut­ki nie­wła­ści­we­go za­rzą­dza­nia i braku ­od­po­wie­dzial­no­ści oraz ope­ra­tyw­no­ści Unii Eu­ro­pej­skiej.

Miesz­kań­cy wielu państw człon­kow­skich są na skra­ju za­ła­ma­nia ner­wo­we­go. Wszy­scy wciąż tkwi­my w błęd­nym kole po­li­ty­ki oszczęd­no­ścio­wej i re­ce­sji. Za­rob­ki nie­ustan­nie się ob­ni­ża­ją, a po­dat­ki idą w górę. Nic więc dziw­ne­go, że na­stro­je w UE nie są naj­lep­sze. A jed­nak więk­szość Eu­ro­pej­czy­ków nadal opo­wia­da się za wspól­ną wa­lu­tą, bo wie­dzą, że kon­se­kwen­cje po­wro­tu do daw­nych walut mo­gły­by oka­zać się ka­ta­stro­fal­ne w skut­kach. Tso­uka­lis na­zy­wa to zja­wi­sko „rów­no­wa­gą ter­ro­ru". Zda­niem wielu ob­ser­wa­to­rów oby­wa­te­le Unii za­pła­ci­li już wy­star­cza­ją­co wy­so­ką cenę za fi­nan­so­wą nie­od­po­wie­dzial­ność i Eu­ro­pa po­wo­li wy­cho­dzi z kry­zy­su. Ale czy na pewno? Bez­ro­bo­cie wciąż ro­śnie, dług pu­blicz­ny jest nie­wy­obra­żal­nie wiel­ki, a Unia Eu­ro­pej­ska wciąż jesz­cze nie jest przy­go­to­wa­na na to, co przy­nie­sie przy­szłość. 

NOWA KO­RZYST­NA OKA­ZJA

We­dług pro­fe­so­ra Tso­uka­li­sa Eu­ro­pa po­trze­bu­je po­ko­jo­wej re­wo­lu­cji. Aby wszyst­kie pań­stwa człon­kow­skie wy­szły z kry­zy­su obron­ną ręką, po­trzeb­nych jest wię­cej zmian, za­rów­no na szcze­blu na­ro­do­wym, jak i ogól­no­eu­ro­pej­skim. Unia po­trze­bu­je „nowej ko­rzyst­nej oka­zji", aby zmie­nić po­sta­wę swo­ich oby­wa­te­li wobec kry­zy­su oraz aby „po­rzu­cić men­tal­ność ze­ro­wych sum, pa­nu­ją­cą mię­dzy ban­ka­mi i dłuż­ni­ka­mi, mię­dzy Pół­no­cą a Po­łu­dniem".  

Tso­uka­lis twier­dzi, że naj­więk­szym wy­zwa­niem, przed któ­rym stoi teraz Unia Eu­ro­pej­ska, to kwe­stia tego, czy bę­dzie w sta­nie otrzą­snąć się z kry­zy­su bez zmia­ta­nia pro­ble­mów pod dywan i an­ga­żu­jąc się we wzrost go­spo­dar­czy po­przez od­po­wied­nie uży­cie środ­ków, kto­ry­mi dys­po­nu­je. Kry­zys tylko ob­na­żył nagą praw­dę o Unii Eu­ro­pej­skiej, która tak na­praw­dę nie ma żad­nej stra­te­gii, czy me­cha­ni­zmu, we­dług któ­re­go mo­gła­by sta­wić czoła kry­zy­so­wi. Euro nie prze­trwa bez so­lid­nej pod­sta­wy eko­no­micz­nej oraz po­li­tycz­nej. Tso­uka­lis ostrze­ga też, że unia ban­ko­wa oraz wzmo­żo­na współ­pra­ca po­przez za­war­cie unii mo­ne­tar­nej i eko­no­micz­nej bę­dzie od­gry­wać rolę tylko wtedy, gdy bę­dzie­my w sta­nie oca­lić Unię od upad­ku.

W chwi­li obec­nej szan­se Unii na wzrost go­spo­dar­czy są nikłe. Jed­nak bo­le­sne w skut­kach de­cy­zje po­win­ny być pod­ję­te już teraz. Im dłu­żej bę­dzie­my zwle­kać, tym rana sta­nie się bar­dziej za­in­fe­ko­wa­na i trud­niej­sza do wy­le­cze­nia.

„OD­WAŻ­NY, KON­STRUK­TYW­NY CZYN"

W społeczeństwie europejskim brakuje za­ufa­nia. Lu­dzie stra­ci­li wiarę w sys­tem po­li­tycz­ny, w Unię Eu­ro­pej­ską, a nawet w sa­mych sie­bie. Prowadzi to stopniowo do wzro­stu ten­den­cji an­tyin­te­gra­cyj­nych. Każde pań­stwo coraz bar­dziej sku­pia się na sobie i przed­kła­da swoje wła­sne in­te­re­sy nad dobro in­nych kra­jów człon­kow­skich. Ma to swoje od­zwier­cie­dle­nie w spo­łe­czeń­stwie - lu­dzie stają się bar­dziej ego­cen­trycz­ni, przy­kła­da­ją mniej­szą wagę do kwe­stii dobra wspól­ne­go. Wszyst­ko to prze­czy ide­ałom, które przy­świe­ca­ły twór­com Unii Eu­ro­pej­skiej. Walka w pojedynkę byłaby w tym momencie snem idioty. Nadszedł czas, aby uświa­do­mić sobie, że europejska siła tkwi w zjed­no­czo­nym so­ju­szu wszyst­kich państw człon­kow­skich. Tylko w ten spo­sób można wzmoc­nić pre­stiż, sta­tus oraz siłę Eu­ro­py w zglo­ba­li­zo­wa­nym świe­cie. Trwa­ją­cy od dawna kry­zys na nowo wy­wo­łał de­ba­tę o tym, ja­kiej Eu­ro­py chce­my oraz co trze­ba zro­bić, aby zmie­nić obec­ny stan rze­czy. Ale to już nie py­ta­nie o „wię­cej”, czy „mniej” Eu­ro­py. Teraz od­po­wiedź jest już oczy­wi­sta – chce­my lep­szej Eu­ro­py. Pytanie tylko w jaki sposób ten cel osiągnąć.

Wy­bo­ry do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go są ide­al­ną oka­zją dla wszyst­kich Eu­ro­pej­czy­ków do wy­ra­że­nia swo­jej opi­nii oraz wcie­le­nia w życie słów jed­ne­go z za­ło­ży­cie­li Unii Eu­ro­pej­skiej, Ro­ber­ta Schu­man­na: „To już nie kwe­stia pu­stych słów, lecz od­waż­ne­go, kon­struk­tyw­ne­go czynu".